Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Domowa spiżarnia / Dodatki i przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Domowa spiżarnia / Dodatki i przetwory. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2015

Domowa ricotta


Niestety coraz rzadziej zdarza mi się oglądać telewizję, o programach kulinarnych nie wspominając. Na szczęście mój synek, jako bobas wyciszał się przy najlepszych, światowych szefach kuchnia, więc nawet jak teraz włączę, nie krzyczy na pół domu " nie, to nie!!" Tylko przysiada się i ogląda z zaciekawieniem.
Dzisiejszy przepis jest z programu Iny Garten, choć przypuszczam, ze proporcje pomieszałam, jak jak zawsze nie zapisałam. Podam swoje :) Ale smak cudowny.


Domowa ricotta
Potrzebne będą:
  • 1 l mleka świeżego, tłustego (NIE UHT)
  • 100 ml śmietanki 30 %
  • 2 łyżki octu
  • szczypta soli

Mleko ze śmietanką gotujemy i doprowadzamy do wrzenia. Kiedy zacznie się podnosić, zmniejszamy gaz do minimum, solimy do smaku, dolewamy ocet i mieszając czekamy, aż wytrąci się serwatka. Gotujemy jeszcze 3 minuty delikatnie mieszając, wytrącając grudki serka. Wyłączamy gaz, odstawiamy do ostygnięcia.
W tym czasie sitko wykładamy potrójnie złożoną gazą lub pieluszką tetrową ** i przelewamy nasz serek. Odkładamy do całkowitego odsączenia.
Ja wieszam serek nad zlewem nawet na całą noc. Podajemy na słodko lub wytrawnie.
Moja rada:
** Jeżeli używamy tetrowej pieluszki, należy pamiętać, że przed pierwszym użyciem powinno, się wyparzyć i używać tylko do celów serowarskich.
Na rynku są również dostępne specjalnie do tego celu przeznaczone chusty serowarskie.

Polecam ten przepis. Taki serek jest cudowny na kanapki. Z tego składu wychodzi około 250 g ricotty.

Ściskam Ilona ♥

wtorek, 29 września 2015

Kapusta kiszona domowa





Niby prosta sprawa, a to moje trzecie podejście do ukiszenia kapusty. 3 składniki, troszkę pracy i 10 dni wyczekiwania. To cały przepis. Jeżeli jednak zabieracie się za to po raz pierwszy skupcie się przede wszystkim na moich radach, dwa razy cała moja praca poszła na marne, chcę Wam tego oszczędzić. Przy okazji, jeżeli jednak się zdecydujecie, możecie rozpocząć kiszenie kapusty od małej ilości, posmakujecie, zakochacie się i nastawicie wielką beczkę :) Jak szaleć to szaleć, a taka kapusta smakuje zupełnie inaczej, to za sprawą magicznego składnika zwanego wielkim uśmiechem i pasją. Przy okazji kapusty kiszonej warto wspomnieć nie tylko o walorach smakowych, ale przede wszystkim zdrowotnych.

ŹRÓDŁO: poradnik zdrowie.pl
"Kiszona kapusta - właściwości
W XVII wieku ładunki kiszonej kapusty chroniły załogi statków przed chorobami. Ludzie nie wiedzieli wówczas, co to są witaminy, antybiotyki, dobroczynne enzymy czy bakterie, ale intuicyjnie jedli je w postaci kiszonki. Zapobiegała szkorbutowi oraz odmrożeniom, wzmacniała system odpornościowy, a okłady z soku pomagały na bóle reumatyczne i owrzodzenia. To wspaniałe źródło wapnia i potasu, a nade wszystko naturalny antybiotyk regulujący pracę układu trawiennego. Dzięki bakteriom, które podczas fermentacji wytwarzają dodatkowy kwas askorbinowy, ma więcej witaminy C niż surowa. Inny produkt tego procesu - kwas mlekowy - wspaniale oczyszcza przewód pokarmowy z bakterii gnilnych, za to stwarza idealne warunki do rozmnażania dobroczynnych bakterii jelitowych. Ostatnio pokazała się na rynku czerwona kiszona kapusta. Ma nieco delikatniejszy smak i jest zdrowsza od białej, bo ma dużo antyutleniaczy jak selen i witamina E."



Kapusta kiszona - domowa
  • główka białej kapusty
  • marchewka
  • sól kamienna niejodowana (20g / 1 kg)
Ilości kapusty i marchewki według upodobań. Dałam 4 marchewki średnie na 1 dużą główkę kapusty.
Kapustę świeżą drobno siekamy** Marchewkę obieramy i ścieramy na dużych oczkach tarki. Mieszamy ze sobą. Tak przygotowaną mieszankę wkładamy warstwowo do słoja lub beczki naprzemiennie posypując odpowiednią ilością soli. Każdą warstwę bardzo mocno ubijamy przy pomocy pałki lub pięści, aby kapusta puściła sok.
Kiedy w słoiku znajdzie się cała kapusta i sól, mocno ubijamy, dociskamy talerzykiem tak, aby sok całkowicie przykrył kapustę.** Następnie obciążamy talerzyk kamieniem.**
Kapusta powinna być ukiszona po 10 dniach. To tego czasu warto kontrolować, aby nic nie gniło.
Dobrze ukiszoną kapustę przekładamy do słoików i możemy pasteryzować około 15-20 minut, aby przerwać proces fermentacji.
Doskonały dodatek i lek na wieczory zimowe.

Moja rada:
** Jeżeli mamy możliwość warto kapustę posiekać przy pomocy robota kuchennego, uzyskamy drobniejsze siekanie.
** Można kupić już posiekaną kapustę do kiszenia z dodatkiem marchewki lub bez.
** Sok z kapusty musi całkowicie przykryć ją, jeżeli będzie sucho, kapusta zacznie gnić.
** Jeżeli po 2 dniach będzie zbyt mała ilość soku, żeby całą kapustę przykryć należy zalać roztworem wody i soli 1 litr przegotowanej wody + 20 g soli kamiennej niejodowanej.
** Kamień zawsze wyparzam i dodatkowo owijam folią spożywczą lub aluminiową, żeby do kiszenia nie dostały się niepotrzebne brudy, które spowodują gnicie kapusty.

Kolejnym moim etapem będzie kiszenie kapusty czerwonej - teraz już wiem jakie błędy robiłam i nie mam zamiaru ich powtarzać :) 
Jestem ciekawa, jak Wam poszło.

Ściskam Ilona ♥

wtorek, 22 września 2015

Surówka coleslaw




Od czasu do czasu trzeba zjeść burgera, frytki i surówkę coleslaw. Popularny zestaw fast food, ale my lubimy w wersji de lux, czyli domowej. I nie tylko ze względu na walory zdrowotne, ale przede wszystkim na obłędny smak, któremu nawet najlepsza restauracja nie dorównuje <3 Ale dzisiaj powiem o jednej części tego genialnego zestawu. Surówce, która nie budziła mojej sympatii i nigdy nie mogłam przemóc się, żeby zjeść choć połowę. Najnormalniej nie smakuje mi  we wszystkich lokalach, a bynajmniej nie spotkałam takiego w którym by mi smakowała. Poczęstuję Was jednak swoją, a powstała ona w skutek pozostałości kapusty i marchewki i produkcji kapisty kiszonej (o wynikach tego eksperymentu opowiem innym razem). 



Surówka coleslaw
Potrzebne będą:
  • 1/2 główki białej kapusty
  • 2 duże marchewki
  • 1 cebula
  • 1/2 pęczka pietruszki
sos
  • 1/2 szklanki majonezu
  • 4 łyżki jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki octu jabłkowego
  • 1 łyżeczka musztardy
  • 1 łyżka cukru pudru
  • pieprz świeżo mielony
  • sól selerowa
Na początek szykujemy sos. Wszystkie podane składniki wrzucamy do kubka i mieszamy dokładnie ze sobą. Odstawiamy na chwilę. W tym czasie kapustę szatkujemy dość drobno, marchew obieramy i ścieramy na dużych oczkach tarki. Pietruszkę, cebulę drobno siekamy i wszystko wrzucamy do miski. Całość polewamy wcześniej przygotowanym sosem, dokładnie mieszamy ze sobą i surówkę wstawiamy na około 2 godziny do lodówki. Smaki się połączą, a surówka będzie idealna.

Muszę przyznać, że to moja pierwsza surówka coleslaw zjedzona calusieńka i z uśmiechem, tak mi smakowała :)
Ściskam Ilona ♥


czwartek, 6 sierpnia 2015

Miodek nawłociowy


miod, nawloć, nawłoć, kuchnia ilony, przetwory, jadalne kwiaty,

Znacie nawłoć? To piękna roślinka, która ślicznie wygląda w wazonie i rozłazi się po ogrodzie jak epidemia. Lata z tą żółtą miotłą walczyłam, póki nie dowiedziałam się o jej wartościach. Okazuje się, że jest jadalna (po obróbce), a przy okazji miododajna, co zachęca do współpracy pszczółki, przylatujące i przy okazji zapylające inne rośliny. I choć  niewiele osób lubi ich towarzystwo, ze mną na czele, to warto je zachęcić do obecności w ogrodzie. Ale do rzeczy...
Jak tylko dowiedziałam się o zaletach nawłoci postanowiłam zrobić miodek. Inspiracją była mi koleżanka Ewa z bloga Moje Twory Przetwory i jej miód lawendowy, którym również się wkrótce pochwalę. I choć zabawy z nim troszkę jest warto poświęcić się i zrobić kilka słoiczków... Będzie na pierniczki :) grudniowe i kanapki, żeby przetrwać do kolejnego lata.


Miodek nawłociowy
Potrzebne będą:

  • 40 g kwiatów nawłoci
  • 2 l wody
  • 2 limonki
  • cukru tyle ile powstanie płynu

Kwiat nawłoci oczyszczamy z robaczków i innych zanieczyszczeń i umieszczamy w dużym naczyniu. Zalewamy wodą i odstawiamy na całą noc w chłodne miejsce. Po wyznaczonym czasie przelewamy do garnka i gotujemy. Kiedy  się zagotuje zmniejszamy ogień, gotujemy godzinę, pod koniec gotowania wyciskamy 1 limonkę. Mieszamy, wyłączam i odstawiamy na kolejną noc.
Kolejnego dnia całość przecedzamy i sam płyn ważymy. Do garnka dosypujemy tyle cukru ile ważył pozostały płyn nawłociowy. Zaczynamy gotować około 3 godzin od czasu do czasu mieszając, aby cukier się nie przypalił. Odstawiamy do całkowitego ostygnięcia.
Do płynu wyciskamy sok z drugiej limonki i gotujemy do uzyskania odpowiedniej gęstości. 
Gorący miodek przelewamy do słoików, zakręcamy dokładnie i odstawiamy do góry dnem, aż całkowicie ostygną, a wieczko się zassie.

To wszystko :) Trochę zabawy z tym m  miodkiem prawda? Ale wierzcie mi, warto. Jest świetnym dodatkiem, doskonałym składnikiem różnych marynat, czy sosów, a nawet nalewki, ale to tylko dla dorosłych.
Napiszcie, komu chce się bawić tak jak mi?? Szaleństwo, ale musicie to zrobić!
Tym czasem ściskam i pogody Wam życzę :)
Ilona ♥

wtorek, 9 czerwca 2015

Cukier lilakowy - z cyklu kulinarne DIY




Najpierw cukier lawendowy o różanym moim ukochanym nie wspominając. Teraz czas na lilaka cudownie pachnącego. Maja z bloga Wszystko co Kocham opublikowała przepis tym samym mobilizując mnie do pracy. Zarażamy się smakami wzajemnie. I to właśnie jest cudowne. U mnie jeszcze kwitnie, ale to końcówka, więc muszę się spieszyć, żeby zapasy majowe porobić. Ususzyłam też trochę lilaka na herbatkę. Muszę powiedzieć, że pyszna i podobno bardzo zdrowa. 


Cukier lilakowy
Potrzebne będą:
  • 1 szklanka świeżych kwiatów lilaka
  • 1/4 szklanki suszonych kwiatów lilaka
  • 1 szklanka cukru

Świeże kwiaty zasypujemy cukrem i zamykamy szczelnie w słoiku na 2 godziny. Zapach musi połączyć się z cukrem. Następnie całość wrzucamy do blendera i miksujemy pulsacyjnie, aby kwiaty były posiekane i połączyły się z cukrem. Gotowy wysypujemy na papier i suszymy minimum 1 dobę.
Po tym czasie cukier rozdrabniamy za pomocą widelca lub ponownie w blenderze, zasypujemy suszonymi kwiatami i kładziemy na kolejną dobę na papierze. 
Gotowy, aromatyczny cukier przechowujemy w słoiku, w suchym miejscu.

Mam nadzieję, że przepisy z mojego kulinarnego DIY przydadzą się. Zaglądajcie i korzystajcie. I piszcie na co macie ochotę. 

Ściskam Ilona ♥

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Syrop z płatków dzikiej róży




Czasami zastanawiam się co napisać "słowem wstępu". Mam masę przepisów, ale coś zawsze chcę do Was skrobnąć. Możecie powiecie: co tam.... przepis poproszę, ale jednak to mój blog, nie jest to bezimienna książka kucharska i zawszę chcę cząstkę siebie tu zostawić. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że tak powinnam. 
Niestety nie zawsze coś się dzieje, bo od rana do wieczora gotuję, pstrykam zdjęcia, testuję i tak w kółko. W tak zwanym między czasie szaleję z dzieckiem, biegam skaczę i buduję wieżę. O rajdach samochodowych nie wspomnę :) Dzisiaj Dzień Dziecka, więc bawię się jak na dziecko przystało, a skoro cząstka małej dziewczynki siedzie we mnie głęboko, szaleję na całego. I choć powyższe słowa nie mają żadnego sensu ani składu, są i znacznie mi lepiej. 
A teraz już przepis, na fantastyczny syrop, który polecam gorąco. Płatki już powoli można zbierać <3


Syrop z płatków róży
Składniki:
  • 2 szklanki płatków dzikiej róży
  • 1 szklanka cukru
  • 1 litr wody
  • 1 cytryna
Płatki róży oczyszczamy strumieniem zimnej wody i wrzucamy do garnka, dodajemy cukier, całość zalewamy zimną wodą. Wstawiamy na średni ogień i gotujemy do czasu, aż cukier się rozpuści, a woda zacznie wrzeć. Następnie zmniejszamy ogień i wlewamy sok z 1 cytryny. Mieszamy i odstawiamy do ostygnięcia. Gotowy syrop przecedzamy przez sito z małym oczkiem lub gazę, żeby jak najdokładniej przefiltrować. 
Moja rada: Możemy przelać do słoiczków i pasteryzować lub trzymać przez krótki czas w lodówce. Jeżeli chcemy jeszcze większą kondensację syropu możemy użyć połowę wody. 
Do czego używam syrop? Jako polewę do lodów, jako dodatek do herbaty, łączę z wodą, cytrusami i robię pyszną lemoniadę. Polecam.

To są zapachy i smaki lata. Warto zachować na dłużej. 
Dzika róża zawiera sporo witaminy C i choć w trakcie gotowania sporo tego dobra ucieka, to jednak coś pozostaje, ale z całą pewnością będzie to smak i zapach. Poza tym ma niesamowicie intensywny kolor, a to dzięki cytrynie :)
Napiszcie do mnie koniecznie, czy też korzystacie z dobra jakie daje dzika róża? Mam nadzieję, że moje przepisy się przydadzą.
Ściskam Ilona

czwartek, 14 maja 2015

Pesto z liści mniszka lekarskiego




To jest zdecydowanie okres zjadania zieleniny i kolorów prosto z mojego ogrodu. Chwasty z którymi do tej pory walczyłam dają mi teraz niesamowitą uciechę i smaki. Zasada była prosta, z diabelstwem nie mogłam się uporać, więc postanowiłam poznać go bliżej. Zaczęłam "studiować" domowo chwastologię i ...powiem tak, jakie cuda rosną w moim ogrodzie :) Polubiłam go od nowa i nie klnę już na owe chwasty, ale je witam z uśmiechem. Dzisiaj poczęstuję Was przepisem na proste pesto z liści mniszka lekarskiego. O jego atutach już niedługo coś napiszę, myślę, że warto bliżej poznać tą roślinę.

Wracając do tematu pesto. Wiadomo, że tym klasycznym jest bazyliowe, z oliwą, orzeszkami pinii i parmezanem. Ja jednak robię z wielu zielonych liści, a czasami z czerwonych rośli, to taka mała odmiana kolorystyczna, równie smaczna. Mam nadzieję, że pamiętacie moje pesto pokrzywowe, uwielbiam je. 


Pesto z liści mniszka lekarskiego
Potrzebne będą:
  • duża garść młodych liści mniszka lekarskiego
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/3 szklanki orzeszków ziemnych bez soli
  • olej rzepakowy tłoczony na zimno
  • szczypta czarnuszki, czubryca zielona
  • opcjonalnie 1/3 pęczka pietruszki zielonej
Liście mniszka i pietruszkę myjemy pod zimną wodą i umieszczamy w blenderze dodajemy orzechy, zioła, przyprawiamy do smaku. Wlewamy około 1/4 szklanki oleju i miksujemy aż uzyskamy gładką pastę. W razie potrzeby dolewamy oleju. 
Moja rada:
  • Pesto nie może być zbyt suche, ale należy uważać, żeby oleju nie wlać za dużo. Powinniśmy stopniowo dolewać.
  • Pesto przechowujemy w lodówce kilka dni.
Mam nadzieję, że wypróbujecie. Doskonałe na kanapki, albo z makaronem na obiad. Yummy
Ściskam Ilona ♥

czwartek, 7 maja 2015

Krem rabarbarowy, czyli rhubarb curd

lemon curd, kuchnia ilony, krem rabarbarowy, przepis curd, rhubarb curd, deser rabarbarowy,



Sezon rabarbarowy w pełni. W moim ogrodzie baldachimy z liści pięknie prezentują się na grządce. Pyszności. Jako dziecko zrywałam pędy i maczając w cukrze pochłaniałam w hurtowych ilościach. Uwielbiam. Dzisiaj troszeczkę inna propozycja, brakowało mi słodkiego, choć charakterystycznie kwaskowatego kremu do mojej tarty.
Inspirując się popularny Orange Curd stworzyłam rhubarb curd, czyli rabarbarowy krem. Musicie go wypróbować, jest niesamowity. Z pewnością wyląduje na babeczkach, drożdżówkach i ... zobaczymy co mi do głowy wpadnie. 


Rhubarb curd - rabarbarowy krem
Potrzebne będą:


W rondelku rozpuszczamy masło, następnie dodajemy cukier, pokrojony drobno rabarbar i syrop. Kiedy rabarbar zmięknie dokładamy po jednym jajku**.  Mieszamy bez przerwy, aż krem zgęstnieje. 
Gotowy krem odstawiamy do ostygnięcia i przelewamy do słoiczka. Przechowujemy w lodówce.

Moja rada:
** Podczas dokładania jajek warto zmniejszyć gaz i wrzucać jajka nie przerywając mieszania, żeby nie wyszła jajecznica.

Ten krem jest obłędny. "Próbując" czy wyszedł, wciągnęłam połowę, haha. Rozumiecie, musiałam się upewnić :) 
Wypróbujcie, warto.
Ściskam Ilona ♥

poniedziałek, 4 maja 2015

Masa cukrowa - plastyczna


Będąc w Anglii, podziwiałam kolorowe torty, którymi zachwycały się dzieciaki oraz kilkoro dorosłych ;) Te urodzinowe ciasta były śliczne, choć przyznam, że owa pstrokata dekoracja nie była przeze mnie do zjedzenia. Potwornie słodka, po zjedzeniu choć odrobiny czułam, że przedawkowałam spożycie cukru. Koszmar. Ale ładne to było. Teraz kiedy moje dziecię ujawniło swojego ulubionego bohatera, postanowiłam zrobić mu tort w kształcie słynnej, czerwonej wyścigówki. Oczywiście na jednym "tematycznym" torcie się nie skończyło, ostatecznie musiałam na czymś ćwiczyć, więc zrobiłam tort dla moich rodziców, którzy kojarzą się wszystkim z podróżami i wspólną kawusią. To dwa na moim koncie już są. Teraz wyszukuję okazji, bo przecież muszę na czymś/kimś ćwiczyć.
Dzisiaj przepis na ową masę cukrową, teraz pozostaje mi obkupić się w barwniki i gadżety do dekoracji ciast, a potem już tylko uruchomić fantazję.


Plastyczna masa cukrowa
Potrzebne będą:
  • 750 g cukru pudru + 50 g do podsypywania 
  • 100 g w glukozy proszku
  • 4 łyżeczki żelatyny
  • 70 ml wody (*jeżeli używamy glukozy w płynie ilość wody należy zmniejszyć do 30 ml)
  • 2 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
Żelatynę zalewamy ciepłą wodą i bardzo dokładnie rozpuszczamy. Woda nie może być gorąco! Kiedy żelatyna będzie bardzo dokładnie rozpuszczona dodajemy glukozę, rozpuszczamy, a następnie olej i ekstrakt. Wszystko musi być bardzo dokładnie rozpuszczone, w razie potrzeby można rozpuścić w kąpieli wodnej, żeby za bardzo nie zagrzać.
Gotowy płyn wlewamy do miski i partiami dodajemy cukier puder. Dokładnie wyrabiamy. Pod koniec wyrabiania, przenosimy na stolnicę i podsypując cukrem pudrem dokładnie zagniatamy. Masa musi być jak plastelina i nie powinna się za bardzo kleić.

Moje rady:
  • Zbyt duża ilość cukru pudru spowoduje kruszenie się masy.
  • Aby łatwo rozwałkować masę stolnicę i wałek warto obsypać odrobiną cukru pudru.
  • Do obłożenia tortu, masę wałkujemy na grubość około 5 mm i delikatnie przenosimy na tort.
  • Masa cukrowa nie powinna być położona bezpośrednio na biszkopt. Przed obłożeniem należy go posmarować "wytynkować" najprostszą masą maślaną.
Masa maślana
Potrzebne będą:
  • 400g miękkiego masła
  • 4 łyżeczki cukru pudru
  • 2 łyżeczki kakao lub karobu (opcjonalnie)
  • 1  łyżeczka ekstraktu waniliowego
Wszystkie składniki wkładamy do miski i miksujemy do uzyskania jednolitej i puszystej masy. Dokładnie smarujemy cały tort i wygładzamy. Tak przygotowany należy schować do lodówki na około 2 godziny, aby masa maślana stężała. Po tym czasie tort jest gotowy do obkładania masą cukrową i robienia dekoracji.

  • Jeżeli chcemy wykonać kolorową masę do rozpuszczonej żelatyny dokładamy barwnik. Musimy jednak pamiętać, że może zmienić konsystencję masy, więc będzie potrzeba dołożenia cukru pudru.
  • Kolory na torcie można również uzyskać, malując białą powierzchnie barwnikami za pomocą pędzelka.
  • Dekoracje płaskie przyklejamy za pomocą wody, ale te bardziej odstające warto przykleić na lukier królewski.

Wszelakie dekoracje wykonujemy jak tylko wyobraźnia nam podpowie. Miłej zabawy.
Ściskam Ilona ♥
Ps. Śmieszne jest to, że pojechałam się uczyć kuchni brytyjskiej, a przepis na masę cukrową znalazłam na polskim blogu (choć z brytyjskimi korzeniami)
źródło przepisu


A to moje dwa torty robione pierwszy raz i choć koślawe jestem z n ich bardzo dumna, tym bardziej, że sprawiły ogromną radość solenizantom ;)

 




piątek, 27 marca 2015

Chrzan domowy

chrzan domowy, chrzan, wielkanoc, śniadanie wielkanocne, przetwory



Już za chwilę święta, podamy jaja w różnych ciekawych odsłonach, szynki, galarety wytrawne. Na mojim stole koniecznie sałatka tradycyjna i biała kiełbasa. Mam nadzieję, że zdążę zrobić. Wszystkie dodatki jak majonez, musztarda i chrzan, również z domowej spiżarni. I właśnie tym ostatnim przepisem podzielę się z Wami.


Domowy chrzan
Potrzebne będą:
  • duży korzeń chrzanu
  • 1/2 szklanki jogurtu greckiego
  • 2-3 łyżeczki soku z cytryny
  • sól
  • cukier

Chrzan obierany i ścieramy na drobnych oczkach tarki. Jeżeli mamy mocny blender, można go zmiksować. Do chrzanu od razu dodajemy sok z cytryny, żeby nie ściemniał. Następnie dokładamy jogurt i doprawiamy solą i odrobiną cukry. Wszystko ze sobą mieszamy, przekładamy do słoika.
Mocno ostry i świrujący w nosie. Nie dziwne, że ma swoje medyczne zastosowanie. Myślę, że warto utrzeć własny chrzan, zawsze wzmocnimy swoją odporność, a satysfakcja gwarantowana
Ściskam Ilona ♥

poniedziałek, 9 marca 2015

Granola czekoladowa

granola czekoladowa, granola, musli, śniadanie, przekąska, kuchnia ilony, granola przepis
Musiało to nastąpić. Połączenie dwóch moich miłości, czekolady i granoli od której ostatnio jestem uzależniona. To niesamowite jak jedno pięknie brzmiące słowo granola i jej rzeczywista postać może występować w tylu wersjach. Granola jest słowem angielskim, ale swoje korzenie ma w słonecznej Italii (mam chyba obsesję, haha). Nie będę się rozpisywała, podzielę się przepisem.
Jednym ze składników jest karob - melasa z drzewa świętojańskiego. To cudowne dobro z firmy Bakra-zdrowie płynące z natury i jak sama nazwa wskazuje jest to składnik bardzo bogaty we wszelakie dobra o których już wkrótce powiem więcej. 


Granola czekoladowa
  • 3 szklanki płatków owsianych (nie błyskawicznych)
  • 1/2 szklanki rodzynek
  • 150 gram czekolady gorzkiej (70%)
  • 1/2 szklanki orzechów ziemnych (niesolonych) 
  • 3 łyżki masła
  • 2 łyżki kakao
  • 1 szklanka musu z wiśni ( lub dżem)
  • 1/2 szklanki karobu melasy z chleba świętojańskiego Bakra
  • 1 łyżka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki soli himalajskiej (drobnej)
Do miski wrzucamy płatki, posiekane orzeszki ziemne, kakao, mus wiśniowy oraz 50 g drobno posiekanej czekolady . Pozostałe 100g rozpuszczamy z masłem, następnie mieszamy z melasą. Całość wlewamy do płatków, posypujemy cynamonem, solą i dokładnie mieszamy, aby płatki całe były oblepione musem i czekoladą. 
Blachę wykładamy papierem do pieczenia usypujemy płatki i wstawiamy na około 50 minut do piekarnika nagrzanego do 150 stopni. W połowie pieczenia mieszamy, że się nie przypaliły.
Do gotowej granoli dokładamy rodzynki, mieszamy i odstawiamy do ostygnięcia.
Wystudzoną granolę przekładamy do słoika i szczelnie zamykamy. 

Cudowne połączenie, prawda :) Bardzo jestem ciekawa, czy też robicie granolę w domu. Naprawdę warto, a skoro przekonałam do niej moją siostrę, znaczy, że taka domowa jak najsmaczniejsza i najprostsza na świecie. Na blogu są też inne przepisy na to pyszne śniadanie, np. granola ze śliwką i daktylami.
Cieszcie się jej smakiem razem ze mną na śniadanie.
Ściskam 
Ilona ♥

środa, 4 marca 2015

Krem krówkowy

krem krówkowy, kuchnia ilony, smarowidło, kajmak, tofi, dodatki do ciasta



Ten kto mnie zna, wie, że słodyczowa nie jestem. Zdecydowanie wolę zjeść jakieś wytrawne doskonałości tort,chyba, że czekoladowy z orzechami. Ale prawda jest taka, że na co dzień zajadam na deser sałatki.
Jednak Kiedy Tosia pokazała na łamach swojego bloga ten krem.... wstałam z fotela mimo późnej pory i zaczęłam robić. Według zaleceń autorki, na noc wkładamy do lodówki, cóż... Niewiele do lodówki trafiło. Ale przyznać muszę, że następnym razem (czyt: jutro) wstrzymam się i zacznę się nim delektować na drugi dzień. Rzeczywiście jest smaczniejszy.
Nie będę przeciągała, musicie ten krem wypróbować. Szczególnie polubią go fani popularnych cukierków Werther's Original.
I tak jak uwielbiam przepisy modernizować, robić "po swojemu", tak sugeruję trzymać się przepisu.


Krem krówkowy
Potrzebne będą: 

  • 70g cukru
  • 2 łyżki wody
  • 200 ml śmietanki kremówki
  • 50 ml mleka
  • 100g białej czekolady
  • 1/2 łyżeczki soli

W rondlu podgrzewamy śmietankę kremówkę, mleko z połamaną czekoladą i solą. Czasami mieszamy likwidując grudki. Kiedy czekolada się rozpuści, odstawiamy.
Cukier z 2 łyżkami wody wsypujemy do dużego garnka, podgrzewamy, aż cukier się skarmelizuje i zacznie brązowieć. Podczas rozpuszczania i karmelizowania się cukru nie wolno mieszać, można poruszać garnkiem, żeby się nie przypalił. Następnie, ściągamy karmel z ognia i delikatnie wlewamy połowę kremówki z czekoladą. Należy uważać, żeby nie wykipiało i żeby się nie poparzyć. Stawiamy na ogniu, wlewamy pozostałą część, mieszamy i gotujemy jeszcze około 10 minut. W tym czasie krem zacznie gęstnieć.
Gotowy przelewamy do słoiczka i odstawiamy do ostygnięcia. Następnie wkładamy na noc do lodówki. 

Ten krem niestety znika zanim stężeje w lodówce. Potwornie uzależnia. Smakuje doskonale na grzankach, Tosia proponuje posypać płatkami kukurydzianymi - poleciałam po nie do sklepu, rzeczywiście, super pomysł.
Krem na stałe zagości w mojej lodówce. Następnym krokiem będzie połączenie go z moim kochanym masłem orzechowym, potem eksperyment z czarną czekoladą i z całą pewnością ozdobi babeczki na urodzinach mojego synka już w piątek, więc muszę przygotować kolejną porcję. 
Krem super smakuje z grillowanym ananasem.

A teraz słodko pozdrawiam i zachęcam do przygotowania kremu.
Ściskam
Ilona ♥
Ps. Upiekłam do tego kremu niesamowity chleb na bazie dzikiej lawendy, wkrótce podzielę się przepisem.

wtorek, 3 marca 2015

Makaron paprykowo-ziołowy

makaron domowy, makaron paprykowo ziołowy, kuchnia ilony, recipes, pasta, kuchnia włoska



Kolejny smak, który wpadł mi do głowy. Maszynka podarowana przez Gwiazdorka była cudownym pomysłem. Choć z drugiej strony, nic innego nie robię, tylko kręcę makarony. A żeby mąż nie wystawił mnie razem z maszynką za drzwi, staram się zmieniać smaki. Dzisiaj na czerwono. Smaczny i zdecydowanie inny, niż jedzone przeze mnie do tej pory. 


Makaron paprykowo-ziołowy
Potrzebne będą:
  • 500 g mąki pszennej
  • 5 jaj od szczęśliwych kurek
  • 1 łyżka oliwy
  • 1/2 łyżeczki czarnej soli
  • 1 łyżka cząbru
  • 1 łyżka suszonej natki pietruszki
  • 1 łyżka słodkiej papryki grys
  • 1 łyżka papryki wędzonej
Wszystkie składniki włóż do miski i zagniataj ciasto, aż będzie elastyczne i delikatnie pomarańczowe. Następnie uformuj kulę, włóż do woreczka i odstaw na około 30 minut, żeby ciasto odpoczęło.
Po tym czasie podziel na części i każdą z nich rozwałkuj na placki grubości około 1 mm.
Jeżeli posiadasz maszynkę do makaronu, przepuszczaj ciasto, aż do uzyskania odpowiedniej grubości. Następnie rozwałkowane ciasto pokrój w cieniutkie paseczki, szerokości około 1 mm, nitki.
Rozłóż, aby podeschły.
Jeżeli chcesz użyć wszystkich, ugotuj w bardzo dużej ilości osolonej wody (patrz: moja rada). Gotuj około 3-4 minuty, aż będzie al dente.
Moja rada:
* Polecana proporcja gotowania makaronu: 100 g makaronu : 1 litr wody : 1 łyżeczka soli.
* Używając maszynki do makaronu proponuję nie przekraczać grubości oznaczonej numerem 3, ponieważ suszone zioła mogą rozrywać ciasto.

Też robicie makarony w domu? Zachęcam. A jeżeli nie chce Wam się za często robić, można raz, większą partię i wysuszyć. Dobrze przechowany wytrzymuje nawet pół roku.

Ilona ♥

sobota, 28 lutego 2015

Granola śliwkowo daktylowa


granola śliwkowo daktylowa, granola, musli, śniadanie, przekąska, kuchnia ilony, granola przepis

A u mnie kolejny smak pysznej domowej granoli. Uwielbiam ją, a szczególnie mnie cieszy, że swoją miłością zaraziłam moją siostrę, synka oraz męża. Sami teraz rozumiecie, że tego smakołyku w mojej kuchni nie może zabraknąć. Szykuję różne smaki, granolę czekoladową, granolę na bogato, często też robię granolę zwaną "przegląd szafek", oznacza to nic innego jak wrzucanie resztek ziaren, orzechów czy owoców suszonych jakie pozostały i do niczego nie pasują. Za mało by dodać samodzielnie, ale raz tworzą porcję odpowiednią do granoli :) 
W komponowaniu tej pysznej mieszanki mamy dowolność, ale ja dzisiaj podzielę się przepisem na granolę śliwkowo daktylową.



Granola śliwkowo daktylowa
Potrzebne będą:

  • 3 szklanki płatków owsianych (niebłyskawicznych)
  • 1 szklanka śliwek wędzonych
  • 1 szklanka suszonych daktyli
  • 1/3 szklanki rodzynek
  • 1/4 szklanki nasion sezamu
  • 1/4 szklanki melasy z karobu
  • 3 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
  • 3-4 łyżki syropu klonowego
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
  • 3/4 szklanki musu jabłkowego
  • szczypta soli
Do miski wrzucamy płatki owsiane dokładamy nasiona sezamu, melasę z karobu, kardamon, sól, syrop klonowy oraz mus jabłkowy. Delikatni i dokładnie mieszamy aby mokre składniki i przyprawa dokładnie obtoczyły płatki. Następnie wykładamy na blachę z papierem do pieczenia i wstawimy na około 50 minut do piekarnika nagrzanego do 150 stopni C. 
W połowie pieczenia warto przemieszać płatki, żeby się nie przypaliły.
Gotowe płatki odkładamy do ostygnięcia. W tym czasie śliwki i daktyle siekamy na kawałki i dokładamy do upieczonej granoli wraz z rodzynkami. Mieszamy i wystudzoną wkładamy do słoika szczelnie zamykając.

Pyszne śniadanie gotowe.
Polecam szykowanie własnej granoli, ponieważ jest smaczna, pożywna a do tego można z nij wyczarować fantastyczne ciasta, batony lub desery.
Ściskam 
Ilona ♥

środa, 25 lutego 2015

Sos barbecue - BBQ 1

sos barbecue, sos BBQ, sos domowy, domowy keczup, kuchnia ilony, domowy berbecue, dodatki do burgera,

Mój mąż uwielbia ten sos, ja nigdy za nim nie szalałam, dopóki nie spróbowałam tego jedynego w gdańskiej restauracji. Zakochałam się. Oczywiście musiałam zacząć kombinować i tworzyć choć odrobinę przypominający ten z restauracji. Niestety nie uzyskałam tego samego smaku, a ponieważ sos mój wyszedł bardzo smaczny postanowiłam podzielić się moją recepturą. BBQ 1, tak... będę eksperymentowała dalej i każdym z nich będę się dzieliła, dlatego postanowiłam je ponumerować:)
To mój pierwszy, bardzo gęsty i smaczny.


Sos barbecue - BBQ 1
Potrzebne będą:
  • 1 czerwona cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki papryki słodkiej
  • 1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
  • 2 śliwki wędzone
  • 2 łyżeczki brązowego cukru
  • 2 łyżki melasy z karobu
  • 2 łyżki musztardy
  • 4 łyżki keczupu
  • 7 łyżek octu balsamicznego z syropem figowym
  • 2-3 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
Cebulę i czosnek drobno siekamy i podsmażamy na oleju w małym rondelku. Następnie dokładamy paprykę, pieprz i cukier mieszamy i wrzucamy pozostałe składniki. Całość gotujemy około 15-20 minut mieszając i uważając, aby się nie przypalił. Po czasie odstawiamy, a gdy przestygnie miksujemy na gładko.

Już wiem jakie dodatki będą w innej wersji tego sosu, aby uzyskać bardziej wędzony smak.
Tym czasem idę przygotować burgery o które poprosił mój mąż do sosu :)
Ściskam
Ilona ♥