Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na zdrowie Natura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na zdrowie Natura. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2015

Lemoniada kwiatowa



Co rusz widzę fajne warsztaty, spotkania i studia młodego zielarza. Super, chciałabym tylko dlaczego wszystko na południu. Strasznie zaciekawiła mnie ta dziedzina nauki i ubolewam nad odległością i niestety kosztami. Pozostaje mi w chwili obecnej uczyć się samodzielnie. Na szczęście jest kilka ciekawych blogów i stron, z których czerpię wiedzę garściami i zachwycam się fenomenem chwastologii, Nie jestem mega naturo-eko podobna, zajadam hamburgery i piorę w proszku zakupionym w sklepie chemicznym. Ale przyznam szczerzę, że lawiruję gdzieś po środku przestrzeni i jest mi z tym szalenie dobrze. Uwielbiam swój umiar w każdym kierunku i chcę go zaszczepić swojej rodzinie. Moje dziecko wcina słodycze (choć rzadko), ale jak ma katar pije majeranek i nie robi problemów. Od maleńkości pojony jest "dziwnymi"  napojami, a jego ulubioną przekąską jest surowa marchewka - ta wygrywa ze wszelakim pokarmem. Sama staram się naturalnymi metodami leczyć i stosować profilaktykę prosto z brzozy niż łykać pigułki nic nie warte. Oczywiście zachowując zdrowy rozsądek. 
Jak zobaczyłam na jednym blogu lemoniadę niesamowicie kolorową, musiałam ją zrobić. I choć z oryginalnego przepisu nie znam wszystkich składników, znaczy nie potrafię ich zidentyfikować, postanowić zrobić troszeczkę zmodyfikowaną, ale jaką fajną. 
Smak, cóż... nie każdemu przydanie do gustu, mnie osobiście zaskoczył. Pozytywnie. Ale uwaga, zostawiłam na próbę na cały dzień, wieczorem smakowała jak kompost :) Dla mnie oczywiście :) 


Lemoniada kwiatowa
Potrzebne będą:
  • 4-5 kwiatów bratka
  • kilka kwiatów jasnoty purpurowej
  • 1 gałązka jasnoty białej
  • kilka kwiatów czereśni
  • pączki kwiatowe jabłonki
  • kilka kwiatów mniszka lekarskiego
  • 3-4 liście mięty
  • woda mineralna niegazowana lub przegotowana
  • opcjonalnie: cytryna

Wszystkie roślinki oczyszczone z robaczków wrzucamy do dzbana i zalewamy wodą. Odstawiamy, aby naciągnęła na około 30 minut. Po tym czasie lemoniada jest gotowa. Podajemy schłodzoną. Można wzbogacić lemoniadę plastrem cytryny.

Warto ją posmakować z czystej ciekawości. ja tak zrobiłam i z pewnością jeszcze zagości na moim stole. Tym bardziej, że taka lemoniada z powodzeniem zastąpi dekoracyjny wazon z kwiatami. 
Ściskam Ilona ♥

czwartek, 14 maja 2015

Pesto z liści mniszka lekarskiego




To jest zdecydowanie okres zjadania zieleniny i kolorów prosto z mojego ogrodu. Chwasty z którymi do tej pory walczyłam dają mi teraz niesamowitą uciechę i smaki. Zasada była prosta, z diabelstwem nie mogłam się uporać, więc postanowiłam poznać go bliżej. Zaczęłam "studiować" domowo chwastologię i ...powiem tak, jakie cuda rosną w moim ogrodzie :) Polubiłam go od nowa i nie klnę już na owe chwasty, ale je witam z uśmiechem. Dzisiaj poczęstuję Was przepisem na proste pesto z liści mniszka lekarskiego. O jego atutach już niedługo coś napiszę, myślę, że warto bliżej poznać tą roślinę.

Wracając do tematu pesto. Wiadomo, że tym klasycznym jest bazyliowe, z oliwą, orzeszkami pinii i parmezanem. Ja jednak robię z wielu zielonych liści, a czasami z czerwonych rośli, to taka mała odmiana kolorystyczna, równie smaczna. Mam nadzieję, że pamiętacie moje pesto pokrzywowe, uwielbiam je. 


Pesto z liści mniszka lekarskiego
Potrzebne będą:
  • duża garść młodych liści mniszka lekarskiego
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/3 szklanki orzeszków ziemnych bez soli
  • olej rzepakowy tłoczony na zimno
  • szczypta czarnuszki, czubryca zielona
  • opcjonalnie 1/3 pęczka pietruszki zielonej
Liście mniszka i pietruszkę myjemy pod zimną wodą i umieszczamy w blenderze dodajemy orzechy, zioła, przyprawiamy do smaku. Wlewamy około 1/4 szklanki oleju i miksujemy aż uzyskamy gładką pastę. W razie potrzeby dolewamy oleju. 
Moja rada:
  • Pesto nie może być zbyt suche, ale należy uważać, żeby oleju nie wlać za dużo. Powinniśmy stopniowo dolewać.
  • Pesto przechowujemy w lodówce kilka dni.
Mam nadzieję, że wypróbujecie. Doskonałe na kanapki, albo z makaronem na obiad. Yummy
Ściskam Ilona ♥

sobota, 18 kwietnia 2015

Rosół

rosół, zupa, kuchnia ilony, makaron domowy,


Pogoda daje wiele do życzenia. Jednego dnia piękne słońce, wiosna za jaką tęsknimy, nawet lato, następnego dnia wiatr i deszcz. Ostatnio nawet za moim oknem gradem sypnęło. Odechciewa się spacerów i nastrój znika gdzieś za rogiem. Oby zdrowie pozostało, bo tego nie powinno na zabraknąć, bez względu n a pogodę i nastrój.
Rosół jest taki cudownym wynalazkiem, który rozgrzewa, z makaronem domowym nasyci, a odpowiednio przygotowany działa jak antybiotyk. Długo gotowany uwalnia wszelakie dobra, więc warto jeść rosół, stosując jako profilaktykę (zamiast pigułek). 
Dobry rosół rozgrzewa lepiej niż jakikolwiek inny płyn, nawet gorąca czekolada, czy herbata z rumem. A jak jest nam cieplutko i przyjemnie to i nastrój nam dopisuje. Polecam.
Rosół jest również dietetyczny, oczywiście kalorii dostarczy nam makaron, ale ja sobie nie wyobrażam jeść bez niego.



Rosół 
Potrzebne będą:

  • 2 nóżki kurczaka*
  • 2 udka kurczaka*
  • 2 skrzydełka kurczaka*
  • 3 litry zimnej wody
  • 4 młode marchewki
  • 2 korzenie pietruszki
  • 1/2 selera średniej wielkości
  • 1 por
  • 5 ziarenek ziela angielskiego
  • 6 ziarenek pieprzu
  • 1 łyżkę soli himalajskiej
  • 3 liście laurowe
  • 1 gałązka tymianku świerzego
  • 2 ząbki czosnku
  • 4 gałązki natki pietruszki
  • 1 cebula średniej wielkości

opcjonalnie

  • małą szczyptę szafranu (lub 1/2 łyżeczki kurkumy)
  • natka pietruszki do posypania

Mięso dokładnie myjemy i wkładamy do garnka. Zalewamy wodą i gotujemy na maleńkim ogni. W tym czasie myjemy i obieramy warzywa. Marchewkę, korzeń pietruszki i seler kroimy w plasterki, por, natkę, tymianek myjemy i wrzucamy do garnka. Czosnek obieramy kroimy na plasterki, cebulę opalamy na ogniu, aż zbrązowieje i dokładamy z czosnkiem do garnka. Wrzucamy posiekane warzywa, przyprawy i gotujemy na małym ogniu przez około 2 godziny. Należy zbierać szum, który zbiera się na powierzchni rosołu. Rosół musi delikatnie "pyrkać", nie może się zagotować ponieważ zmętnieje,  Zależy nam, aby był klarowny, a warzywa i przyprawy oddały wszystkie swoje walory. Podczas gotowania można dodać szafran lub kurkumę, rosół nabierze złotawego koloru.
Podajemy z domowym makaronem, posypany posiekaną natką pietruszki.

Moja rada:
*Zamiast nóżek, udek i skrzydełek możemy użyć kurczaka o wadze około 1,5 - 2 kg. 

Jeżeli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o walorach rosołu, zapraszam już wkrótce na KUCHNIA ILONY - bez recepty, gdzie podzielę się w Wami moimi metodami na zdrowie, dobre samopoczucie i zdradzam kilka sposobów na różne dolegliwości. To taki mój konik i na prośbę moich bliskich znajomych postanowiłam spisać i opublikować. 
Ściskam Ilona ♥




środa, 15 kwietnia 2015

Czarnuszka




Dzisiaj troszeczkę inny post, ale myślę, że Was zaciekawi. Wtajemniczeni wiedzą, że interesuję się wyszukiwaniem cudownych właściwości w różnych ziołach, przyprawach czy drzewach.
Naturalnymi metodami leczę się od lat, wzmacniam swoją odporność i usiłuję wpajać te mądrości medycyny naturalnej rodzinie.
Oczywiście ogłaszam wszem i wobec, że zdarza mi się brać leki, ale tylko w ostateczności. Na szczęście, wzmacniając w naturalny sposób organizm, robię to bardzo rzadko. 
Córa kiedyś powiedziała, że jestem czarownicą i powinnam zaopatrzyć się w kociołek i kota, tak więc kociołek już sobie sprawiłam, ale za kota podziękuję, bo psiarą jestem :) 
Niestety mianem znawcy idealnego nie mogę się ogłosić, cały czas się uczę i wspomagam książkami, czy internetem (w dzisiejszych czasach to wygodne), ale na prośbę kilkorga z Was chętnie się podzielę swoją wiedzą i jak tylko ją uzupełnię, coś Wam napiszę.

Musicie wiedzieć, że nie jestem znachorką, zielarką, cudotwórcą. Nie robię eliksirów młodości, nooo może czasami. Stosuję w swojej kuchni wiele przypraw, a z czystej ciekawości i chęci poszerzenia wiedzy, czytam i poznaję właściwości medyczne zasobów swojej spiżarni. Myślę, że taka wiedza przyda się każdemu z nas, ponieważ przemycając odrobinę zdrowia do swoich potraw ograniczymy spożywanie leków, co wyjdzie nam tylko na zdrowie.

Dzisiaj czarnuszka. Wspomnę o najciekawszych dla mnie wartościach, ponieważ nie chciałabym zanudzać Was doktoratem, ale w sieci nie brakuje wiedzy na ten temat, więc korzystajcie. 
Z tą przyprawą polubiłyśmy się stosunkowo niedawno, może 2 lata temu. I choć znałam ją lat wiele i słyszałam, że jest zdrowa, jakoś nie zasiliła szeregu słoiczków i buteleczek. 
Teraz ją mam i nie oddam.



Czarnuszka siewna, to maleńkie czarne ziarenka, które mają w sobie niesamowite pokłady mocy. W starożytności mawiano, że  "leczy wszystko z wyjątkiem śmierci". Warto również wspomnieć, że to cudowne nasionko, z którego można tłoczyć olej (na zimno oczywiście) nazywano "złotem faraonów". Tutenchamon w swoim grobowcu posiadał buteleczkę z olejem czarnuszkowym, tak na wszelki wypadek. Gdyby w zaświatach coś mu dolegało, to posiadanie cudownego płynu z pewnością załagodziłby dolegliwości.

Jakie wartości posiada czarnuszka?
  • różnorodne kwasy tłuszczowe (linolowy, alfa-linolenowy, rzadki w przyrodzie eikozadienowy, palmitynowy, mirystynowy i inne)
  • fosfolipidy i fitosterole
  • cenne flawonoidy i równie cenne saponiny
  • białka (osiem z dziewięciu niezbędnych aminokwasów) i węglowodany
  • alkaloidy m.in. nigellinę, nigellaminę, nigellidynę, nigellicynę – rzadkie w świecie roślin)
  • olejek eteryczny zawierający m.in. tymochinon, limonen, karwakrol, karwon i in.
  • witaminy A, E, F, B1, B3, B6, biotynę, związki mineralne m.in. cynku, selenu, magnezu, wapnia, żelaza, sodu i potasu
Na co pomaga czarnuszka i jej olej?
Czarnuszka posiada wiele substancji aktywnych pomagających na wszelakie stany zapalne. Posiada właściwości antynowotworowe, antyoksydacyjne, ochronne.

Ma działanie immunoprotekcyjne. Zawarte w niej związki wzmacniają układ odpornościowy. Warto sięgnąć po czarnuszkę szczególnie teraz, na przełomie sezonów, aby wzmocnić organizm.

Poprawia samopoczucie alergikom. Regularne przyjmowanie oleju z czarnuszki przez 6-8 tygodni powoduje znaczną poprawę symptomów. Czarnuszka - podobnie jak witamina C - jest świetnym antyhistaminikiem.

Pomoże uporać się z anemią. W wielu badaniach wykazano, iż regularne stosowanie oleju z czarnuszki podnosiło poziom hemoglobiny i erytrocytów. 

Ma silne działanie antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybicze. W dobie powszechnego zagrzybienia jak również zbliżającego się przełomu sezonów skutkującego jak zwykle wzrostem przeziębień, gryp, infekcji zatok, oskrzeli itd. – warto o tym fakcie pamiętać. 

Pomaga pozbyć się nadciśnienia. Czarnuszka nie tylko obniża ciśnienie krwi i zmniejsza ryzyko powstawania zakrzepów, ale również chroni przed wzrostem homocysteiny, prowadzącej do rozwoju miażdżycy.

Przeciwdziała tworzeniu się kamieni nerkowych. Obniża stężenie szczawianów w moczu i hamuje formowanie kamieni nerkowych.

Działa przeciwwrzodowo na żołądek. Olej z czarnuszki powoduje wzrost ilości mucyny w błonie śluzowej żołądka. Czarnuszka ma również udowodnioną skuteczność przeciwko bakteriom Helicobacter pylori. Przynosi ulgę w przypadku symptomów refluksu żołądkowo-przełykowego.

Ma działanie cytotoksyczne – przeciwnowotworowe. 

Pomaga opanować zmiany skórne. Olej z czarnuszki jest tradycyjnie stosowany w przypadkach trądziku, łuszczycy, przy atopowym zapaleniu skóry, grzybicy skóry, wysypek, zmianach wywołanych zakażeniem bakteryjnym lub poparzeniem słonecznym. 

Ma działanie antycukrzycowe. Reguluje poziom cukru we krwi: działa  ochronnie na trzustkę sprzyjając jej regeneracji i proliferacji wysp trzustkowych beta odpowiedzialnych za produkcję insuliny.

Chroni przed osteoporozą. Zwiększa gęstość mineralną kości dzięki zwartości kwasów tłuszczowych oraz silnemu działaniu antyutleniającemu i antyzapalnemu.

Działa kojąco na ośrodkowy układ nerwowy. Stwierdzono działanie antydepresyjne, uspokajające i przeciwlękowe. Można powiedzieć, że zwiększa naszą odporność na stres i poprawiając samopoczucie.

Doskonała na problemy z włosami. Przeciwdziała łysieniu, hamuje wypadanie włosów, pozwala pozbyć się łupieżu i spowodowanego stanem zapalnym swędzenia, pobudza porost włosów i zwiększa gęstość czupryny.

Przyspiesza gojenie się ran. Owrzodzenia, skaleczenia, rozpadliny, zmiany ropne itd. zagoją się szybciej dzięki czarnuszce.

Wpływa pozytywnie na układ rozrodczy. Reguluje miesiączkowanie, wspomaga laktację u matek karmiących. Dobra wiadomość dla panów jest taka, że czarnuszka naturalnie podnosi u nich poziom testosteronu.


Pomysł na czarnuszkę.

Profilaktycznie.
Czarnuszką mieloną możemy przyprawiać kanapki, mięso, warzywa. Ziarna czarnuszki możemy dodać do pieczywa, zup, czy jako ziarna do sałatek. Czarnuszka nie zakwasza naszego organizmu, więc mieloną można zastąpić pieprz w codziennym stosowaniu. Olej będzie doskonałym dodatkiem do sałatek.
* Na pasku bocznym odszukaj tagu "czarnuszka", a z pewnością pojawią się potraw z użyciem tego ziarna lub oleju.

Zewnętrznie i wewnętrznie
Napar z czarnuszki 
Stosujemy do przemywania skóry, jako płukankę do włosów. Szklanka naparu dziennie może zdziałać cuda.
Przepis: 1 łyżeczkę zmielonych nasion zalewamy wrzątkiem i parzymy około 20 minut. Odcedzamy. Do picia można posłodzić miodem lub melasą z drzewa świętojańskiego (karobu).

Olej z czarnuszki 
UWAGA: Tylko  tłoczony na zimno!
Stosujemy zewnętrznie na skórę lub włosy oraz wewnętrznie (łyżeczka oleju 2-3 razy dziennie, dzieci połowę tego). 
Po otwarciu przechowujemy go w lodówce.

Nalewka czarnuszkowa
Potrzebne będą: pół szklanki zmielonej czarnuszki, szklanka alkoholu 40%. Zalewamy czarnuszę i odstawić na co najmniej tydzień. Po czasie filtrujemy przez watę.
Można używać zewnętrznie jak i wewnętrznie, podobnie jak olej. W przypadku zakażeń o charakterze grzybiczym (np. candida) nalewka na bazie alkoholu jest bardziej skuteczna niż napar.

Miód czarnuszkowy doskonały na przeziębienie, kaszel,  działa wyksztuśnie, łagodzi ból gardła, chore zatoki.

Potrzebne będą: łyżka miodu, łyżeczka czarnuszki, łyżeczka wina lub wódki. Wszystko dokładnie mieszamy.Zażywamy co 6 godzin, po 1 łyżce.
Papkę z miodu czarnuszkowego można stosować zewnętrznie, a gdy grubiej zmielimy czarnuszkę możemy używać jako peeling.

Czarnuszka to maleńkie, czarne ziarenko, które ma niesamowity power. Musimy jednak pamiętać, że to nie jest woda święcona, to nie tak, że czarnuszka leczy i nie działa natychmiastowo. Aby naturalne leczenie przynosiło skutek musi iść w parze z odpowiednim odżywianiem i stylem życia. Nie możemy go zatruwać w nadziei, że łyżeczka czarnuszkowego oleju nas wyleczy. To tak nie działa :). Zawsze leczy nas ciało, bo tylko ono wie jak to zrobić. Czarnuszka tylko ułatwia mu zadanie, resztę robi już Twój system immunologiczny. Pod warunkiem, że mu nie przeszkadzasz. Więc szanuj swój organizm, albo nie miej pretensji, że coś nie działa.
Myślę jednak, że przemycanie zdrowia jest wskazane i na dłuższą metę z całą pewnością przyniesie nam efekty. Stosowanie czarnuszki jako przyprawa w naszym codziennym menu
Swoją drogą ciekawi mnie fenomen dawnych dziejów. Nasi dziadowie, pradziadowie i starożytni Egipcjanie poznali fantastyczne wartości wielu nasion i stosowali, a w dzisiejszych czasach musimy mieć stertę badań, żeby uwierzyć w cud natury!
Ściskam Ilona ♥


źródła:
http://stressfree.pl/czarnuszka-znasz-jej-wlasciwosci-i-zastosowanie/
http://www.akademiawitalnosci.pl/20-powodow-dla-ktorych-pokochasz-czarnuszke/
http://www.herbapolonica.pl/magazines-files/5156139-13.pdf

środa, 8 kwietnia 2015

Ciasteczka owsiane

ciastka owsiane, ciastka. recipe, kuchnia ilony, przepis na ciastka, zdrowe ciastka,



Święta już za nami. Usprawiedliwione objadanie się słodkościami minęło, jednakże chęć podjadania słodyczy pozostała. Każdy lubi odrobinę delicji, nawet osoby które są na wiecznych dietach i oczyszczaniach. Myślę, że nikomu nie zaszkodzi w tej sytuacji przemycić odrobinę zdrowia w postaci płatków owsianych, które przy okazji cukrowego spustoszenia, dokona drobinę cudów. Taką propozycją są ciasteczka owsiane mojej mamy, które znikają  zanim na dobre ostygną.


Ciasteczka owsiane
Potrzebne będą:
  • 2 i 1/2 szklanki płatków owsianych
  • 200 g palmy
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 jajko od szczęśliwej kurki
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 szklanka mąki
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
Palmę miksujemy. Kiedy będzie puszysta dodajemy cukier, następnie jajko i miksujemy. Następnie dokładamy pozostałe składniki. Kiedy uzyskamy jednolitą masę z ciasta robimy kulki i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przed włożeniem do piekarnika delikatnie spłaszczamy.
Pieczemy 15-17 minut w 180 stopniach C.

Muszę powiedzieć, że są bardzo smaczne i zdecydowanie zbyt rzadko je piekę. Gorąco polecam. Mam nadzieję, że przetestujecie ten przepis. A jeżeli zależy Wam na zdrowszej wersji wystarczy słowo coś wymyślę :) 
Ściskam Ilona ♥

poniedziałek, 30 marca 2015

Bagietka owsiana z szałwią

bagietka owsiana z szałwią, szałwia, bagietka, piekarnia, chleb, wielkanoc, zdrowe pieczywo, chleb owsiany,



Święta się zbliżają, więc warto kulinarnie poszaleć. Będziemy zajadać się smakołykami i z całą pewnością warto będzie przemycić odrobinę zdrowych produktów. Owsiana mąka, szałwia wymieszane z odrobiną magii, mogą po odpowiednim wypiekaniu wyczarować smaczne bagietki, które niewątpliwie przy śniadaniu wzbogacą nasze menu.
Piękne liście szałwii można od niedawna kupić w sklepie internetowym firmy Bakra. Myślę, że warto zaopatrzyć się przy okazji w inne smaczne produkty. A jeżeli nie macie pomysłu jak wykorzystać je, ciekawe przepisy znajdziecie w magazynie YUMMY, który powstał przy współpracy z firmą Bakra.


Bagietka owsiana z szałwią
Potrzebne będą:
  • 300 g mąki pełnoziarnistej pszennej
  • 350 g mąki owsianej
  • 1/2 łyżeczki soli himalajskiej
  • 250 ml ciepłego mleka
  • 250 ml ciepłej wody
  • 2 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
  • 20 g świeżych drożdży
  • 2 łyżki karobu—melasy z chleba świętojańskiego firmy Bakra
  • 5 g liści szałwii firmy Bakra

Szykujemy zaczyn. Do miski wlewamy ciepłe mleko, rozpuszczamy w nim drożdże, dokładamy melasę oraz 3-4 łyżki mąki. Mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.
Kiedy zaczyn jest gotowy wlewamy olej, sól, liście szałwii i wodę. Mieszamy.
Następnie dosypujemy powoli mąkę i wyrabiamy ciasto. Jeżeli będzie zbyt rzadkie dosypujemy odrobinę mąki. Ciasto musi pozostać lekko klejące i lekkie, więc należy uważać z dosypywaniem mąki.
Gotowe odstawiamy w ciepłe miejsce przykryte ściereczką.
Gdy ciasto urośnie, wyrabiamy ponownie, dzielimy na 3 części i formujemy bagietki. Układamy na blasze, przykrywamy lnianą ściereczkę i ponownie odstawiamy do wyrośnięcia.
W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 200 stopni C i wstawiamy miseczkę z wodą. Wyrośnięte bagietki wstawiamy do piekarnika i pieczemy około 30 minut.
Gotowe gdy pukane w spód wydadzą pusty dźwięk.

Mam nadzieję, że przypadła Wam do gustu moja propozycja. Muszę przyznać, że smak szałwii, zaskoczy nawet tych, którzy za ziołem nie szaleją.
Napiszcie koniecznie co sądzicie.
Przy okazji zapraszam do polubienia nowego profilu na facebooku (KLIK). Znajdziecie tam moje codzienne kulinarne szaleństwa i szczyptę prywatności.
Ściskam Ilona ♥

wtorek, 3 lutego 2015

Gofry owsiane

gofry owsiane, owsianka, przepis na gofry, zdrowe gofry,


Ooooo Wy wstrętne kopaczki w tyłek, do Was mówię. Przez to wszystko moja kuchnia zaczyna zmieniać swoje oblicze. Choć nigdy nie jadłam byle czego, to z powodu wymagań, a nie dla zdrowia i innych dziwnych przekonań dietetycznych. Wybredna jestem i  tyle. Lubię smaczną kuchnię i zawsze będę podkreślała, że czasami warto dla zdrowia psychicznego zjeść frytki, hamburgera lub pizzę. Tylko w najlepszym wydaniu! Na szczęście, znam doskonałe miejsca na każdą moją zachciankę i powiem Wam, że mogę długo czekać, więcej zapłacić, ale jestem w pełni usatysfakcjonowana.
Codzienność moja, jest zdrowsza. Sałatki, minimalna ilość tłuszczu i to też zdrowszego, granola, jogurty i takie tam... Za to owsianka, nie przemawia do mnie. Wiem, że to danie ma wiele wartości, mądrości i takie tam, musiałam coś wymyślić. I zrobiłam to. Gofry :) do tego owoce i kapka jogurtu greckiego i posiłek doskonały. Ps. Śmiało go nazywam owsianką w wersji de lux ;)


Gofry owsiane 
Potrzebne będą:
  • 2 szklanki otrębów owsianych 
  • 1 szklanka kefiru domowego*
  • szczypta soli himalajskiej
  • 1 jajko od szczęśliwej kurki
  • 2 łyżki melasy z karobu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżka oliwy z pestek winogron
Otręby przy pomocy blendera miksujemy na mąkę*. Dokładamy pozostałe składniki i wszystko mieszamy. Gofrownicę nagrzewamy, wlewamy porcję masy owsiankowej i zapiekamy do uzyskania złotego koloru..
Gotowe gofry podajemy z tym na co właśnie mamy ochotę.

Moja rada:
* Mąka z otrębów nie musi być zmielona na pył. Małe drobinki w niczym nie będą przeszkadzały.
* Jeżeli nie macie domowego kefiru z grzybków tybetańskich, może być kupny, byle bez zbędnych dodatków.

Takie gofry z pewnością uzupełnią wszelakie ubytki niezbędnego dobra w naszym organizmie. A do tego można zjadać bez większych wyrzutów sumienia. Co powiecie na taką propozycję? 
Mam nadzieję, że wypróbujecie owsianki DE LUX i podzielicie się opinią.
Ps. Moje dziecko je uwielbia, więc wpisuję te gofry na listę Kuchni Malucha.
Ściskam
Ilona ♥



poniedziałek, 29 września 2014

Kompot z mahonii

sok z mahonii, kompot z mahonii, mahonia, przetwory, napoje


Jak wszystkim wiadomo, mamy małego dzieciusia biegającego z prędkością wiatru po domu i po ogrodzie. Każdy wie, że wystarczy moment, mrugnięcie okiem, czy podrapanie się w nos jak kosmiczne ustrojstwo ląduje w buzi. Ale do czego zmierzam... w moim ogrodzie rośnie ogromna ilość mahonii. Piękne, zimozielone krzewy, które późnym latem / wczesną jesienią obsypują się jagodami. Cały czas, żyłam w przekonaniu, że są trujące. Nie wiem... tak uznałam, nawet tego nie sprawdzając. Ale kiedy na świat przychodzi mały wszędobylski, normalnym jest, że chcę go chronić. Już miałam wycinać wszystko, jak stwierdziłam, że poszukam, popytam mądrzejszych od siebie. Zapukałam do Klaudyny z Ziołowego Zakątka, która skierowała mnie do Gosi z Trochę innej cukierni, tam właśnie znalazłam przepis na kompot z pięknych jagód. Oczywiście testowałam go na mężu ;) Żyje... Zebrałam wszystkie owoce i zrobiłam kompoty na zimę. Są smaczne, a do tego bardzo zdrowe. Ta przygoda, zachęciła mnie do szukania po ogrodzie i "wirtualnego studiowania" chwastologii, która okazała się moją nową obsesją. Jest cudownie.


Kompot z mahonii
Potrzebne będą:
  • 1 l wody
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 szklanka jagód mahonii
Owoce myjemy, obieramy z ewentualnych gałązek i wrzucamy do garnka. Zasypujemy cukrem, wlewamy wodę i gotujemy. Kiedy woda zacznie wrzeć, owoce zaczną pękać, delikatnie przygniatamy drewnianą łyżką i gotujemy około 15 minut. Kompot przecedzamy przez sitko, wlewamy do słoika, zakręcamy. Po ostygnięciu pasteryzujemy i możemy zachować na zimę.

Owoce wyrzucam, ponieważ są niesamowicie cierpkie. Ale, jak kto woli. Smak mahoni, możemy przyrównać do aronii, a do tego ma wiele wartości i jest zdrowa.
Jeżeli macie dostęp do tego owocu, polecam. Jest smaczny:) A człowiek, tyle lat żył w niewiedzy.
Ściskam
Ilona ♥

sobota, 23 sierpnia 2014

Sałatka z ziarnem amarantusa

sałatka z ziaren amarantusa, amarantus, szkarłat wyniosły, sałatka, śniadanie, zdrowe danie, bez glutenu, kolacja,


Monia, to taki mój "motywator" :) Mam ich wielu (na szczęście dla mnie), ale Ona jest inna :) Jeśli mogę tak powiedzieć. Kupuje sobie jakieś smakołyki, potem przychodzi do mnie z informacją, że mi też kupiła i mam coś wymyślić, a ona będzie robiła. Super prawda ♥ Pamiętacie mój przepis z sałatką z czarnej soczewicy? to też Ona. Mam jeszcze kilka smakołyków z tym soczewicowym kawiorem, ale wszystko w swoim czasie. Dzisiaj prezentuję amarantus,  to śliczna roślina zwana również szarłatem wyniosłym. Jest bardzo zdrowy na cholesterol, serducho, krążenie i jest świetny dla osób uczulonych na gluten. Ma sporo witaminek, błonnika ;) , magnezu, wapnia i innych dobrodziejstw, tą mądrość posiadłam z Wikipedii na którą możecie zerknąć i poczytać na ten temat.
Ja zajmę się przepisem i smakiem. Muszę przyznać, że jest lekko zaskakujący dla mnie i trudny do określenia. Poza tym, co mnie zaskoczyło, po ugotowaniu ziaren myślałam, że będę miała fajne kuleczki, a tu kleik się zrobił. Hmmm... co z tym zrobić, ale jak połączyłam z tym i tamtym, wyszła obłędna sałatka, którą polecam.
Z amarantusowymi ziarnami i ekspandownym jeszcze się spotkacie, na chwilę obecną wymyślam :) 
Monia, sałatkę dedykuję Tobie.


Sałatka z ziarnem amarantusa
Potrzebne będą:
  • 1/3 szklanki ziaren amarantusa
  • 2 średnie pomidory
  • 1/2 szklanki dużych kaparów (zwanych również jabłuszkami kaparowymi)
  • natka pietruszki
  • 2 płaty papryki marynowanej
  • oliwa z ziaren winogron

Ziarna amarantusa gotujemy według wskazówek na opakowaniu, muszą być al dente. Pomidory myjemy i zaparzamy, żeby ściągnąć skórkę. Następnie kroimy je w dość dużą kostkę. Duże kapary kroimy na ćwiartki (wzdłuż), paprykę w kostkę, również dużą, a umytą natkę pietruszki siekamy. Wszystkie składniki wrzucamy do miseczki i bardzo delikatnie mieszamy z ugotowanymi ziarnami amarantusa. Całość delikatnie skrapiamy oliwą i podajemy. 

Sałatka jest bardzo pożywna i całą pewnością dostarcza nam nie tylko dobro smakowe, ale również witaminowe. Warto wypróbować ten przepis. Jeżeli macie jakieś pytanie, walcie śmiało. Teraz szaleję zdrowotnie, więc czemu mam się nie dzielić zdobywaną przeze mnie wiedzą. Musicie jednak pamiętać, że w żadnym wypadku nie jestem specjalistą mądrości naturalnych. Co wiem, to powiem :)

Cóż, przecież cierpię na szalony nadmiar czasu, więc dlaczego nie miałabym rozpocząć nauczania internetowego, dotyczącego dóbr przyrody, od mądrzejszych. To takie normalne :) 
Choć przyznam, że kręciło mnie to całe życie, szkoda, że szkoły dotyczące medycyny naturalnej i chwastoznastwa są tak daleko (i tak drogo).
Tymczasem ściskam Was i do następnego
Ilona ♥



Sałatka zamiast kanapki!

czwartek, 12 czerwca 2014

Pasta z dzikiej róży




Kolejny dzień i piękne słońce, czego na wakacjach chcieć więcej. Wczoraj wybraliśmy się na wieczorny spacer i maleńką pachtę różaną. Nazbieraliśmy kilka garści cudownie pachnących płatków dzikiej róży i zabraliśmy się za ucieranie pasty. Została maleńka garstka na sole kąpielowe, ale to innym razem, ponieważ nawet nie udało się zrobić zdjęcia. Choć takich soli nie zjadamy, to postanowiłam umieścić w przyszłości przepis na blogu. Ale nie o tym teraz...
Najwięcej radości ze zbierania płatków i ucierania ich z cukrem miały dziewczynki mojej siostry, choć ku naszemu zaskoczeniu, mój synek, kiedy kucałam krzyknął "mama" gdy się obróciłam, w rączkach miał ubłocony płatek róży. To było słodziachne... 
I tak po spacerku powstała pyszna i niesamowicie aromatyczna pasta z dzikiej róży.


Pasta z dzikiej róży (różana pasta)
Potrzebne będą:
  • 4 szklanki płatków z dzikiej róży
  • 1 szklanka cukru
  • 1/2 cytryny
Płatki róży, oczyszczone, wkładamy do makutry, zasypujemy cukrem i ucieramy na gładką masę. Pod koniec dodajemy sok wyciśnięty z połowy cytryny. Wszystko ponownie ucieramy. Gotową pastę przekładamy do słoiczka. Przechowujemy w lodówce kilka dni.

Pasta różana idealnie nadaje się do nadziewania nią pączków( TU przepis na pączki idealne), osobiście uwielbiam z serkiem wiejski i maleńkimi placuszkami. Przepis na placuszki znajdziecie TU, polecam.
Aromat dzikiej róży, wróży dzień idealny. 

Płatki się skończyły, ale kiedy nazbieram większą ilość z całą pewnością zrobię sole do kąpieli, cukier różany (super smakuje z  truskawkami), lemoniadę miętowo różaną, nalewkę, sok... i oby moje pomysły na tym się nie skończyły. Zapraszam do zapisania się w newsletterze, z całą pewnością nie przegapicie moich różanych propozycji. A na koniec... mały kolaż z tworzenia różanej pasty.
Ściskam gorąco 
Ilona 




piątek, 6 czerwca 2014

Homar + film




Jest takie miejsce w Wielkiej  Brytanii, gdzie z wierzy kościelnej, dzwonnik podróżnych wypatruje…
Plaża przy kościele w Wembury w hrabstwie Devon, kryje mnóstwo niespodzianek. Choć kamienista, relaks i świetna zabawa gwarantowana. Kiedy zawitamy podczas odpływu warto wybrać się na spacer z wiaderkiem po wielkich kamieniach. Kilka godzin wcześniej, wodą przykryte, kryją skarby przez fale pozostawione. Zabawa w poszukiwaczy złota jest świetna nie tylko dla najmłodszych. Po kilku minutach zapominamy ile mamy lat i równie dobrze się bawimy.
Jeżeli jesteśmy dobrymi pływakami podwodnymi, warto zaopatrzyć się w piankę, odpowiedni sprzęt i zanurkować w poszukiwaniu skorupiaków, które zawitają na naszych stołach podczas kolacji, po aktywnie spędzonym dniu.
W takich miejscach, jak wybrzeże w Wembury, plażowanie nabiera nowego znaczenia. Koniec ze smażeniem się na ręczniku, czas na przygodę.


To fragment z magazynu Pasje i Smaki. Jedna z wycieczek, które zostały przygotowane z myślą o Was. Wpadliśmy na pomysł, żeby pokazać ciekawe miejsca i  lokalne smakołyki. Tym samym powiększył się zespół KUCHNI ILONY oraz powstał nowy cykl PODRÓŻE KULINARNE. Będziemy pokazywali zdjęcia oraz filmy, które połączą wspólną miłość całej grupy.
Dzisiaj coś NOWEGO, coś czego jeszcze nie było. Nagraliśmy dla Was film pod wodą, o tym jak Tomasz polował na homara. Koniecznie subskrybujcie mój kanał KUCHNIA ILONY TV, żeby nie przegapić kolejnego filmu, również pod wodą. Zapraszam też do polubienia profilu na FACEBOOKU.


Dzisiaj przepis bardzo prosty i właśnie dlatego idealny. Cały proces... plażowanie, łowienie, gotowanie, skubanie. Jedzenie pozostawiliśmy dla siebie.





homar
Skorupiak zaliczany do owoców morza. Miłośnik wód słonych. Posiada mięso w każdej części swojego ciała. Mięso jest bardzo delikatne, niskokaloryczne i bogate w białko, kwas foliowy oraz witaminy.

Przygotowanie homara:
W dużym garnku doprowadzamy wodę do wrzenia (bez soli). Wkładamy uśpionego homara i gotujemy około 10-12 minut. Mięso długo gotowane staje się twarde i niesmaczne.
Gotowego skorupiaka rozłupujemy za pomocą odpowiednich narzędzi. Idealnie smakuje bez dodatków. Aby podkreślić jego smak, można delikatnie podsmażyć na masełku, należy jednak pamiętać, aby proces gotowania skrócić do około 5 minut.

Na zdjęciu poniżej, na łyżeczce, widzicie "zielonkawe coś", co nie do końca mięso przypomina. Jednakże jest to nazywane ciemnym mięsem skorupiaków. Koneserzy uznają je za kwintesencję smaku homara. Faktycznie muszę przyznać, że odważyłam się i ciemne mięso, jest bardziej skondensowane w smaku. Warto zrobić ten krok i spróbować cały bukiet z oferty skorupiaka. 

Koniecznie napiszcie, czy również lubicie podwodne dary. Ja zdecydowanie jestem ich fanką.
Zaglądajcie, już wkrótce przedstawię Wam kraba.
Tymczasem ściskam 
Ilona