Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dżemy/Konfitury/Marmolady/Powidła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dżemy/Konfitury/Marmolady/Powidła. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 czerwca 2014

Pasta z dzikiej róży




Kolejny dzień i piękne słońce, czego na wakacjach chcieć więcej. Wczoraj wybraliśmy się na wieczorny spacer i maleńką pachtę różaną. Nazbieraliśmy kilka garści cudownie pachnących płatków dzikiej róży i zabraliśmy się za ucieranie pasty. Została maleńka garstka na sole kąpielowe, ale to innym razem, ponieważ nawet nie udało się zrobić zdjęcia. Choć takich soli nie zjadamy, to postanowiłam umieścić w przyszłości przepis na blogu. Ale nie o tym teraz...
Najwięcej radości ze zbierania płatków i ucierania ich z cukrem miały dziewczynki mojej siostry, choć ku naszemu zaskoczeniu, mój synek, kiedy kucałam krzyknął "mama" gdy się obróciłam, w rączkach miał ubłocony płatek róży. To było słodziachne... 
I tak po spacerku powstała pyszna i niesamowicie aromatyczna pasta z dzikiej róży.


Pasta z dzikiej róży (różana pasta)
Potrzebne będą:
  • 4 szklanki płatków z dzikiej róży
  • 1 szklanka cukru
  • 1/2 cytryny
Płatki róży, oczyszczone, wkładamy do makutry, zasypujemy cukrem i ucieramy na gładką masę. Pod koniec dodajemy sok wyciśnięty z połowy cytryny. Wszystko ponownie ucieramy. Gotową pastę przekładamy do słoiczka. Przechowujemy w lodówce kilka dni.

Pasta różana idealnie nadaje się do nadziewania nią pączków( TU przepis na pączki idealne), osobiście uwielbiam z serkiem wiejski i maleńkimi placuszkami. Przepis na placuszki znajdziecie TU, polecam.
Aromat dzikiej róży, wróży dzień idealny. 

Płatki się skończyły, ale kiedy nazbieram większą ilość z całą pewnością zrobię sole do kąpieli, cukier różany (super smakuje z  truskawkami), lemoniadę miętowo różaną, nalewkę, sok... i oby moje pomysły na tym się nie skończyły. Zapraszam do zapisania się w newsletterze, z całą pewnością nie przegapicie moich różanych propozycji. A na koniec... mały kolaż z tworzenia różanej pasty.
Ściskam gorąco 
Ilona 




poniedziałek, 26 maja 2014

Daktylowe bajaderki



Dzisiaj piękny dzień... Święto Wszystkich Mam, moje również, z czego jestem bardzo dumna. Dostałam laurkę doskonałą i wybieram się na spacer z synkiem. 
Tym czasem proponuję przepis-prezent. Słodki, czekoladowy i w kształcie serduszka. Właśnie dla Twojej Mamusi. Zabawy może troszeczkę jest... ale warto, dla tego jedynego uśmiechu. Zabierajmy się już teraz.


Daktylowe bajaderki serca
Potrzebne będą:

  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 1 szklanka mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 szklanka cukru
  • 3 jaja od szczęśliwych kurek
  • szklanka suszonych daktyli
  • 4-5 łyżek kwaskowatego dżemu (np. wiśniowy lub z mirabelek)
Czekoladę rozpuszczamy i odkładamy do ostygnięcia. 
Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę. Żółtka ucieramy z cukrem pod koniec dosypujemy mąkę i proszek do pieczenia. Dokładamy 4 łyżki rozpuszczonej wcześniej czekolady i mieszamy, aby masa była jednolita. Przed wstawieniem blachy do piekarnika całość łączymy z białkami, tak, aby nie straciły swojej puszystości. Ciasto wylewamy na wyłożoną papierem, płaską, dużą blachę.
Pieczemy 15 min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza. Po tym czasie sprawdzamy patyczkiem, czy ciasto jest gotowe.
Wyjmujemy i odkładamy do ostygnięcia. 
Schłodzone ciasto, kruszymy do miseczki, dokładamy dżem w takiej ilości, żeby zespoiło ciasto i dokładamy pokrojone w kostkę daktyle. Mieszamy.
Pozostałą rozpuszczoną czekoladą smaruje dość grubo dno foremek w kształcie serca (około 2-3 mm), kiedy czekolada zastygnie, foremkę wypełniamy ciastem i ugniatamy, aby pobyć się powietrza. 
Wkładamy do lodówki na 30 minut.
Gotowe bajaderki ostrożnie wyciągamy z foremek.

Teraz możemy ozdobić lukrem, kwiatkami i podarować ukochanej Mamie.
Takie bajaderki można dać ukochanej osobie, bez okazji - też będzie jej bardzo miło.
Tym czasem uciekam na lody z synkiem. 
Ściskam 
Ilona 


poniedziałek, 24 lutego 2014

Orange curd - czyli krem pomarańczowy


Jest już późno i czas pomyśleć o dobranocce, ale jakoś szkoda mi czasu ostatnio. Mam tyle pomysłów, przepisów i zajęć, że sen to ostatnia rzecz o której myślę. A to bardzo dziwne, ponieważ jestem zdeklarowanym leniwcem i poduszka zawsze była moim przyjacielem. Ale cóż, odkąd priorytetem stała się zabawa z dzieckiem i tak bardzo wskazany dla mnie ruch, czas na craftowanie, gotowanie i blogowanie znacznie się skurczył, a dokładniej... nie craftuję od dawna, gotuję codziennie, bo jednak posiłki muszą być porządne, ale na eksperymenty już mniej czasu i czasami szykuję obiad na kilka dni. 
Ale jednak chwilę znalazłam na krem pomarańczowy, popularny jako orange CURD. Przygotowanie tego smakołyku chodziło za mną od dawna i nareszcie jest. A powiem, że warto. Taki krem jest świetny jako wypełnienie tarty, a na śniadanie do naleśników.... yummy.


Orange curd - krem pomarańczowy
Potrzebne będą:
  • 75 g masła niesolonego
  • 3 jajka od szczęśliwych kurek
  • 75 g cukru
  • 125ml soku z pomarańczy
  • skórka otarta z jednej pomarańczy
W rondelku z grubym dnem roztapiamy masło, następnie dodajemy pozostałe składniki mieszając trzepaczką, aż nasz krem zgęstnieje. Gotowy krem odstawiamy do ostygnięcia, przelewamy do słoika i przechowujemy w lodówce. 

Przepis ten dostałam od Natalii, był w książce Nigelii w wersji cytrynowej. Do tej jeszcze się nie przekonałam, nadal cytrynę toleruję przede wszystkim w herbacie, ale to też rzadko.
Jestem ciekawa, jaką wersję Wy preferujecie cytrynową, czy pomarańczową?
Czekam na Wasze komentarze.
Ściskam Ilona


środa, 23 października 2013

Mus jabłkowy z miętą




Przetwory jabłkowe w tym roku wiodą prym. Ten mus powstał latem, w sezonie rabarbarowym i nareszcie doczekał się premiery. Czasu jak na lekarstwo, a owoce czekają na swoją chwilę.
Ten mus jest banalnie prosty i szybki do przygotowania. Zrobiłam wersję podstawową oraz wersję wzbogaconą rabarbarem i jest rewelacyjny. 


Mus jabłkowy z miętą
Potrzebne będą:
  • 1 kg jabłek słodkich i soczystych
  • 3 gałązki świeżej mięty
  • 4 łyżki cukru (można zastąpić miodem naturalnym)
  • 4 gałązki rabarbaru (opcjonalnie)
Jabłka myjemy, obieramy ze skórki i kroimy na kawałki usuwając gniazda nasienne. Jeżeli robimy z rabarbarem, najpierw obieramy, kroimy na kawałki, podsypujemy delikatnie cukrem i odstawiamy na około pół godziny, aby puścił sok.
Następnie owoce wrzucamy do garnka razem z miętą i gotujemy, aż zmiękną, a sok odparuje. Słodzimy lub dokładamy miód, gotujemy około 10 minut. Na koniec całość miksujemy na gładko, wkładamy do słoików, zakręcamy i pasteryzujemy 15-20 minut.
Bardzo smaczny i niesamowicie pachnący miętą. Musicie go wypróbować, to banalnie prosty mus.
Ściskam Ilona




środa, 18 września 2013

Dżem z zielonych pomidorów



Musiałam podwiązać swoje pomidory. Oczywistym było, że połamię sporo gałęzi. Niestety tak to bywa jak się zielska nie dopilnuje. Cała masa zielonych owoców pospadała. Jakoś nie zmartwiłam się, ponieważ w planach miałam dżem z zielonych pomidorów. Jest pyszny i ciągle zadziwia swoim smakiem. Musicie go zrobić.


Dżem z zielonych pomidorów
Potrzebne będą:

  • 1 kg zielonych pomidorów
  • 1/2 kg cukru
  • sok z połowy cytryny (ja użyłam soku z mirabelki)
Pomidory myjemy i kroimy na kawałki. Podsmażamy przez chwilę, aby zmiękły i studzimy. Następnie miksujemy za pomocą blendera i ponownie wrzucamy na patelnię. Dodajemy cukier i sok, często mieszając smażymy, aż cukier się rozpuści, a sok z pomidorów odparuje i dżem zgęstnieje. Gotowy przelewamy do wyparzonych słoików, zakręcamy i studzimy do góry dnem. 
**Wieczko musi być wklęśnięte.


Musicie koniecznie wypróbować ten prosty przepis. Do tego ciepła grzaneczka i pyszna kawa. Tak rozpoczęty dzień z pewnością będzie fantastyczny.

Zapraszam Was do polubienia mojej strony na facebooku, którą znajdziecie TUTAJ, będzie mi bardzo miło oraz zachęcam gorąco do rozmowy. Ciekawa jestem z czego robicie  dżemy.
Ściskam Ilona 


piątek, 30 sierpnia 2013

Dżem z borówki leśnej





Musicie mi wybaczyć. Ostatnio mało przepisów wrzucam na bloga z braku czasu. Ale nie zapomniałam o Was. Cały czas pichcę i robię zdjęcia, więc nowinek szykuję całą masę. Wiele z nich zobaczycie w nowym numerze "Pasji i smaków", który ukaże się już wkrótce. Szykujemy również konkurs, więc warto zobaczyć. Poza tym spędzam sporo czasu szykując przetwory, piekąc ciasta i spacerując po okolicach. Rozpoczęłam także "mini treningi", czas popracować nad gabarytami zdobytymi podczas ciąży ;)
Z nowinek... nowa twarz "Kuchni Ilony".
Ale nie przeciągając... oto nowy przepis i życzenia z okazji Dnia Blogera. 


Dżem z borówki leśnej
Potrzebne będą:
  • 3 litry borówki leśnej
  • 2 marchewki*
  • ok 700 g cukru
Borówki leśne myjemy i zalewamy wrzątkiem na około 20 minut, żeby pozbyć się goryczki. Następnie zlewamy wodę, borówki wrzucamy do garnka, dokładamy całe marchewki wsypujemy cukier i gotujemy na małym ogniu, aż uzyskają dość jednolitą konsystencję i zgęstnieją.**
Kiedy dżem jest gotowy wyjmujemy marchewki, a borówkę nakładamy gorącą do słoików. Ustawiamy do góry nogami, a kiedy ostygną pasteryzujemy około 20 minut.

* marchewki po ugotowaniu możemy zmiksować z 3 łyżkami gotowego dżemu z borówki. będzie to bardzo smaczny, dodatkowy słoik słodkości.

**dżem należy cały czas mieszać aby się nie przypalił. trzeba uważać, ponieważ gorący wybucha jak wulkan;)



To zdjęcia, a raczej ich wycinki z tak zwanych odrzutów fotograficznych nowej twarzy Kuchni Ilony. Model z reklamy:)
Zapraszam do polubienia mojej strony na Faceboku, którą znajdziecie TUTAJ oraz do śledzenia Instagramu TUTAJ można zobaczyć gdzie pijam ulubioną kawę. Przyznam, że te nowinki również zabierają mi sporo czasu, stąd te zaległości hihi. Ale cóż Kuchnia Ilony idzie z postępem.

Do miłego zobaczenia
Ściskam Ilona