wtorek, 10 listopada 2015

Jarmark Świętego Marcina - Święto gęsiny





Od piątku 6, do środy 11 listopada, w Gdańsku, na Targu Węglowym dzieje się wiele. A mianowicie, jest Jarmark Świętego Marcina z gęsiną na czele.
Historię z pewnością każdy słyszał, ale i tak wspomnę odrobinę, wspierając się Wikipedią:

Dzień Świętego Marcina (niem. Martinstag, w Austrii Martini) – świąteczny dzień obchodów religijnych obchodzony 11 listopada. Święto patrona dzieci, hotelarzy, jeźdźców, kawalerii, kapeluszników, kowali, krawców, młynarzy, tkaczy, podróżników, więźniów, właścicieli winnic, żebraków i żołnierzy - Marcina z Tours.
Święto to obchodzone jest w wielu krajach Europy, jak choćby w Polsce. W Poznaniu na przykład w dniu św. Marcina na ulicy Święty Marcin odbywa się festyn pod nazwą "Imieniny ulicy". W swojej obecnej formie istnieje od 1993 roku, jednak tradycją nawiązuje do średniowiecznych obchodów tego święta. W tym dniu ulicą odbywa się pochód na czele ze świętym Marcinem, który przed zamkiem z rąk prezydenta miasta odbiera klucze. Tradycyjnie w dniu św. Marcina w Poznaniu jada się rogale świętomarcińskie oraz gęsinę. W Polsce dzień świętego Marcina obchodzony jest też np. w Jaworze na Dolnym Śląsku i w śląskim Chorzowie oraz w Swołowie na Pomorzu.
Marcin z Tours urodził się na Węgrzech, toteż tam też jest obchodzone jego święto, ale 8 i 9 listopada. We Francji, gdzie był biskupem podobnie jak w Niemczech czy Austrii święto Marcińskie jest 11 listopada.
źródło: Wikipedia


A dlaczego gęsina? Jak głosi legenda, Święty Marcin, bardzo skromny człowiek, Po śmierci biskupa został wyprany przez ludzi na jego następcę. Nie chcąc owego zaszczytu ukrył się w pobliżu gęsiarni. Nikt by go nie odnalazł, gdyby nie hałas przez ptactwo narobiony. W ten oto sposób, gęsi zwróciły uwagę na ukrywającego się Świętego Marcina i dnia 11 listopada został on biskupem, a gęsina głównym daniem.

Wracając jednak do Gdańska, chciałam Wam powiedzieć, że mam zaszczyt poprowadzić pokaz kulinarny z gąską w roli głównej. W sobotę degustowaliśmy nogi gęsie duszone w czerwonej kapuście z winem, podane z domowymi kopytkami. Było niesamowicie. Ogromna ilość osób zaciekawionych kuchnią i zwabionych zapachem, niesamowicie przyjazne i pozytywne opinie wielu smakoszy, którym udało się skosztować dania.
Muszę powiedzieć, że internet jest wielki, ale właśnie taki kontakt z ludźmi daje power! Dlatego też postanowiłam wyjść ze strefy komfortu, jaką jest, a raczej był, mój gabinecik i kuchnia. Teraz prowadzę warsztaty, spotykam się na smacznych pogawędkach i prowadzę pokazy kulinarne na żywo. NIESAMOWITE! A wielkiej energii i adrenaliny jaka trzyma mnie na nogach przez wiele godzin, dają mi ludzie, którzy uśmiechają się i bardzo chętnie rozmawiają o wszystkim. Prawdą jest, że przy dobrym jedzeniu zawsze miło spędza się czas.
Tym, którzy nie mieli okazji spotkać się ze mną w Gdańsku, pragnę przypomnieć, że w środę, ostatniego dnia Jarmarku, będę od godziny 11 do 17 i zaserwuję między innymi gęsinę nieco mniej tradycyjną bo w piernikowych i pomarańczowych aromatach. Muszę powiedzieć, że smak jest niesamowity, a gęsie mięso tak smaczne, że warto to danie podać na świątecznym stole.
Mam nadzieję, że zainspiruję kilka osób (a przepis już w ten piątek na blogu). Jeżeli jednak nie wiecie jak może to smakować, zapraszam Was na Targ Węglowy, kto pierwszy ten lepszy - będzie degustacja. 

TUTAJ znajdziecie cały repertuar Jarmarku - a musicie wiedzieć, że jest cała masa atrakcji i niesamowita ilość wystawców. Choć pogoda nie do końca sprzyja spacerom, myślę, że warto wybrać się do centrum pięknego Gdańska.
Zapraszam i ....
Ściskam Ilona ♥
A przy okazji chwalę się, dzisiaj blog MÓJ obchodzi swoje 3-cie urodziny. To niesamowite, jak ten czas szybko leci, Dziękuję, że jesteście ze mną <3 





piątek, 6 listopada 2015

Strach blogować





 Dawno, dawno temu... w odległej mrocznej mieścinie o 20.00 czasu lokalnego wrota piekieł zostały otwarte. Przybyły wiedźmy, zombie, wampiry by zjednoczyć siły i przy rytmach szalonej muzyku smakami wina, sera i oleju się raczyć...

I choć Halloween za nami, na opowieści o nim nigdy za późno. Uwielbiam ten dzień, bo mogę się wyżyć kreatywnie na każdym polu, i kulinarnym, i dekoracyjnym. Ostatecznie coś jeszcze we mnie siedzi i czasem z wnętrza się wyrywa.
W tym roku pokusiłam się o przygotowanie więcej niż przebrania (tego akurat sama nie wykonałam, ale o tym za chwilę) Razem z Alą z Wielki Apetyt, przygotowałyśmy mega przerażające dekoracje, zagoniłyśmy pod gilotynę ludzi i świetnie się bawiłyśmy.

Dzięki zaprzyjaźnionej Ciuciubabka Cafe, mogłyśmy przygotować strasznie fajną i szaloną zabawę. Dekoracje przygotowałyśmy w naszej Akademii Smaku i Kreacji Osobistej - która, choć od dawna działa, ambitnie szuka swojego imienia. 









 W całej imprezie niesamowicie wsparło nas wielu partnerów i sponsorów. (kliknij na zdjęcie - logo, a zobaczysz jak ciekawą mają ofertę). Z racji wielkiej miłości do serów, oliwy i wina, nie dziwi nikogo ich obecność na stołach. Ostatecznie upiory też lubią biesiadować i mają świetny smak.
Każdy, nawet wiedźmy prowadzące swoje miotły mogły się uraczyć kieliszkiem wina bezalkoholowego i bałkanicy (to już nie dla kierowców), zajadając się kozim rarytasem z Danmis olejem rydzowym Semco polanym. Yummmyyyyy.
Jeszcze ten smak czuję :) na stołach nie zabrakło też Jana Niezbędnego, on także wspierał nas przy sprzątaniu ;)

O nasz wizerunek, jakże upiornie fantastyczny, zadbały Manufaktura falbanek i Ola Kowalow make up - artystki w swoim fachu.
Warto też nadmienić, że maskotka Zombie Strach blogować, została również wystrojona przez naszych partnerów.


Co będę opowiadała sami zobaczcie relację zdjęciowa, którą przygotowała dla nas Art & Foto.
Było świetnie, poproszę o odrobinę grrrroooozzzzyyyyyy na wynos ;)
BOOOOOO
Ilona ♥







  



 
 

 


wtorek, 3 listopada 2015

Focaccia z serem



Co tam u Was słychać. Ja szaleję na całego. Zostało jeszcze sporo jabłek w ogrodzie, więc czas najwyższy przerobić je na musy, zanim wszystko się zmarnuje. A moje musy cieszą się powodzeniem , nie tylko wśród moich domowników. Do tego pod drzewami w moim sadzie prawdziwy wysyp grzybów. Będzie sosów  i innych smakołyków. Obgotuję i pomrożę. Yummy.
Dzisiaj jednak kolejny wypiek drożdżowy, pyszna focaccia, tym razem z serem. Przepis oczywiście z mojej ulubionej książki "Kuchnia włoska" 
Lubicie?


Focaccia z serem
Potrzebne będą:
  • 400 g mąki pszennej
  • 15 g drożdży świeżych
  • 250 ml wody ciepłej
  • 1 łyżeczka cukru
  • 100 ml oliwy z oliwek
  • szczypta soli 
  • ser żółty pokrojony w kostkę
  • gruboziarnista sól

Szykujemy zaczyn. Drożdże, cukier i ciepłą wodę mieszamy do rozpuszczenia. Odstawiamy w ciepłe miejsce, aż drożdże urosną. 
Do miski wlewamy 50 ml oliwy z oliwek, szczyptę solu i mąkę do tego dolewamy aktywny zaczyn drożdżowy i wyrabiamy ciasto. Musi być jednolite i delikatnie klejące. Następnie wkładamy do natłuszczonej miski, przykrywamy lnianą ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce.
Kiedy podwoi swoją objętość, ponownie ugniatamy, po czym układamy ciasto w natłuszczonej formie. Ponownie przykrywamy ściereczkę i odstawiamy do wyrośnięcia.
Kiedy ciasto będzie wyrośnięte, końcówką palca tworzymy wgłębienia i wypełniamy je kosteczkami sera.
Focaccię pieczemy w 220 stopniach C przez 20 minut, aż cisto będzie rumiane. Gotową focaccię, jeszcze ciepłą polewamy pozostałą częścią oliwy i posypujemy gruboziarnistą solą.

Uwielbiam, focaccia jest świetnym dodatkiem do mięs, ale ja uwielbiam moczoną w cudownej oliwie z orzechową przyprawą.
Polecam
Ściskam Ilona ♥


piątek, 30 października 2015

Kopytka



Co prawda wiele ludzi w dniu dzisiejszym zasypie Was Halloweenowymi pomysłami, ja dzisiaj miałam ochotę na kopytka. Czasami tak mam, nagotuję ziemniaków na obiad tylko po to, żeby narobić sobie ziemniaczanych klusek. Jeżeli mam ich sporo, lubię zamrozić, bo ja również mam takie chwile, że nie mam najmniejszej ochoty na stanie przy garach. W takich dniach wielbię ponad wszystko mój zamrażalnik. Wyciągam, rozmrażam i podsmażam na masełku... mrrrr To się nazywa obiadek. 


Kopytka
  • 500 g ziemniaków (już obranych i ugotowanych)
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka mleka
  • 1 jajko od szczęśliwej kurki
  • 1 szklaka mąki pszennej
  • sól do smaku

Ziemniaki już ugotowane wrzucamy do miski dokładamy masło i mleko i bardzo dokładnie układamy. Można przepuścić przez praskę do ziemniaków. Następnie do miski dokładamy jajko, mąkę i wyrabiany do uzyskania jednolitej masy. Z tak przygotowanego ciasta ziemniaczanego formujemy wałek, delikatnie spłaszczamy i kroimy pod skosem, uzyskując formę naszych kopytek.
Tak przygotowane gotujemy w bardzo dużej ilości wrzącej wody lekko osolonej. Kiedy wypłyną na powierzchnię, gotujemy jeszcze minutę i wyciągamy za pomocą łyżki cedzakowej.
Podajemy z odrobiną masła, posypane szczypiorkiem lub bazylią.
Kopytka są również świetnym dodatkiem do mięsa, na przykład gulaszu.


Życzę smacznego
Ściskam Ilona ♥

wtorek, 27 października 2015

Mus prawie czekoladowy z awokado




Cóż... kocham czekoladę, ale niestety nie zawsze mogę się nią objadać. Poza tym usiłuję z marnym, ale zawsze skutkiem, wyrobić zdrowe odruchy żywieniowe u mojego Malucha. Na szczęście ten deser mi smakuje, więc zapisuję go jako kolejną pozycję w Kuchnia Malucha. Deser jest banalnie prosty, strasznie pożywny i o niesamowicie ciekawym smaku. Nazywam go musem prawie czekoladowym, bo taki właśnie ma udawać.


Mus prawie czekoladowy
Potrzebne będą:
  • 1 miękkie awokado
  • 3 banany
  • 2 łyżki proszku z karobu
  • 1 łyżka melasy z karobu

do dekoracji
  • jogurt grecki
  • migdały w słupkach
  • proszek miętowy
  • listek mięty

Awokado obieramy i wrzucamy do rozdrabniacz lub blendera kielichowego, dokładamy obrane banany, melasę oraz karob. Wszystko miksujemy na idealnie gładką masę. Gotowy mus przekładamy do miseczek dokładamy po łyżeczce jogurtu greckiego, kilka słupków migdałowych, posypujemy pyłkiem i dekorujemy listkiem.

Banalnie prosty deser i strasznie zdrowy. Gorąco polecam, szczególnie tym, którzy muszę jak ja czekoladę ograniczyć, a są łasuchami :) 
Ściskam Ilona ♥