Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prezenty z mojej kuchni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prezenty z mojej kuchni. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Syrop z płatków dzikiej róży




Czasami zastanawiam się co napisać "słowem wstępu". Mam masę przepisów, ale coś zawsze chcę do Was skrobnąć. Możecie powiecie: co tam.... przepis poproszę, ale jednak to mój blog, nie jest to bezimienna książka kucharska i zawszę chcę cząstkę siebie tu zostawić. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że tak powinnam. 
Niestety nie zawsze coś się dzieje, bo od rana do wieczora gotuję, pstrykam zdjęcia, testuję i tak w kółko. W tak zwanym między czasie szaleję z dzieckiem, biegam skaczę i buduję wieżę. O rajdach samochodowych nie wspomnę :) Dzisiaj Dzień Dziecka, więc bawię się jak na dziecko przystało, a skoro cząstka małej dziewczynki siedzie we mnie głęboko, szaleję na całego. I choć powyższe słowa nie mają żadnego sensu ani składu, są i znacznie mi lepiej. 
A teraz już przepis, na fantastyczny syrop, który polecam gorąco. Płatki już powoli można zbierać <3


Syrop z płatków róży
Składniki:
  • 2 szklanki płatków dzikiej róży
  • 1 szklanka cukru
  • 1 litr wody
  • 1 cytryna
Płatki róży oczyszczamy strumieniem zimnej wody i wrzucamy do garnka, dodajemy cukier, całość zalewamy zimną wodą. Wstawiamy na średni ogień i gotujemy do czasu, aż cukier się rozpuści, a woda zacznie wrzeć. Następnie zmniejszamy ogień i wlewamy sok z 1 cytryny. Mieszamy i odstawiamy do ostygnięcia. Gotowy syrop przecedzamy przez sito z małym oczkiem lub gazę, żeby jak najdokładniej przefiltrować. 
Moja rada: Możemy przelać do słoiczków i pasteryzować lub trzymać przez krótki czas w lodówce. Jeżeli chcemy jeszcze większą kondensację syropu możemy użyć połowę wody. 
Do czego używam syrop? Jako polewę do lodów, jako dodatek do herbaty, łączę z wodą, cytrusami i robię pyszną lemoniadę. Polecam.

To są zapachy i smaki lata. Warto zachować na dłużej. 
Dzika róża zawiera sporo witaminy C i choć w trakcie gotowania sporo tego dobra ucieka, to jednak coś pozostaje, ale z całą pewnością będzie to smak i zapach. Poza tym ma niesamowicie intensywny kolor, a to dzięki cytrynie :)
Napiszcie do mnie koniecznie, czy też korzystacie z dobra jakie daje dzika róża? Mam nadzieję, że moje przepisy się przydadzą.
Ściskam Ilona

poniedziałek, 25 maja 2015

Moja Pierwsza Książka i jubileuszowy post


MOJA PIERWSZA KSIĄŻKA

Kochani, to niesamowite, co za wspaniały dzień. Właśnie czytacie 300-tny post. WOW! Czas przelatuje między palcami i zauważyłam to przez czysty przypadek. Przyznam szczerze, nie sądziłam, że tak szybko to zleci, a ja nadal będę miała co do Was pisać. Strasznie się cieszę, że jesteście ze mną i strrraaaasznie Wam dziękuję. Przesyłam gorące buziaki Wszystkim i każdemu z osobna. 


Zastanawiałam się jaki przepis pokazać na blogu, aż tu nagle dostałam wspaniałą wiadomość od redakcji. A mianowicie, 25 maja 2015 roku ukazała się w sprzedaży moja pierwsza książka♥ . Myślę, że to idealna wiadomość na jubileuszowy, 300 setny post.

A więc moi Kochani. Choć do Świąt Bożego Narodzenie jeszcze daleko, już teraz możecie kupić książkę pod cudownym tytułem "Wigilia w moim domu". Jest to 15 przepisów na dania prosto z mojego stołu rodzinnego, ale przede wszystkim jest to przedsmak, czegoś nad czym pracujemy w fantastycznym zespole, co zajmuje troszeczkę więcej czasu.

Książka jest w formie e-booka, dlaczego? Ponieważ zauważyłam, że wiele osób korzysta z przepisów za pośrednictwem komputera, telefonu czy tableta. Stwierdziła, że to bardzo fajny pomysł.
Przy okazji można ją kupić za dużo mniejsze pieniążki, co z pewnością również jest zachętą. 

Kochani jestem taka dumna, że naprawdę nie wiem co mam napisać. To dzięki Wam się ukazała i mam nadzieję, że przypadnie do gustu.

Z tej właśnie cudownej okazji pragnę ogromnie podziękować za to, że czytacie mojego bloga, że rozmawiacie ze mną, spotykacie się i dajecie mi niesamowitego  kopa motywującego. Ciągle się uczę, rozwijam i robię to z ogromną przyjemnością mogąc się z Wami dzielić moim doświadczeniem.

KOCHANI po 23 latach gotowania, (SZOK) dzielę się przepisami nie tylko na blogu, ale również w mojej pierwszej KSIĄŻCE!  DUMA rozpiera mnie ogromnie, to dla mnie wielki sukces, za który gorąco dziękuję Wszystkim wspierającym duchowo, a także tym. którzy bezpośrednio przyczynili się do mojego sukcesu.

Jestem ogromnie wdzięczna mojej rodzinie, mężowi i dzieciom, którzy wspierali mnie, testowali dania i cierpliwie czekali, aż zrobię odpowiednie zdjęcie. Mojej Mamie, która przekazała mi kulinarne dziedzictwo rodziny oraz Tacie, który zawsze pilnował, aby przygotowania do Świąt przebiegały w cudownym nastroju.
Mojej młodszej siostrze, Kamili, która pomagała mi odświeżyć wspomnienia z dzieciństwa oraz starszej , Dance, opowiadającej o Wigilii, kiedy byłam maleńka.
Serdecznie dziękuję Katarzynie Herman i Agnieszce Czerlikowskiej, które wspierały bardzo aktywnie moją twórczość oraz wydawnictwu E- BOOKOWO dzięki któremu można kupić moją KSIĄŻKĘ ♥.

Ściskam Ilona ♥

sobota, 23 maja 2015

Śliwkowo czekoladowe trufle




Odrobina słody z całą pewnością mnie nie zabije. Tym bardziej, że przemycają więcej suszonych owoców niż czekolady. Na truflowy przepis wpadłam u Malwiny i nie mogłam się oprzeć. Nie będę się rozpisywała, bo są tak smaczne, że nie ma na co czekać. 
Przy okazji zachęcam do podglądania tego bloga. Szczególnie te osoby, które mają alergie na niektóre produkty.


Trufle śliwkowo - czekoladowe
Potrzebne będą:

  • 300 g suszonych śliwek
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 2 łyżki melasy z drzewa świętojańskiego
  • 1 łyżeczka przyprawy piernikowej
  • 1/4 szklanki kakao
  • szczypta soli himalajskiej 
  • kakao do obtoczenia

Śliwki zalewamy gorącą wodą i odstawiamy na około 2 godziny. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. 
Kiedy śliwki będą miękkie, wrzucamy je do blendera, dokładamy rozpuszczoną czekoladę oraz pozostałe składniki. Miksujemy na gładką masę i odstawiamy do lodówki. Kiedy masa będzie schłodzona, zwilżonymi rękami formujemy kuleczki, następnie obtaczamy je w gorzkim kakao. 
Moja rada:
Trufle podajemy schłodzone.

Myślę, że takie delikatesy będą fantastycznym prezentem dla każdego, kto lubi słodkości. Uwaga, żeby dotarły w całości do obdarowanego.
Zapraszam do podglądania mojego facebooka, czy instagramu. Z pewnością nie przeoczycie żadnych smakołyków.
Ściskam Ilona ♥

sobota, 20 grudnia 2014

12 POTRAW WIGILIJNYCH W MOIM DOMU


Wigilia to różne tradycje. Każdy w swoim domu, zajada się innymi smakołykami. Kiedy założyłam swoją rodzinę, postanowiłam połączyć obyczaje z domu mojego męża z tradycjami mojej mamy, dodając odrobinę siebie. Spędziliśmy długie wieczory na rozmowach, chcąc w 12 daniach i kilku ciastach zamknąć ukochane smaki z dzieciństwa. Nie było to łatwe, ale się udało.
Postanowiliśmy, że kilka z nich zawsze będziemy podawać podczas Wigilii. Nie może ich zabraknąć, ponieważ ta kolacja musi być oryginalna, wyróżniająca się na tle innych rodzinnych uroczystości. Z całą pewnością na stole nie zabraknie ryby po grecku, sałatki jarzynowej, którą kroi w drobniutką kosteczkę pan domu i karpia po iljońsku. Swoją drogą nazwę karpia wymyślił mój mąż, to połączenie tradycji mojego domu i popularnego karpia po żydowsku. Lubię zmieniać przepisy, dodawać odrobinę siebie i normą stało się, że mój mąż nazywa owe potrawy „po iljońsku”. Z domu mojego małżonka przywędrował barszcz z drożdżowymi pasztecikami, które oboje uwielbiamy i pokochała je moja część rodziny.
Święta spędzamy w powiększonym gronie: siostry i szwagrowie, rodzice i teściowie oraz dzieciaczki. Trzy pokolenia przy jednym stole, więc i podniebienia muszą być odpowiednio zaspokojone. Młodsza moja siostra kocha śledzika w jabłuszku, więc nie znika to danie z listy, nie znika też zupa z suszonych owoców, która jako pierwsza wchodzi na stół. Dla drugiej siostry nie może zabraknąć pieczonego na masełku pstrąga w rodzynkach, szwagrowie zajadają się kapustą z grzybami i faszerowanymi pieczarkami. Te dania na liście będą wiecznie, pozostałe zależą od nowości, które przypadną nam do gustu lub ciekawych eksperymentów kulinarnych.
Ciasta również mają u nas znaczenie. Moja mama, mistrz wypieków, trzyma asa w rękawie i nie jest nim Joker ale Ciasto Apostolskie, które pojawia się raz w roku, właśnie podczas świąt. Receptura w moim domu przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Jest niedostępna dla innych i każdy ją traktuje niczym drogocenne dziedzictwo kulinarne, wyczekując chwili, kiedy to zastanie przekazana kolejnemu potomkowi. Muszę powiedzieć, że bardzo mnie ciekawi ten przepis, to moje ulubione ciasto.
Mój dom w tym magicznym okresie pachnie smakołykami, kolorowymi obrzędami, świerkiem i swoistym kiczem, który kocham najbardziej.

*********************

Dwa dni przed Wigilią, kiedy nikt nie ma czasu na chwilę wytchnienia, robimy OBOWIĄZKOWĄ przerwę. Dla zdrowia psychicznego ;) Siadamy przy stole i robimy dekoracje świąteczne. Ręczne, kiczowate i krzywe :) Nawet nie wiecie jaka to świetna zabawa, śmiechu przy tym i okrzyków... a wszystko okraszone świątecznym ponczem lub wigilijnym kompotem dla nieletnich.
Wszystkim życzę takiej przerwy i chwili wytchnienia.



  
A dla wytrwałych czytelników mojego bloga mam małą niespodziankę. Napiszcie do mnie maila, jakie są Wasze ulubione chwile w tym zabieganym świątecznym czasie. Jakie potrawy jadacie tylko w Wigilię i Boże Narodzenie, a jako świąteczną kartkę z życzeniami dostaniecie książkę z przepisami na 15 dań bez mięsa w wersji PDF. Znajdziecie takie, których nie publikowałam na blogu i takie, które tu znajdziecie i świetnie pasują na świątecznym stole. 
To prezent z Kuchni Ilony dla Was "Wigilia w moim domu"
Czekam na Wasze wiadomości i życzę spokojnych przygotowań do Świąt.
kuchniailony@gmail.com




sobota, 5 lipca 2014

Aromatyzowany cukier puder




Dzisiaj mamy cudownie upalny dzień. Moje biuro i kuchnia na stałe przenoszą się do altany. Uwielbiam tą porę roku. Wiaterek delikatnie chłodzi, a zimna lemoniada spełnia obecnie rolę boskiego napoju. Super. To jest właśnie to :) Aż miło popracować. 
Od pewnego czasu działam w temacie kwiatowym. Przerabiam płatki dzikiej róży, kwiaty lawendy, jaśminu i innych, na kilka sposobów. TUTAJ możecie znaleźć przepisy z różnościami na bazie dzikiej królowej kwiatów, będzie ich coraz więcej. 
Do owej bazy dołączy cukier puder. Który robi się bardzo prosty sposób. 

Pamiętacie wpis o cukrze aromatyzowanym??
Jeżeli nie - przypominam (KLIK)



Cukier puder aromatyzowany płatkami dzikiej róży
Składniki:
  • 1 szklanka cukru aromatyzowanego (przepis)
Cukier wsypujemy do czystego, elektrycznego młynka do kawy lub małego miksera. Miksujemy do czasu, aż cukier uzyska odpowiednią strukturę pyłku. 
Przechowujemy w słoiczku, w suchym miejscu. 

Aż śmiesznie się pisało tak rozbudowaną recepturę, heh:) Polecam również aromatyzowanie innymi kwiatami, np. lawendą, piwonią czy bzem. Warto poszukać aromatyczne i jadalne kwiaty i zrobić inne wersje. Taki puder jest idealny do ozdabiania babeczek, czy posypywania babki. Może być również świetnym prezentem dla osób, które lubią takie oryginalne smaczki. Polecam. 
Ściskam Ilona 

wtorek, 15 kwietnia 2014

Pyszne kruche ciasteczka z mango i mój nowy wałek



Cześć wszystkim. Okres dość szalony, bo przedświąteczny, ale na szczęście dla mnie jest to czas przede wszystkim kulinarny. Ale dzisiaj będą kruche ciasteczka, które upiekłam dla mojego synka, na pierwsze urodziny. A na pomysł wpadłam przy okazji współpracy ze sklepem GARNECZKI.PL i testowania wałka silikonowego w ślicznym, zielonym kolorze. I po rozwałkowaniu, upieczeniu i zjedzeniu ciastek stwierdzam, że wałek jest świetny i godny polecania. A do tego wszystkiego jest w niesamowicie przystępnej cenie, 29,90 zł. Jesteście zaskoczeni? Ja tak. Zobaczcie sami, KLIK.


Kruche ciasteczka z mango
Potrzebne będą:
  • 100g masła
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1,5 szklanki mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3-4 łyżki rozgniecionego owocu mango
Masło ucieramy z cukrem, jajkiem i wanilią. Mąkę przesiewamy wraz z proszkiem do pieczenia. Na koniec dodajemy 3-4 łyżki, dokładnie rozgnieciony owoc mango. Mieszamy wszystkie składniki. Gotowe ciasto schładzamy w lodówce przez 2 godziny. 
Schłodzone ciasto rozwałkujemy niezbyt cienko i wycinamy ciasteczka. Pieczemy 6-10 minut w temperaturze 170 stopni.

Do sprawdzenia mojego nowego, silikonowego wałka celowo wybrałam takie ciasto. Przez dodanie owocu jest dość klejące i mój stary, drewniany wałek testował ambitnie moje nerwy.
Wałek silikonowy, który testuję dla firmy jest bardzo praktyczny. Nie ma potrzeby podsypywania ciasta mąką, co powoduje, że po pewnym czasie byłoby twarde. Jest lekki i wygodny. Rączki ma odpowiednio długie, o co wiele osób mnie pytało. Nawet mój mąż, który ma znacznie większe ręce, stwierdził, że tym może wałkować ciasto ;) ale to raczej z serii fantasy, bo nigdy nie widziałam go jak robi ciastka... 
Ale wracając do tematu. Wałek, który widzicie na zdjęciu możecie kupić TUTAJ. Szczerze go polecam. Jeżeli lubicie robić kruche ciasteczka, to musicie go kupić.
Ściskam i polecam
Ilona








niedziela, 2 marca 2014

Craft spotkanie bloggerek kulinarnych



Dzisiaj troszeczkę o czymś innym...

Dawno, dawno temu, podczas spaceru od skrzyżowani do dworca PKP w Gdańsku Głównym, Asia i Ilona rozmawiały o wszystkim i o niczym. Troszeczkę o jedzeniu, troszeczkę o spotkaniach i bardzo dużo o rękodziele. Koniec końców, przyznałam się, że kiedyś zajęcia prowadziłam i tak właśnie powstał pomysł na spotkanie kreatywne dla bloggerek kulinarnych, ale nie przy garach, a przy kleju, nożyczkach, papierach i koralikach. Długo to trwało i się stało. Do mojego domku na samym końcu trójmiejskich torów zawitały:

Ania z Moja w tym głowa, Pani architekt z pysznymi muffinkami wytrawnymi - obłędne.

Magda z Stoliczku Nakryj się - czekoladowymi ciasteczkami, które przy drugim ugryzieniu szczypały w język. I tak jak nie szaleję za chili, tak ... poproszę o więcej :)

Maja z Wszystko co kocham wraz z młodym, przystojnym Maksem. Wzięła ze sobą ciasteczka z krówką i smakołyki w słoiczkach.

Ola z Stolik w kropki, z zakwasem na chlebek, na który tak czekałam.

Skrzyknięte przez Trójmiejską Solniczkę, najlepszego organizatora spotkań z jakim się spotkałam, w sobotę, 1 marca o godzi 11.00 rozpoczęło się craftowanie, czyli po polsku mówiąc, tworzenie, pięknych notesów, przepiśników, teczek własnoręcznie z materiałów, dziko rozrzuconych na stole.

Wróciły wspomnienia, które obudziły odrobinę tęsknoty za moim rękodziełem, więc nie powinno nikogo dziwić, że tak chętnie zorganizowałam wraz z Solniczką Kreatywny Poranek <3.
Mogłabym tak co tydzień, gdyby nie masa innych obowiązków, ale nie zapeszając jeszcze nie jedno takie się odbędzie.
Teraz szaaaa, wszystko w swoim czasie :)


 zdjęcie i praca Ani, wraz ze smakołykami, którymi się raczyłyśmy

 zdjęcie i praca Oli

zdjęcie i praca Magdy  wraz z twórczym bałaganem <3

zdjęcie i praca Majki 

a to mój przepiśnik, cyknięty na prędce telefonem ;)

Mam nadzieję, że spotkanie się spodobało i zaszczepiłam w dziewczynach odrobinę chęci do wycinanek. 

Bardzo gorąco Wszystkim dziękuję, za super towarzystwo, obłędne smakołyki i chwile spędzone z uśmiechem na twarzy. Do zobaczenia wkrótce. 
Ściskam Ilona

wtorek, 18 lutego 2014

Skórki pomarańczy w czekoladzie



Dzisiaj piszę do Was dość wcześnie jak na moje możliwości :) Ale jest tak piękne słoneczko, że szkoda dnia na krzątanie się po domu. Jak bobas się obudzi - drugie śniadanie, buty, wózek i na podbój miasta. Potem nakarmimy kaczki, troszeczkę pobawimy się z psem na świeżym powietrzu i naładowani pozytywną energią i promieniami wrócimy do domu.
Przy takim słonku poczęstuję Was skórkami pomarańczy w czekoladzie. Skórki kandyzowane robię od bardzo dawna do ciasta (przepis), a Moje Wypieki podsunęły mi pomysł z maczaniem ich w czekoladzie. I to był strzał w dziesiątkę. Skórki zrobiły furorę w moim domu. Są doskonałe i uwaga wciągają jak popularne ziarna słonecznika. Jak człowiek zacznie, nie może skończyć. Szaleństwo :)



Skórki pomarańczy w czekoladzie
Potrzebne będą:
  • skórki z 3 pomarańczy
  • 2/3 szklanki wody
  • 1 szklanka cukru
  • tabliczka gorzkiej czekolady


Wyszorowaną skórkę z pomarańczy oczyszczamy bardzo dokładnie z białej błonki. Cukier rozpuszczamy w wodzie, tworząc syrop i gotujemy kilka minut. Następnie wkładamy ćwiartki skórki pomarańczowej i gotujemy, aż zrobi się szklista, a większość wody odparuje. Należy uważać, żeby się nie przypaliła.
Następnie osączamy z syropu i kroimy w paski, odkładamy do całkowitego wyschnięcia.
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce.
Kandyzowane skórki pomarańczy zanurzamy w płynnej czekoladzie, tak aby całość była pokryta. Odkładamy na folię spożywczą lub kratkę i czekamy aby czekolada stwardniała.
Przekładamy do słoiczka lub naszego kolorowego pudełka.


A teraz uciekam, życzę pięknego dnia, słonka, które wywołuje uśmiech. 
Ściskam Ilona
Ps. Koniecznie napiszcie jak smakowały Wam skórki.






Pralinki, trufelki, czekoladki...

środa, 12 lutego 2014

Czekoladki z pomarańczą



Walentynki coraz bliżej, a my z moim ukochanym zajadamy się czekoladkami i innymi, mniej słodkimi afrodyzjakami od miesiąca. Fajnie jest prowadzić bloga kulinarnego, a jeszcze fajniej tworzyć magazyn. Na potrzeby mojego wirtualnego świata, żeby odpowiednio wcześniej podzielić się z Wami zdjęciami i przepisami, wszystko powstaje wcześnie. I choinką się cieszyliśmy od listopada, i czekoladki od dawna są na stole, sercowe ciasta, krewetki, szampan i sole kąpielowe:)
I nawet nie myślcie, że wszystko szybciej się nudzi. Jest super :) A trzeba szybciej działać, ponieważ wszystko testujemy na sobie, więc, żeby zachować choć minimalny umiar trzeba rozłożyć to w czasie. I tak właśnie Walentynki mamy już 3 tydzień i długo jeszcze one będą :) Tego życzę Wszystkim, jest czadowo!
Dzisiaj kolejne czekoladki do naszego mega cudownego pudełka pełnego czekoladek.


Czekoladki z pomarańczą
Potrzebne będą:
  • tabliczka czekolady gorzkiej (100g)
  • 1 pomarańcza
  • 1 łyżka żelatyny
  • 4-5 łyżek gorącej wody

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Następnie smarujemy za pomocą pędzelka lub łyżeczki boki i dno foremki sylikonowej do czekoladek lub małych ciasteczek, wkładamy do lodówki, aby stwardniała. 
Pomarańczę sparzamy i wyciskamy z niej sok razem z miąższem. Żelatynę rozpuszczamy w gorącej wodzie i wystudzoną wlewamy do soku pomarańczowego. Czekamy, aż zacznie tężeć.  Następnie wlewamy do foremek czekoladowych, w 3/4 objętości i czekamy do całkowitego stężenia.
Pozostałą rozpuszczoną czekoladą przykrywamy owoce tworząc dno czekoladek. Pozostawiamy w lodówce do całkowitego stężenia. Na koniec delikatnie wyciągamy z sylikonowych foremek i układamy w naszym pudełeczku.

I tak oto mamy kolejne słodkości do naszej bomboniery. A wszyscy, którzy nie lubią czekoladek z galaretką, czy owocami, tak jak ja, ważna informacje. Te domowe są rewelacyjne. Jeżeli ja polubiłam, myślę, że zasmakuję Wam wszystkim.
Czekam na Wasze komentarze i zapraszam na jutrzejszą porcję słodkiego.

Ściskam Ilona 


Pralinki, trufelki, czekoladki...

wtorek, 11 lutego 2014

Czekoladki z musem czekoladowym



Kolejny numer magazynu Pasje i Smaki już jest i bardzo mnie to cieszy. To już 5, mam cichą nadzieję, że Wam się spodoba. W tym numerze do wspólnej zabawy zaprosiłam Dusię z Dusiowej Kuchni oraz Ewę z Moje Twory Przetwory. Oby zostały z nami na dłużej, dzięki nim, pokazaliśmy więcej, ciekawiej i smaczniej. 

A żeby zaległości zbyt dużych nie było, zacznę wrzucać przepisy z gazetki. Tym bardziej, że sporo w niej propozycji Walentynkowych, a to już za dni parę. 
Dzisiaj czekoladki z musem czekoladowym. Są niesamowicie pyszne, więc musicie je zrobić. Do tego przygotujcie piękne, kolorowe i przede wszystkim własnoręcznie zrobione pudełeczko, a Wasz Walenty/Walentyna będzie zaskoczony/zaskoczona :). 


Czekoladki z musem czekoladowym
 Potrzebne będą:
  • 1 1/2 tabliczka czekolady gorzkiej (150g)
  • 2 łyżki serka mascarpone

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Następnie smarujemy za pomocą pędzelka boki i dno foremki sylikonowej do czekoladek lub małych ciasteczek, wkładamy do lodówki, aby stwardniała. 
Do oddzielnej miseczki  wkładamy serek mascarpone i 3-4 łyżki rozpuszczonej czekolady, dokładnie ubijamy, do uzyskania jednolitej, puszystej masy.
Następnie masą czekoladową wypełniamy czekoladki, w 3/4 wysokości.
Pozostałą rozpuszczoną czekoladą przykrywamy, tworząc dno naszej czekoladki. Pozostawiamy w lodówce do całkowitego stężenia. Na koniec delikatnie wyciągamy z sylikonowych foremek i układamy w kolorowym pudełeczku.


Co sądzicie o samodzielnie przygotowanej bombonierce dla ukochanej osoby? Jeżeli uważacie, że pomysł jest dobry, piszcie :) i wypatrujcie kolejnych słodkości do mega bomboniery.
Ściskam Ilona


Pralinki, trufelki, czekoladki...

poniedziałek, 3 lutego 2014

Tea masala, mieszanka do herbaty indyjskiej



Masala w języku hindi oznacza przyprawy. Jest wiele niesamowicie aromatycznych mieszanek masala. W Polsce najpopularniejsza to garam masala, ale dzisiaj zaproponuję Wam mieszankę przypraw do herbaty, Chai Masala lub, jak kto woli, Tea Masala.  
Jest bardzo aromatyczna, przypomina mieszankę piernikową i nic w tym dziwnego, ponieważ jak ona, składa się z przypraw korzennych, w troszeczkę innych proporcjach. 
Kiedy skończyła mi się oryginalna mieszanka sprezentowana przez Dankę, znaną Wam z magazynu Pasje i Smaki, postanowiłam stworzyć własną. Tym razem skorzystałam z bogatej oferty firmy Przyprawy Świata z Gdyni (KLIK), gdzie przyprawy możemy dostać już w wersji mielonej, ale jeżeli ktoś woli ucierać samodzielnie, to i dla nich znajdą się owe aromaty w opcji całej :) Osobiście i z pełnym przekonaniem mogę polecić tą firmę, od lat jestem ich wierną klientką i zaraziłam tym wielu znajomych.


Mieszanka do herbaty indyjskiej Tea Masala
Potrzebne będą:
  • 3 łyżki mielonego imbiru
  • 2 łyżki mielonego cynamonu
  • 2 łyżki mielonych goździków
  • 2 łyżki mielonego kardamonu zielonego
  • 1 łyżka mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki mielonego pieprzu kolorowego
  • 1 łyżka mielonego kardamonu czarnego (opcjonalnie)
Wszystkie przyprawy wrzucamy do słoiczka i bardzo dokładnie mieszamy. Przechowujemy w suchym miejscu.

Najlepiej użyć całe przyprawy i samodzielnie je sproszkować przy pomocy bardzo mocnego blendera (czego osobiście nie polecam), albo w moździerzu, ręcznie ucierając.
Taką mieszankę można podarować, komuś, kto lubi aromatyczne napoje z nutką pikanterii, ponieważ niewątpliwie szczypie  w język.
Warto również wspomnieć, że przyprawy jak imbir, gałka muszkatołowa, cynamon czy goździki , jak również herbata z nimi zrobiona, są doskonałymi afrodyzjakami. Z całą pewnością taki napój zastąpi eliksir miłości.
Bardzo jestem ciekawa, jakie robicie eliksiry miłości i czy na co dzień przemycacie do potraw afrodyzjaki.
Napiszcie w komentarzu lub w mailu. Z niecierpliwością czekam na Wasze opinie.
Ściskam Ilona

niedziela, 19 stycznia 2014

Latające talerzyki z konfiturą - ciastka



Wczoraj wieczorem mama poczęstowała nas pysznymi ciastkami. Od razu poleciałam do niej po przepis i gotowe ciasteczka, żeby je sfotografować. Są obłędne. Mają przedziwną nazwę Latające talerzyki. Po ciastkach niestety pozostało wspomnienie, ale formuła zdobyta, więc za chwilę pójdę powdychać mroźnego powietrza i kupię drożdże. Talerzyki muszą się znaleźć na moim talerzu.


Latające talerzyki z konfiturą
Potrzebne będą:
  • 3 szklanki mąki
  • 20 dag palmy
  • 1 jajko 
  • 4 dag drożdży świeżych
  • 1/2 szklanki mleka
  • szczypta cukru
  • szczypta soli
  • słoiczek ulubionych konfitur
  • cukier puder do dekoracji
Mąkę przesiać i posiekać z palmą. Wbić jajko, dodać rozrobione drożdże (zaczyn), mleko, odrobinę cukru i soli, wymieszać nożem i szybko zagnieść ciasto. Jeżeli będzie zbyt rzadkie, można dodać mąkę.
Zagniecione ciasto wkładamy do garnka z zimną wodą. Gdy wypłynie, wałkujemy na placek grubości około 5 mm, szklanką wycinamy krążki. Na środku połowy z nich kładziemy ulubioną konfiturę. Przykrywamy pozostałymi, dokładnie zlepiając brzegi. Można docisnąć widelcem, tworząc karbowany wzór.
Ciasta układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blasze i pieczemy około 20 w temperaturze 190 stopni.
Upieczone ciastka dekorujemy cukrem pudrem.

Musicie je wypróbować, są niesamowite. Można też formować z nich rogaliki, ale myślę, że ten kształt jest znacznie ciekawszy.
Wypróbujcie i napiszcie jak wam smakują ciasteczka, które robiła moja mama.
Czekam na Wasze komentarze.
Ściskam Ilona




sobota, 18 stycznia 2014

Musztarda


W magazynie Pasje i Smaki, w którym mam zaszczyt pracować z bardzo ciekawymi ludźmi, roi się od smakołyków i domowych wersji popularnych w kuchni mikstur. Czas najwyższy wszystkie wpisać na bloga. 
Skąd nagła poprawa i chęć nadrobienia zaległości? To proste:
... dryń, dryń
- Ilona! Musztarda jest już na blogu?
- yyyyy jeszcze nie.
- Majonez wstawiłaś po mojej interwencji! Heh
- Tak..
- No trudno, zajrzę do magazynu, tam był, a Ty zacznij uzupełniać. 
(...)
I przyznam szczerze, że telefon od Moni, kolejny, dał mi kopa. Czas uzupełnić braki. A jeszcze mam listę potraw, które chcielibyście zrobić przy pomocy moich przepisów. 
Z całą pewnością wszystko uzupełnię. To moje postanowienie na styczeń i luty, więc będę tutaj wpadała, na krótko ale często, może nawet 2 x dziennie, aż wszystko nadrobię. Dziękuję za kopniaka Moniu :)



Musztarda
Potrzebne będą:
  • 3 łyżki gorczycy czarnej
  • 3 łyżki gorczycy żółtej
  • 5 łyżek octu winnego lub jabłkowego
  • 7 łyżek wody
  • 1 łyżeczka miodu
  • szczypta soli
Gorczycę wrzucamy do słoiczka, zalewamy octem i 4 łyżkami wody. Przykrywamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na około 10 godzin, na przykład na noc. Gorczyca musi wchłonąć cały płyn. Następnie przekładamy do blendera, dokładamy miód, sól, około 3 łyżek wody i miksujemy, aż uzyska odpowiednią konsystencję. W razie potrzeby dolewamy wody, ale ostrożnie.
Gotową wkładamy do słoiczka, zakręcamy i przechowujemy w lodówce.

Muszę Wam powiedzieć, że domowa wersja musztardy smakuje nawet mi. A jedyne gdzie ją do tej pory tolerowałam, to zrazy.
Czy robiliście już musztardę? Wypróbujcie.
Ściskam Ilona