Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 sierpnia 2015

Małże w białym winie




Co tu dużo mówić. Małże kojarzą się wszystkim z odrobiną luksusu, nie do przeskoczenia w domowym zaciszu. Choć osobiście  jestem zwolennikiem owoców morza świeżych, czyli w kraju, w którym są łowione, zbierane jak homar,  o którym Wam już opowiadałam, tak od czasu do czasu pozwalam sobie na małe szaleństwo w domu. W takiej sytuacji, staram się zachować maksimum kulinarnego bezpieczeństwa. Dokładnie sprawdzam i brutalnie poddaję odpowiedniej selekcji. W przypadku zakupionych tu owoców morza sporą część wywaliłam, cóż. Zróbcie to samo, zaraz potem przygotujcie je w winie i delektujcie się.


Małże w białym winie
Potrzebne będą:

  • 1 kg świeżych małży
  • 200 ml białego wina wytrawnego**
  • 4 szalotki
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 pęczka świeżego koperku
  • 30 g masła
  • pieprz świeżo mielony
  • sól

Małże dokładnie czyścimy (patrz moje rady poniżej), odkładamy. W garnku z grubym dnem rozpuszczamy masło, od razu wrzucamy na nie posiekaną szalotkę oraz czosnek pokrojony w kosteczkę. Przyprawiamy solą i pieprzem, chwilę podsmażamy. Uwaga, żeby nie przypalić bo danie wyjdzie gorzkie. Po chwili smażenia wrzucamy małże zalewamy białym winem i całość dusimy pod przykryciem około 5 minut. Danie będzie gotowe, kiedy wszystkie małże się otworzą. Gotowe ściągamy z ognia, posypujemy drobno posiekanym koperkiem.
Podajemy na przykład z chlebem kukurydzianym i kieliszkiem dobrego białego wina.

Moje rady:
** Do gotowania, duszenia małży używamy dobrego wina, najlepiej tego samego, z którym będziemy serwowali danie.
** Czyszczenie i selekcja małży jest bardzo ważna.
Muszle należy dobrze wyszorować z wszelkich narośli włókien. Możemy szorować gąbeczką lub całość zeskrobać nożykiem. Robimy to pod bieżącą wodą pamiętając, żeby nie była gorąca,  bo możemy nasze małże za szybko ugotować ;)
Wszystkie muszle powinny być zamknięte przed obróbką. Jeżeli znajdzie się jakaś otwarta, należy nią postukać w blat, jeżeli się zamknie, dobrze, jeżeli pozostanie otwarta, należy ją koniecznie wyrzucić. To samo robimy z uszkodzonymi, połamanymi itp. Jeżeli po duszeniu małży pozostanie jakaś zamknięta, należy ją również wyrzucić. Nie jemy takich małży ponieważ możemy się zatruć.

Musicie wypróbować ten przepis. Jest banalnie prosty, co z pewnością wpłynęło na jego ogromną popularność i jest niesamowity. Czasami warto pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa i to bez szczególnej okazji.
Smacznego
Ściskam Ilona ♥



niedziela, 12 kwietnia 2015

Bułki z czarnuszką

bułki z czarnuszką, czarnuszka, pieczywo, bułki, bułeczki, śniadanie, domowa piekarnia, kuchnia ilony, czarnuszka, pieczywo pszenne,



Pieczywo domowe wprost uwielbiam. Przygotowanie bułeczek nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Ciasto to 10 minut, podczas wyrastania mini wyścigi z dzieckiem i tak dalej. Jak sobie przypomnę, jakie tabu stanowiły dla mnie drożdże śmieję się i stukam w głowę, hih.
Mój mąż właśnie wybiera się w delegację, więc świeże bułeczki z pysznym domowym schabem i świeżo utartym chrzanem będą doskonałe. 


Bułki pszenne z czarnuszką
Potrzebne będą:
  • 550 g mąki pszennej
  • 3 łyżeczki czarnuszki mielonej
  • 2 łyżeczki czarnuszki w ziarnach
  • 20 g drożdży świeżych
  • 250 ml mleka
  • 120 ml wody
  • 2 łyżeczki cukru
  • 1 jajko od szczęśliwej kurki
  • 50 g oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
Mleko i wodę delikatnie podgrzewamy. Powinny mieć temperaturę pokojową. wlewamy do miski, dokładamy drożdże, cukier i 3 łyżki mąki. Mieszamy i odstawiamy, aż drożdże urosną.
Następnie dokładamy jajko, olej łączymy i wsypujemy połowę mąki i czarnuszkę. Mieszamy i dosypujemy pozostałą mąkę. Ciasto zagniatamy, powinno być jednolite i elastyczne. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia.
Kiedy ciasto podwoi swoją objętość, zagniatamy ponownie przez chwilę i dzielmy na 15 części. Formujemy kulki i układamy na blasze pozostawiając spore odległości między nimi*. Przykrywamy ściereczką i ponownie odkładamy w ciepłe miejsce, żeby bułeczki urosły.
Gotowe ciasto wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C i pieczemy około 25 minut.
Bułeczki powinny się ładnie zarumienić.
Wyciągamy i studzimy na kratce.

Moja rada:
* Do tej ilości bułeczek używam dwie blachy, które są elementem piekarnika. Kiedy ułożymy bułki zbyt blisko, po wyrośnięciu mocno się posklejają.

Muszę powiedzieć, że te bułeczki uwielbiam. Czarnuszka dodaje subtelnego smaku i wzbogaca troszeczkę nasze pszenne pieczywo. A jak wszystkim wiadomo czarnuszka cudownym nasionkiem jest, który posiada między innymi właściwości antyzapalne, antynowotworowe i niesamowicie chroni nasz organizm. Może przygotuję jakiś materiał o czarnuszce. Używam jej sporo i prawie do wszystkiego i strasznie polubiłam jej smak. A warto. W jej towarzystwie nawet mąka pszenna uznana za zło, zyskuje sporo. Ps. Z niej uwielbiam najbardziej pieczywo i inne wypieki, za co Pani dietetyk mnie pogryzie :) Cóż... nigdy nie mówiłam, że jestem doskonała, za to mam dobry gust i smak, hihi *żarcik :)
Tym czasem, życzę Wam miłego dnia i znalezienia czasu na małe wypieki.

Ściskam Ilona ♥

niedziela, 15 marca 2015

Chleb na dzikiej lawendzie

Dzika lawenda, chleb domowy, chleb z rodzynkami, Bakra zdrowie płynące z natury,chleb na drożdżach, kuchnia ilony,



Jakiś czas temu nawiązałam super współpracę z firmą Bakra-zdrowie płynące z natury. Ten kto mnie zna, wie, że sporo się u mnie zmieniło. Menu codzienne doznało przemiany, plan dnia stanął na głowie. Zaczynam wracać do życia i muszę powiedzieć, że takiej zmiany życzę każdemu. Więcej na ten temat zdradzę później, ale już dzisiaj uchylam rąbka tajemnicy.
Upiekłam chleb na bazie wywaru z dzikiej lawendy. I choć sama lawenda strasznie mi się przejadła, tak zaskoczona byłam dziką odmianą tego kwiatu. Szyszki odpowiednio zaparzone uspakajają, choć na mnie chyba działa to odwrotnie, bo pobudziły niesamowicie, a do tego zainspirowały.
Polecam ten chleb nawet tym, którzy nie przepadają za lawendą.


Chleb na bazie dzikiej lawendy
Potrzebne będą:
  • 250 ml gorącej wody
  • 200 g mąki pszennej
  • 300 g mąki pełnoziarnistej
  • 1/2 szklanki otrębów
  • 25 g świeżych drożdży
  • 1 jajko od szczęśliwej kury
  • 1/4 szklanki rodzynek
  • 6-7 szyszek dzikiej lawendy z firmy Bakara
  • 1/2 łyżeczki soli himalajskiej

Szyszki dzikiej lawendy zalewamy 250 ml gorącej wody, 90 stopni C, przykrywamy talerzykiem i parzymy. Mocny napar studzimy, aż uzyska temperaturę pokojową.
Szykujemy zaczyn. Do miski wrzucamy mąkę pszenną, drożdże i zalewamy wystudzonym naparem lawendowym. Mieszamy, przykrywamy ściereczką lnianą i odstawiamy do wyrośnięcia. Kiedy zaczyn podwoi swoją objętość powoli dokładamy pozostałe składniki, mieszamy, następnie wyrabiamy ciasto. Powinno być elastyczne i jednolite. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Po około 40 minutach ponownie wyrabiamy ciasto i formujemy bochenek. Przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia.
Po około 30 minutach wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni i pieczemy 50 minut. Skórka musi być dobrze rumiana, a gdy pukniemy w spód chleba powinien wydać pusty dźwięk. 

Mówię Wam, pieczenie chleba wciągnęło mnie na dobre. Teraz obmyślam kolejny pomysł dla firmy Bakra. Już wkrótce będziecie mogli je wszystkie zobaczyć w  jednym miejscu. Mam nadzieję, że efekty Naszej współpracy przypadną Wam do gustu i też pomyślicie nad taką zmianą :)
Tym czasem
Ściskam 
Ilona


czwartek, 19 lutego 2015

Domowe maki sushi

 sushi maki domowe, sushi, kuchnia japońska, kuchnia fusion, kuchnia ilony,



Dzisiaj odrobina mądrości. Uprzedzam, że post będzie dość długi, ale myślę, że zainteresuje Wszystkich amatorów sushi, takich jak ja.
Pamiętacie moje warsztaty Sushi? To nie był mój pierwszy kontakt z tym cudownym daniem. Jak to koleżanka Ewa mawia, sushimy już od jakiegoś czasu :) To prawda. 
Dawno temu kupiłam sobie małą książeczkę o wdzięcznym tytule "SUSHI, ponad 100 wspaniałych przepisów" i choć jakąś wiedzę na ten temat posiadałam, to właśnie z niej nauczyłam się robić doskonały ryż, potem wiedzę wzbogaciłam o mądrość SUSHI Mastera na warsztatach, a potem poszłam na łatwiznę i wynalazłam przyprawę idealną, gotową i smaczną.
Ale spoko, przepis z mojej mądrej książeczki znajdziecie pod hasłem RYŻ NA SUSHI i już czeka na blogu.. 

Na początek jednak, postanowiłam przytoczyć fragment dotyczący samego sushi. Jak słyszę tekst "nie lubię bo surowych ryb nie jadam" to mnie wykręca. Lepiej brzmiałoby "nie znam, więc nie lubię" - to drugi z moich ulubionych tekstów.
więc

"Sushi to coś więcej niż surowa ryba połączona z ryżem. Choć samo słowo sushi oznacza po prostu ryż z dodatkiem octu, jest to jeden z najbardziej eleganckich i stylowych elementów japońskiej sztuki kulinarnej" 

Teraz już każdy, może błysnąć wiedzą, jak usłyszy tekst "surowa ryba, bleeee".

Japońscy mistrzowie uczą się latami, przygotowania tego cudownego dania. Forma podawania, idealnie wyważony smak, dobrane dodatki - tego mogę jedynie zazdrościć, bo nie sądzę, abym jako domorosły sushi Master, dorównała im choć do pięt. Ale mnie to nie zniechęca, moje jest doskonałe, domowe i znika w kilka chwil ze stołu. Zawsze chciałam zrobić mega japońską ucztę (kto mnie zna, wie, że lubię takie spotkania) i kiedyś się zmobilizuję! I z pewnością napiszę o tym :)


Dzisiaj pokażę jak przygotować najbardziej popularny rodzaj, czyli klasyczne maki sushi. Wyglądają fantastycznie, a tak niewiele potrzeba by je zrobić. Na początek odrobina przydatnej wiedzy.
  • Maki sushi, to zwinięty w płatki nori ryż z dodatkami, krojony w niewielkie kawałki.
  • Sushi jemy pałeczkami lub rękami NIE GRYZIEMY wkładamy do buzi na raz, dlatego kawałki nie powinny być  zbyt duże.
  • Sushi kroimy wilgotnym i bardzo ostrym nożem, po każdym użyciu przecieramy wilgotną ściereczką, co ułatwia późniejsze krojenie.
  • Podczas robienia sushi warto mieć miseczkę wody z odrobinką octu do moczenia palców, gdyby ryż za bardzo się kleił.
  • Do zwijania niezbędna jest bambusowa mata, którą można kuć w wielu marketach. Przed użyciem można owinąć folią spożywczą, co ułatwia późniejsze mycie maty.
  • Jeżeli używamy 1-2 składniki, płatki nori przecinamy na pół i kładziemy na macie dłuższym bokiem do siebie. płatek służy jedynie do zwinięcia ryżu i nie powinno być go w środku (efekt ślimaka). Jeżeli macie więcej niż 3 składniki, nie ma potrzeby przecinania płatów. (chyba, że pozostanie ci większa ich ilość jak u mnie, kładziemy pałatki krótszym bokiem, jak pokazałam na zdjęciu.
Myślę, że teraz śmiało można zabrać się za zwijanie. Powodzenia. Dzisiejsza wersja jest z kilku składników, jeżeli boicie się pakować tyle do środka, zacznijcie od 1-2, będzie znacznie łatwiej. 




Maki sushi 
w dzisiejszym przepisie celowo nie podaję ilości składników, ponieważ każdy nakłada i wykonuje według własnych upodobań
Potrzebne będą:
  • ryż na sushi
  • płaty nori
  • pasta wasabi
  • serek philadelphia
  • mango
  • świeży ogórek
  • wędzony łosoś
  • awokado
  • sos sojowy
Płatki nori kładziemy na bambusowej macie gładką stroną do dołu. Zwilżonymi (nie mokrymi!) rękami nakładamy porcję ryżu. Na końcach pozostawiamy pasek wolny (patrz zdjęcie). Na ryż nakładamy palcem bardzo cienki pasek wasabi (uwaga bardzo ostre) oraz pasek serka philadelphia. Następnie układamy równolegle paski awokado, mango, ogórka oraz łososia. 
Pozostawiony pasek nori na przeciwnym boku delikatnie zwilżamy wodą i rozpoczynamy zwijanie maki sushi. Matę podnosimy i zawijamy płaty z ryżem delikatnie ugniatając i nadając mu kształt walca. 
Gotowy rulon układamy na desce łączeniem do dołu i ostrym, wilgotnym nożem, jednym ruchem kroimy na kawałki. 
Podajemy z japońskim sosem sojowym, pastą wasabi oraz (jeżeli ktoś lubi) marynowanym imbirem - osobiście nie cierpię. 

Myślę, że to nie takie trudne. Oczywiście dodatki wedle upodobań, to jeden z moich ulubionych zestawów. Jak tylko zaserwuję rodzince kolejny zestaw japońskiej kuchni, podzielę się z Wami przepisem, a jeżeli będziecie chcieli to przedstawię Was takim ciekawostkom jak chirashi sushi, sashimi czy temaki sushi. Fajnie brzmi, prawda :) a jak smakuje. 
Także piszcie kochani co chcielibyście wypróbować podczas kolejnej wyprawy kulinarnej.
wow, ale to zabrzmiało
Ściskam
Ilona ♥
Ps, Kto przeczytał cały post, haha :)

źródło wiedzy: książka "Sushi, ponad 100 wspaniałych przepisów" 




poniedziałek, 9 lutego 2015

Pizza włoska - klasyka


Międzynarodowy dzień pizzy, pizza na cienkim spodzie, pizza włoska. pizza italiana, klasyczna pizza włoska, pizza, kuchnia ilony,


Dzisiaj, 9 lutego świętujemy Międzynarodowy dzień pizzy. Uwielbiam takie święta, śmiechu przy nich pełno. Swoją drogą, kto wymyśla te wszystkie imprezy. Pewnego dnia, postanowiłam stworzyć KULINARNY KALENDARZ, to taka forma usprawiedliwienia się przed łakomstwem. W końcu święta są zawsze wyjątkami ;)

Dzisiejszy przepis na pizzę jest specjalny. W moim domu rodzinnym jadało się na grubym cieście z szaloną liczbą dodatków. Pizza mojej mamy zawsze będzie w mojej pamięci. Ten przepis na ciasto dostałam od siostry. To właśnie ona przekonała mnie do cienkiego spodu (czasami nawet za cienko robię, ale cóż). Kamila, moja rodzina jest Ci bardzo wdzięczna. Zaś ilość dodatków, wynika już z osobistej fascynacji do kraju matki tego dania.
Zapraszam na moją polską wersję, klasycznej włoskiej pizzy.




Pizza włoska na cienkim cieście
Potrzebne będą:
  • 15 g drożdży świeżych
  • 150 ml wody letniej 
  • 2 szklanki mąki
  • szczypta soli
dodatki:
(celowo nie podaję ilości składników)
  • sos pomidorowy
  • mieszanka startych serów
  • ser mozzarella
  • świeża rukola
  • szynka prosciutto*
Z drożdży, mąki wody i soli wyrabiamy ciasto, przykrywamy i odkładamy do wyrośnięcia na około 30 minut. Następnie, ciasto cienko wałkujemy, gotowe placki przykrywamy ściereczką lnianą i odkładamy ponownie na około 15 minut. Po tym czasie smarujemy sosem pomidorowym i posypujemy startą mieszanką serów. Pieczemy około 20 minut, aż ciasto ładnie się zarumieni. Na gotową, gorącą pizzę rozkładamy szynkę prosciutto, rozerwane kawałki mozzarelli i posypujemy rukolą. 
Moja rada:
* Do pizzy możemy użyć każdego rodzaju szynkę długo dojrzewającą i baaaardzo cienko pokrojoną.

Pizza doskonała, nawet bez dodatkowych sosów. Domowy sos pomidorowy w zupełności wystarcza. I możemy go wykonać o każdej porze dnia, nocy i pory roku. Poza tym, taką pizzę można przygotować, na różne spotkania, imprezy karnawałowe, czy dziecięce bale. 

Powiem tylko tyle. UWIELBIAM!
Ściskam
Ilona ♥




Pyszna pizza

wtorek, 3 lutego 2015

Gofry owsiane

gofry owsiane, owsianka, przepis na gofry, zdrowe gofry,


Ooooo Wy wstrętne kopaczki w tyłek, do Was mówię. Przez to wszystko moja kuchnia zaczyna zmieniać swoje oblicze. Choć nigdy nie jadłam byle czego, to z powodu wymagań, a nie dla zdrowia i innych dziwnych przekonań dietetycznych. Wybredna jestem i  tyle. Lubię smaczną kuchnię i zawsze będę podkreślała, że czasami warto dla zdrowia psychicznego zjeść frytki, hamburgera lub pizzę. Tylko w najlepszym wydaniu! Na szczęście, znam doskonałe miejsca na każdą moją zachciankę i powiem Wam, że mogę długo czekać, więcej zapłacić, ale jestem w pełni usatysfakcjonowana.
Codzienność moja, jest zdrowsza. Sałatki, minimalna ilość tłuszczu i to też zdrowszego, granola, jogurty i takie tam... Za to owsianka, nie przemawia do mnie. Wiem, że to danie ma wiele wartości, mądrości i takie tam, musiałam coś wymyślić. I zrobiłam to. Gofry :) do tego owoce i kapka jogurtu greckiego i posiłek doskonały. Ps. Śmiało go nazywam owsianką w wersji de lux ;)


Gofry owsiane 
Potrzebne będą:
  • 2 szklanki otrębów owsianych 
  • 1 szklanka kefiru domowego*
  • szczypta soli himalajskiej
  • 1 jajko od szczęśliwej kurki
  • 2 łyżki melasy z karobu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżka oliwy z pestek winogron
Otręby przy pomocy blendera miksujemy na mąkę*. Dokładamy pozostałe składniki i wszystko mieszamy. Gofrownicę nagrzewamy, wlewamy porcję masy owsiankowej i zapiekamy do uzyskania złotego koloru..
Gotowe gofry podajemy z tym na co właśnie mamy ochotę.

Moja rada:
* Mąka z otrębów nie musi być zmielona na pył. Małe drobinki w niczym nie będą przeszkadzały.
* Jeżeli nie macie domowego kefiru z grzybków tybetańskich, może być kupny, byle bez zbędnych dodatków.

Takie gofry z pewnością uzupełnią wszelakie ubytki niezbędnego dobra w naszym organizmie. A do tego można zjadać bez większych wyrzutów sumienia. Co powiecie na taką propozycję? 
Mam nadzieję, że wypróbujecie owsianki DE LUX i podzielicie się opinią.
Ps. Moje dziecko je uwielbia, więc wpisuję te gofry na listę Kuchni Malucha.
Ściskam
Ilona ♥



sobota, 10 stycznia 2015

Pasztet inspirowany foie gras

foie gras, pasztet z wątróbek, smarowidło, pasztet domowy


Czy masz kulinarne grzechy, do których nie przyznajesz się głośno, bo wstyd, bo ludzie na stosie Cię spalą. Bo nie chcesz swojego idealnego wizerunku popsuć, bo chcesz świecić przykładem, więc tej skazy nie może światło dzienne ujrzeć?? Długo zastanawiałam się nad tym, czy napisać, chyba rok... ale co tam raz kozie śmierć. Kochani mam na imię Ilona i kocham foie gras.
To chyba najbardziej popularny smak Francji oraz jedna z bardziej kontrowersyjnych potraw. Uwielbiam.
Jest niewiele dań, które budzą tak skrajne emocje jak foie gras. Otłuszczona wątróbka gęsia jest rarytasem od starożytności, tyle, że w tamtym okresie karmiono je figami, do czego zainspirowała ich sama natura. Skrzydlaci emigranci zajadali się na maksa przed odlotem, chomikując w ten sposób pożywienie przed długaśną podróżą. I tak oto tłuściutka gąska, ze swoją wątróbką tułała się po świecie.
We Francji, bo tam jest ono najsłynniejsze, foie gras uzyskało miano gastronomicznego dobra kraju.

Jest wiele materiałów na ten temat, można sobie poczytać. 
Moje oryginalne, francuskie, dostałam w prezencie od francuskich przyjaciół i się zakochałam. Zaczęłam szukać, czytać i tak oto podłapałam wyrzuty sumienia, ale ten smak....
Szukałam dalej i znalazłam kilka przepisów, na nasze polskie, bez okrucieństwa i smaczne (choć do oryginału sporo mu brakuje).

Przyznam, że jako pasztet jest wręcz idealny, zajadałam łyżeczką jeszcze ciepłe jak dzikus, ale cały czas zastanawiam się, czy nazwałabym go foie gras... chyba nie do końca?? Jak wypróbujecie, a musicie koniecznie, napiszcie co o tym sądzicie. Bardzo jestem ciekawa...
Trochę się rozpisałam, więc czas na przepis.

Pasztet inspirowany foie gras
Potrzebne będą:
  • 1/2 kg kurzych wątróbek
  • 10 łyżek masła
  • 2 duże drobno posiekane cebule
  • 1 ząbek czosnku
  • około 100 ml śmietany kremówki
  • 1 łyżeczka soli himalajskiej 
  • 1/2 łyżeczki pieprzu świeżo mielonego
Na małej patelni podsmażamy cebulę na 2-3 łyżkach masła, tak aby była szklista. Następnie zalewamy ją śmietaną kremówką, dokładamy zmiażdżony czosnek i dusimy kilka minut pod przykryciem od czasu do czasu mieszając lub poruszając patelnią. Kiedy cebula wchłonie większość śmietany odstawiamy na bok aby ostygła, wcześniej dokładając pozostałe masło.
Oczyszczone wątróbki wrzucić do blendera, dołożyć wystudzony sos cebulowy, sól, pieprz i zmiksować na gładką masę.
Piekarnik nagrzewamy do 150 stopni C. Masę przelewamy do małych foremek na wysokość około 4 cm ustawić na blasze zalanej wodą, przykryć folią aluminiową i piec w kąpieli wodnej około 50-60 minut. Odstawiamy do wystudzenia, podajemy w temperaturze pokojowej.
Moja rada:
W oryginale podany czas pieczenia to 30 minut. Ja sprawdzałam patyczkiem i piekłam około 50 minut.

To prawdziwy rarytas. Musicie sprawdzić przepis. Polecam i życzę miłego dnia.
Ten pasztecik doskonały z powodzeniem można podać w czasie świąt lub jako przekąskę na grzance podczas karnawałowego przyjęcia. U mnie  schodzi w tempie ekspresowym. A moje dziecię... Pasztet z powodzeniem mogę dodać jako kolejną pozycję w Kuchni Malucha. Mój syn jest tego dowodem.
Ściskam 
Ilona ♥





sobota, 25 października 2014

Domowy makaron czekoladowy


domowy makaron czekoladowy, czekolada, makaron, światowy dzień makaronu, domowy makaron,


25 października, Światowy Dzień Makaronu. Uwielbiam wszelakie smaki, kształty, z sosami, bez... nie dziwne, że robię ich sporo. Rozmawiałam z koleżanką, która jest równie zapaloną makaroniarą, może nawet bardziej i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego jeszcze nie podzieliłam się przepisem domowym. Przy okazji tak pięknego święta ;) postanowiłam zrobić coś innego niż do tej pory. Zwyczajnie robię wytrawnie, ale tym razem poleciałam słodyczą, a do niego podałam doskonały sos pomarańczowo miętowy (ale to innym razem).
Nie przeciągając, przepis i obietnica poprawy. A jak kupię maszynkę i zbuduję stojak z całą pewnością będzie ich znacznie więcej.


Domowy makaron czekoladowy
Potrzebne będą:
  • 400 g mąki
  • 4 jaja
  • 2 łyżki dobrej jakości kakao
  • 50 g rozpuszczonej czekolady 70%
Wszystkie produkty wrzucamy do miski i wyrabiamy ciasto. Zagniatamy, aż ciasto będzie jednolite i elastyczne. Następnie dzielimy ciasto i wałkujemy na bardzo cienki placek. Można delikatnie podsypać mąką. Gotowy odkładamy na 10-15 minut, aż delikatnie przeschnie. Tak przygotowane ciasto zwijamy w rulon i tniemy na paski około 1 cm szerokości. rozkładamy, przesuszamy.
Moja rada:
Makaron gotujemy w dużej ilości dobrze osolonej wody. Pamiętajmy, że do ciasta nie została dodana. Ja stosuję proporcję 1 litr wody / 1 łyżeczka soli / 100 g makaronu.
Rada od koleżanki Basi: Makaron świeży trzymamy w lodówce około 3 dni, dobrze wysuszony w papierowej lub lnianej torbie około pół roku.

Dziękuję Basiu, dzięki tej radzie Makaron będzie się mnożył :)
Mam nadzieję, że zachęcę Was do przyszykowania własnego makaronu. Przyznaję, że wałkowanie to dla mnie kara (chyba, że muszę się odstresować), ale warto się pomęczyć lub kupić maszynkę <3 I taki właśnie mam plan.
Ściskam
Ilona ♥

czwartek, 16 października 2014

Tarta serowa z jarmużem

tarta serowa, wytrawne wypieki, ser, tarta, piknik



Tak wiem, zdrowie, zero tłuszczu, kalorie na minusie, a do tego 36 godzin sportu na dobę. Ale uwielbiam wieczory przy lampce wina z deską niebiańskich serów z dodatkami w postaci kaparów czy oliwek... 
Taką namiastką serowej uczty jest moja tarta. A dodatek jarmużu, to taki zdrowy akcent :) Mała ściema, żeby zagłuszyć ten irytujący głosik w głowie Jarmuż to również smaczna zieleninka. Osobiście uwielbiam jarmużowe chipsy. 
A teraz pyszna tarta.


Tarta serowa z jarmużem
Potrzebne będą:
kruche ciasto:
  • 1 szklanka mąki pszennej typ 650
  • 1/2 szklanki mąki krupczatki
  • 120 g zimnego masła
  • 2 łyżki cukru
  • szczypta soli
  • 2 łyżki śmietany 16%
masa serowa:
  • 2 jajka
  • szklanka posiekanego jarmużu
  • około 400 g startego sera (różne gatunki)
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
Mąkę  pszenną, mąkę krupczatkę, sól i cukier rozcieramy z masłem, tak aby wyglądało jak mokry piasek. Na koniec dodajemy śmietanę, wyrabiamy ciasto. Lepimy z niego kulę i wkładamy do lodówki na około godzinę. Po wymaganym czasie wyciągamy ciasto wałkujemy na placek około 1-1,5 cm grubości, wkładamy do formy wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą, nakłuwamy widelcem całą powierzchnię, aby powietrze uchodziło i ciasto nie podnosiło się podczas pieczenia. Pieczemy około 30 minut w 180 stopniach C, do czasu aż ciasto się delikatnie zarumieni i nie będzie surowe. Pamiętajmy, że będzie jeszcze pieczone. Odstawiamy do ostygnięcia.
Do miseczki z serem dokładamy rozmącone jajka, posiekany jarmuż i doprawiamy do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Dokładnie mieszamy i wlewamy na upieczone wstępnie kruche ciasto. Temperaturę w piekarniku podnosimy do 190 stopni i zapiekamy całość około 10—15 minut.  Tarta smakuje doskonale zarówno ciepła jak i zimna.

Bardzo jestem ciekawa, czy Wam również zasmakuje serowa uczta.
Ściskam 
Ilona ♥

wtorek, 14 października 2014

Bułeczki drożdżowe



Z cyklu DOMOWA PIEKARNIA, który w moim domu cieszy się sporym uznaniem przedstawiam drożdżowe bułeczki. Owy przepis w moim zeszycie jest od lat, dostałam go od mojej mamy i przyznam, że jakoś musiałam dojrzeć do pieczenia.
Zaczęłam się uczyć. Słuchałam mądrzejszych i z większym doświadczeniem, czytałam blogi specjalizujące się w wypiekach. Oglądałam także programy kulinarne, w których o chlebie, czy bułkach mówiono. Często zdarzało mi się usłyszeć kilka składników i na tej podstawie tworzyłam przepis, sprawdzałam go i cieszyłam się jak małe dziecko, kiedy się udało. Tak właśnie było z chlebem żytnim na piwie, z piwną skorupką :)
Dzisiaj proste i bardzo smaczne bułeczki.



Bułeczki drożdżowe
Potrzebne będą:
zaczyn:
  • 5 dag drożdży świeżych
  • 1 szklanka mleka
  • 1 łyżka cukru
  • 3 czubate łyżki mąki

ciasto:
  • 1/2 kg mąki
  • 2 jajka
  • 1/2 kostki margaryny
  • sól
  • zaczyn

Składniki na zaczyn rozrabiamy w małej miseczce i pozostawiamy do podwojenia objętości.
Do dużej miski wsypujemy mąkę, dodajemy jajka, margarynę i sól, całość ugniatamy, na końcu wlewając gotowy zaczyn.
Dokładnie mieszamy i formujemy bułeczki, układając na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawiamy na pół godziny przykrywając lnianą ściereczką.
Po tym czasie wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i pieczemy około 15-20 minut, aż się zarumienią.

I jak myślicie, zarażę Was moją DOMOWĄ PIEKARNIĄ?? Bardzo bym chciała
Tym czasem ściskam
Ilona ♥

piątek, 19 września 2014

Szkockie jaja




Nie wiem jak Wy, ale ja, oglądając ciekawy program kulinarny, potrafię zapisać przepis na wszystkim. Czasami są to naprawdę dziwne rzeczy, ale cóż... Ostatnio robiąc w moich karteluszkach porządek natknęłam się na jaja szkockie. Wszystko miałam, więc nie musiałam się zastanawiać. I choć szkockie jaja oryginalnie podaje się najczęściej na śniadanie lub lunch, ja ugotowałam ryż i podałam na obiadokolację. Smaczne...



Jaja szkockie
Potrzebne będą:
  • 0,5 kg mięsa mielonego wieprzowego, choć najlepiej białą, surową kiełbasę
  • 8 jaj od szczęśliwych kurek
  • 1 jajo do mięsa mielonego
  • 1 łyżeczka posiekanego świeżego tymianku
  • 1 łyżeczki posiekanej natki pietruszki
  • 1 łyżeczka musztardy
  • 1 łyżeczka papryki słodkiej grys
  • szczypta czosnku mielonego
  • pieprz świeżo mielony
  • sól himalajska
  • ziołowa bułka tarta do obtoczenia mięsa
  • mąka pszenna do obtoczenia jaja
Jaja wkładamy do rondelka z zimną wodą i gotujemy, od momentu zagotowania się wody, gotujemy jeszcze 2,5 minuty (chyba że wolimy jajo na twardo, to 5 minut). Gotowe zalewamy zimną wodą, żeby przestały się gotować i delikatnie ściągamy skorupkę, odstawiamy.
Mięso mielone, doprawiamy i mieszamy dokładnie z 1 jajem surowym. Jeżeli mięso jest zbyt luźne, można dosypać odrobinę bułki tartej.
Ugotowane jaja obtaczamy w mące, następnie szczelnie obkładamy mięsem mielonym i obtaczamy w ziołowej bułce tartej.
Smażymy na głębokim oleju, aby ładnie się zarumieniły. Gotowe kładziemy na ręczniku papierowym.

Są bardzo ciekawą alternatywą pieczeni rzymskiej. Musicie koniecznie je wypróbować. Takie szkockie jaja, można podać na przykład jako obiad do pieczonych ziemniaków, jako danie na sylwestra, można też zabrać na piknik latem, tylko w tym przypadku proponuję ugotować jajo na twardo. Co o tym myślicie?
Ilona ♥

poniedziałek, 8 września 2014

Sałatka z czarnej soczewicy z ananasem i papryką marynowaną

sałatka z czarnej soczewicy, papryki i ananasa, sałatki, czarna soczewica, zdrowe dania



I oto kolejna wariacja z czarną soczewicą. Prosta, ale nasycona smakami. Czytelnicy magazynu pewnie już ją znają, ale czas najwyższy, żeby znalazła się na blogu. Sałatka jest bardzo soczysta, świetnie pasuje jako dodatek, ale także jako posiłek sam w sobie. Zapraszam.


Sałatka z czarnej soczewicy
z ananasem i papryką marynowaną

Składniki:
  • 1 szklanka ugotowanej czarnej soczewicy
  • 3-4 krążki ananasa w syropie
  • 2 duże marynowane papryki
  • natka pietruszki
  • 8-9 dużych listków bazylii 
Dressing do sałatki
  • 2 łyżki musztardy francuskiej
  • 5 łyżek soku z ananasa 
Ugotowaną soczewicę wrzucamy do miski, dokładamy pokrojonego na kawałki ananasa oraz paprykę. Kawałki nie mogą być zbyt małe. 
Następnie dokładamy posiekaną całą natkę pietruszki oraz liście bazylii.
Robimy dressing.
Musztardę zalewamy sokiem ananasa z puszki i bardzo dokładnie mieszamy.  Odstawiamy na około 10 minut, żeby smaki  się połączyły i wlewamy do sałatki delikatnie łącząc wszystkie składniki.

Smacznego.

Mam nadzieję, że ta propozycja spodobała Wam się. Jadacie czarną soczewicę? Jeżeli tak, przypominam o mojej poprzedniej sałatce z czarnej soczewicy i marynowanego buraka, równie smaczna. Ciekawa jestem, jakie odsłony tego smakołyka serwujecie w swojej kuchni.
Ściskam 
Ilona♥

sobota, 23 sierpnia 2014

Sałatka z ziarnem amarantusa

sałatka z ziaren amarantusa, amarantus, szkarłat wyniosły, sałatka, śniadanie, zdrowe danie, bez glutenu, kolacja,


Monia, to taki mój "motywator" :) Mam ich wielu (na szczęście dla mnie), ale Ona jest inna :) Jeśli mogę tak powiedzieć. Kupuje sobie jakieś smakołyki, potem przychodzi do mnie z informacją, że mi też kupiła i mam coś wymyślić, a ona będzie robiła. Super prawda ♥ Pamiętacie mój przepis z sałatką z czarnej soczewicy? to też Ona. Mam jeszcze kilka smakołyków z tym soczewicowym kawiorem, ale wszystko w swoim czasie. Dzisiaj prezentuję amarantus,  to śliczna roślina zwana również szarłatem wyniosłym. Jest bardzo zdrowy na cholesterol, serducho, krążenie i jest świetny dla osób uczulonych na gluten. Ma sporo witaminek, błonnika ;) , magnezu, wapnia i innych dobrodziejstw, tą mądrość posiadłam z Wikipedii na którą możecie zerknąć i poczytać na ten temat.
Ja zajmę się przepisem i smakiem. Muszę przyznać, że jest lekko zaskakujący dla mnie i trudny do określenia. Poza tym, co mnie zaskoczyło, po ugotowaniu ziaren myślałam, że będę miała fajne kuleczki, a tu kleik się zrobił. Hmmm... co z tym zrobić, ale jak połączyłam z tym i tamtym, wyszła obłędna sałatka, którą polecam.
Z amarantusowymi ziarnami i ekspandownym jeszcze się spotkacie, na chwilę obecną wymyślam :) 
Monia, sałatkę dedykuję Tobie.


Sałatka z ziarnem amarantusa
Potrzebne będą:
  • 1/3 szklanki ziaren amarantusa
  • 2 średnie pomidory
  • 1/2 szklanki dużych kaparów (zwanych również jabłuszkami kaparowymi)
  • natka pietruszki
  • 2 płaty papryki marynowanej
  • oliwa z ziaren winogron

Ziarna amarantusa gotujemy według wskazówek na opakowaniu, muszą być al dente. Pomidory myjemy i zaparzamy, żeby ściągnąć skórkę. Następnie kroimy je w dość dużą kostkę. Duże kapary kroimy na ćwiartki (wzdłuż), paprykę w kostkę, również dużą, a umytą natkę pietruszki siekamy. Wszystkie składniki wrzucamy do miseczki i bardzo delikatnie mieszamy z ugotowanymi ziarnami amarantusa. Całość delikatnie skrapiamy oliwą i podajemy. 

Sałatka jest bardzo pożywna i całą pewnością dostarcza nam nie tylko dobro smakowe, ale również witaminowe. Warto wypróbować ten przepis. Jeżeli macie jakieś pytanie, walcie śmiało. Teraz szaleję zdrowotnie, więc czemu mam się nie dzielić zdobywaną przeze mnie wiedzą. Musicie jednak pamiętać, że w żadnym wypadku nie jestem specjalistą mądrości naturalnych. Co wiem, to powiem :)

Cóż, przecież cierpię na szalony nadmiar czasu, więc dlaczego nie miałabym rozpocząć nauczania internetowego, dotyczącego dóbr przyrody, od mądrzejszych. To takie normalne :) 
Choć przyznam, że kręciło mnie to całe życie, szkoda, że szkoły dotyczące medycyny naturalnej i chwastoznastwa są tak daleko (i tak drogo).
Tymczasem ściskam Was i do następnego
Ilona ♥



Sałatka zamiast kanapki!

wtorek, 12 sierpnia 2014

Sałatka z czarnej soczewicy i marynowanego buraka


słatka z marynowanego buraka, sałatka, czarna soczewica, soczewica, marynowany burak


Pamiętacie moją wizytę Pod Łososiem i menu degustacyjne jakie stworzyłyśmy? Ja pamiętam i jeszcze długo będę wspominała, a w szczególności pyszną baklavę z botwiną. Dzisiaj chciałam Wam podsunąć przepis na pyszną sałatkę. Inspiracją była sałatka zrobiona przez Ewę i Malwinę na spotkaniu. Moja jest trrrooooszeczkę inna. 
Dodatkowo na Mikserze Kulinarnym koleżanka zorganizowała ciekawą akcję, więc wspierając takie inicjatywy, postanowiłam dodać ją do akcji (banerek na końcu)


Sałatka z czarnej soczewicy
i marynowanego buraka

Składniki:
  • 1 szklanka ugotowanej czarnej soczewicy
  • 2 duże marynowane buraki
  • 1/4 szklanki słupków migdałowych
  • 1/2 szklanki sera feta
  • 3-4 gałązki mięty
  • opcjonalnie: cytryna
Marynowanego buraka kroimy w dość dużą kostkę, następnie dokładamy ugotowaną soczewicę.
Słupki migdałowe prażymy, wystudzone dokładamy do naszej sałatki, kruszymy ser feta i całość delikatnie mieszamy. Na koniec dokładamy posiekane liście mięty. Mieszamy.
Przed podaniem można skropić sokiem z cytryny.
Smacznego.

I co myślicie o takim połączeniu?? Moja koleżanka obdarowała mnie czarną soczewicą i tak się w niej zakochałam i robię, i robię, i robię. Polecam ją gorąco, jest rewelacyjna. Moniu, a Tobie dziękuję.
Ściskam
Ilona ♥


Sałatka zamiast kanapki!

środa, 23 lipca 2014

a'la Baklava z botwiną, czyli kuchnia fusion



Moi mili smakosze, zanim postanowicie napisać mi, że nie znam się na kuchni, a grecy będą do mnie strzelać za profanację, proszę przeczytajcie ten wstęp i definicje zaciągnięte rodem z wikipedii. 

Dzisiejsza propozycja jest inspirowana baklavą. Tradycyjnym greckim deserem, ale równie popularnym w kuchni tureckiej, ormiańskiej, bułgarskiej. Jest mega słodki, wypełniony orzechami, miodem, cukrem w doskonałej oprawie ciasta filo.
Dlaczego dzisiejsze danie zaliczam do kuchni fusion? Bardzo proste. Czym ona jest..... to połączenie tradycji z różnych zakątków świata ze sobą, z nowoczesnością i składnikami pozornie do siebie niepasującymi. W dzisiejszych czasach uwielbiamy łączyć kultury i tradycje, mieszając je ze sobą. Wiele osób jest oburzona, komentuje, twierdząc, że my blogerki, nie znamy się na kuchni. Pozwolę się nie zgodzić, skoro nie znałabym owej potrawy, to jak mogłabym się nią inspirować. 
I właśnie dla takich jak ja, łączących różności ze sobą, korzystających z polskich produktów, powstała cudowna nazwa KUCHNIA FUSION i na nic protesty. Rozpoczęła się nowa era, nie tylko w motoryzacji i komputerach, ale również w kuchni. I tak... znamy się na tym co robimy i jadamy to co gotujemy i uwielbiamy poczęstować choć małą cząstką świata naszą rodzinę i przyjaciół. 

Tych, którzy nie mają nic przeciwko modernizacji tradycji, zapraszam na przepyszną potrawę, którą stworzyliśmy wspólnie w Restauracji pod Łososiem, o której wcześniej pisałam i która podbiła serca paru osób, w tym moje. 

 

a'al Baklava z botwiną
Składniki
  • 7 płatów ciasta filo
  • duży pęczek botwiny
  • 4-5 szalotek
  • 4-5 łyżek sera feta
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 szklanka płatków migdałowych
  • garść posiekanych pistacji do dekoracji
  • 3-4 łyżki miodu
  • 4-5 łyżek masła
  • sklarowane masło do smarowania ciasta
  • sól, pieprz do smaku
Botwinę myjemy i dość drobno kroimy. Wrzucamy na rozgrzaną patelnię z odrobiną oliwy, solimy i pieprzymy do smaku. Smażymy, aż zmięknie i odstawiamy do ostygnięcia.
Szalotki obieramy, myjemy i kroimy wzdłuż, na cząstki. Na patelni rozpuszczamy cały cukier, nie mieszając, uwaga, żeby się nie przypalił, bo będzie gorzki. Kiedy się rozpuści, dokładamy 2-3 łyżki masła i po chwili wrzucamy szalotki. Smażymy, aż zmiękną i będą całkowicie pokryte karmelem. Przestudzone dokładamy do botwiny, delikatnie łączymy ze sobą, odstawiamy.
Czas na migdały. Wrzucamy na suchą patelnię płatki migdałów i prażymy. Kiedy się zarumienią dokładamy miód oraz pozostałe masło. Mieszamy i tworzymy coś w rodzaju glazury. 
Cisto filo rozkładamy, smarujemy sklarowanym masłem składamy na pół (wzdłuż krawędzi długiej), następnie, na lewym lub prawym brzegu, nakładamy jedną, sporą łyżkę botwiny z szalotką, posypujemy odrobiną fety. Zwijamy, tworząc trójkąt, po przekątnej, do samego końca. Każdą warstwę delikatnie smarujemy masłem. Tak przygotowane trójkąty układamy na blasze wyłożonej papierem i pieczemy w 180 stopniach około 15 minut. 3-4 minuty przed końcem pieczenia, trójkąty polewamy migdałowo-miodową glazurą i ponownie wstawiamy, pieczemy, aż będą rumiane.
Trójkąty botwinowej baklavy podajemy posypane pistacjami. Polecam również sos wiśniowy lub malinowy.
Moja rada: 
Jeżeli nie chcemy używać takiej ilości masła (choć uważam osobiście, że to ono nadaje charakter) możemy do smarowania ciasta filo użyć oliwy lub mleka.
Przy prażeniu migdałów warto cały czas nimi ruszać i obracać, żeby się nie przypaliły. Jak tylko odwrócę oko, zawsze przypalę;)
Zamiast trójkątów, można podać w kawałku. Należy przygotować blachę średniej wielkości wyłożyć złożone ciasto filo (tym razem wzdłuż krótszego boku), następnie położyć bardzo cienką warstwę botwiny, ponownie ciasto filo, warstwę fety ( bardzo cienką, żeby danie nie było zbyt słone), ciasto filo, botwinę, czynność powtarzamy. Ostatnią warstwą powinno być złożone ciasto filo, delikatnie dociskając i naciąć jedną warstwę ciasta w romby. 
Mam nadzieję, że dokładnie opisałam wszystkie czynności, jeżeli macie jakiś problem piszcie, pytajcie.

Z całą pewnością, to danie będzie przeze mnie modyfikowane. Będę je różnie podawała, na słodko i wytrawnie, będzie nazywane rogalikiem, pierogiem, zawijańcem. Polecam takie eksperymenty, czasami się nie udają, za to innym razem zwalają z nóg i to jest piękne.
Bardzo jestem ciekawa co o tym sądzicie, wypróbujcie przepis i piszcie jak smakowało. Czekam na Wasze komentarze i zachęcam gorąco do odwiedzania mojej strony :)
Ściskam Ilona 


KOCHANI, czy zauważyliście małą zmianę??? Dokładnie :) Od dzisiaj zapraszam po przepisy klikają nowy adres strony www.kuchniailony.pl  
Jestem taka dumna :) To kolejny kroczek, żeby oglądanie i smakowanie moich dań było przyjemniejsze i łatwiejsze. 
Całuję ♥