Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przekąski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przekąski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2015

Faszerowane bułeczki kukurydziane

bułki,bulki, pieczywo, domowa piekarnia, burgery, hamburgery, piknik, garden party, przepisy na garden party, bulki faszerowane, bulki kukurydziane, pieczywo kukurydziane

Urlop. Pogoda w kratkę, mam nadzieję, że się poprawi. W tym roku nie wyjeżdżamy daleko. Postanowiliśmy świetnie bawić się w najbliższych okolicach. Jedną z atrakcji będą pikniki, jak tylko deszcz przestanie padać i będzie można usiąść na suchej ławeczce z widokiem na morze. Idealne przy takiej wycieczce będą faszerowane bułeczki. Wpadłam na nie, gdy mąż prosił na większości spacerów o burgera :) Oczywiście nie dostawał, ale stwierdziłam, że warto zrobić coś smacznego, co można zjeść na zimno i zabrać na jednodniowe wypady za miasto :)

Przy okazji nowego przepisu postanowiłam przepis dodać na konkurs u Alicji z Wielki Apetyt, gdzie głównym sponsorem jest Slate Plate, bo kto powiedział, że taki hamburger nie może być podany na pięknym talerzu. 



Faszerowane bułeczki kukurydziane

Potrzebne będą:
Ciasto
  • 250 g mąki pszennej
  • 250 g mąki kukurydzianej
  • 1 jajko od szczęśliwej kurki
  • 100 ml mleka
  • 150 ml wody
  • 60 g masła
  • 15 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka czarnuszki mielonej
  • 2 łyżeczki ziaren czarnuszki
Farsz
  • 9 plastrów pomidora
  • 9 plastrów cebuli
  • 9 plastrów sera żółtego
  • 9 płaskich kotlecików mielonych
  • czubryca zielona
Szykujemy zaczyn. Drożdże rozpuszczamy w letnim mleku z 2 łyżkami mąki pszennej. Odstawiamy do podwojenia objętości. Pozostałe składniki na ciasto wrzucamy do miski dokładamy aktywny zaczyn i dokładnie ze sobą łączymy. Ciasto musi być elastyczne i dobrze wyrobione. Przykrywamy lnianą ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na około 45 minut.
Wyrośnięte ciasto wyrabiamy ponownie. Następnie dzielimy na dwie części i wałkujemy. Placek powinien mieć około 0,7 cm. Z obu placków wycinamy koła, musimy jednak pamiętać, aby w drugim, tym który będzie u góry koła były o 1 cm większej średnicy.
Na małych układamy kolejno kotlecik, cebulę pomidora i plaster sera żółtego. Całość posypujemy czubrycą i przykrywamy większym kołem. Brzegi dokładnie ze sobą sklejamy, warto wspomóc się odrobiną wody. Tak przygotowane bułeczki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, odkładamy w ciepłe miejsce na około 30 minut.
Po tym czasie pieczemy bułeczki w 180 stopniach C minimum 20 minut. Bułeczki muszą być ładnie zarumienione.

Mam nadzieję, że spodoba Wam się ten pomysł i zrobicie bułeczki przy najbliższej okazji.
Ściskam Ilona ♥

poniedziałek, 27 lipca 2015

Faszerowane kwiaty cukinii



W tym roku warzywa i owoce pięknie szaleją w moim ogrodzie. Jednak postawiłam na kilka warzyw, które uwielbiam i one obdarzyły mnie cudownym urodzajem. Nawet nie wiecie jak jak kocham ten ogródek i strasznie cierpię, że tak mało czasu mogę mu poświęcić. I wiem jedno, nawet jak się przeprowadzę, to choćbym miała część pokoju przerobić na szklarnię - zrobię to!

Najbardziej cieszę się z cukinii, kocham to warzywo, a kiedy jest w fazie kwitnienia nie może się obejść bez faszerowanych kwiatów. Ci którzy ich nie lubią, znaczy, że jeszcze nie jedli :) Nie sposób przejść obojętnie obok cudownego i niecodziennego dania pięknie na talerzu podanego.
Dlatego też postanowiłam moje faszerowane kwiaty wystawić na konkursie u Alicji z Wielki Apetyt, powiedzcie sami - czyż nie prezentował by się pięknie kwiat cukinii na taki talerzu?  


Faszerowane kwiaty cukinii
4 sztuki
Potrzebne będą:
  • 4 kwiaty cukinii z maleńką cukinią (mogą być bez)
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1 szklanka wody
  • 1 jajko od szczęśliwej kurki
  • 200 gram serka typu Almette naturalny
  • 2 gałązki świeżego tymianku
  • młody szczypiorek
  • 3-4 rzodkiewki
  • kilka suszonych pomidorów
  • świeżo mielony pieprz kolorowy
  • sól himalajska
  • olej do smażenia
  • jadalne kwiaty do dekoracji 

Kwiaty cukinii z warzywem dokładnie oczyszczamy z robaczków, płuczemy i osuszamy**. Szykujemy farsz. Zioła, rzodkiewkę i suszone pomidorki bardzo drobno siekamy. Łączymy z serkiem, przyprawiamy i dokładnie mieszamy. Tak przygotowanym faszerujemy kwiaty cukinii, delikatnie je dociskając, żeby stworzyły rodzaj kokonu dla naszego farszu.
Z jaja, mąki i wody szykujemy ciasto naleśnikowe. Wszystkie składniki mieszamy, ostrożnie zanurzamy kwiat wraz z całą cukinią, obtaczamy dokładnie i smażymy na głębokim oleju.
Kwiaty smażymy po kilkanaście sekund z każdej strony, do momentu, aż ciasto będzie ładnie przyrumienione. Gotowe, wykładamy na talerz z ręcznikiem papierowym, aby tłuszcz ładnie wsiąkną w papier.
Kiaty cukinii podajemy na ciepło udekorowane innymi kwiatami (jadalnymi) np. nawłocią, kwiatem tymianku lub bratkami.

Moja rada:
** Należy bardzo delikatnie myć i osuszać kwiaty cukinii, ponieważ łatwo odpadają od warzywa. Kiedy jednak nam się to zdarzy, można przygotować według przepisu i podając delikatnie połączyć na talerzu dla uzyskania efektu.

Co sądzicie o mojej letnie propozycji? Musicie ją wypróbować, nic prostszego, a efekt niesamowity. Trzymajcie też za mnie kciuki może się uda.
Ściskam Ilona ♥

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Grissini klasyczne



Wiele Mam ma problem, ponieważ dzieci nie chcą warzyw, owoców, kaszy. Hmmm ja mam problem w drugą stronę. Młody tylko ogórki, brokuły, jabłka, banany do tego jogurt naturalny, ryż, kaszę :) Super. Ale od czasu do czasu chciałbym, żeby zjadł zwyczajnie chlebek. Kiedy kupowałam, to był koszmar. Wtedy zaczęłam swoje szaleństwo z wypiekami domowymi. Super, mały wcinał chlebek mamy, a bułeczki, yummy. Oczywiście i tatuś i mamusia zakochani w wypiekach, więc kupowanie pieczywa zostało na stałe skreślone z listy. Niestety po pewnym czasie i tu się dziecko popsuło. Zjadał co 3-4 dni kawałeczek chlebka czy bułeczki. Co by tu wymyślić, czym go zachęcić?
I tu maleńkie powiązanie... Moja fascynacja kuchnią włoską trwa. Wiecznie wertuję książki, nawet dla przyjemności lub jestem na łączach z moją włoską nauczycielką gotowania. I nagle olśnienie. Grissini! Takie paluchy w łapkę, składniki typowe na bułeczki, jedynie forma podania znacznie inna. Zrobiłam i sukces. Młody na śniadanie wciągną dwa, a przy sesji zdjęciowej, kolejno znikały z planu paluchy, dlatego na zdjęcia załapały się trzy ostatnie :) 
Cieszę się i będę je robiła, może jeszcze włożę coś od siebie, żeby urozmaicić?
Dzisiaj przepis na klasyczne z mojej książki "Kuchnia Włoska". Grissini, to chlebowe pałeczki wywodzące się z Turynu, teraz już popularne w całym kraju. Są doskonałą przekąską, świetnym dodatkiem do antipasti (o tym wkrótce). Można zabrać na piknik lub na drugie śniadanie do szkoły czy pracy. 
Zapraszam na pyszną ucztę.


Grissini klasyczne
Potrzebne będą:

  • 300 ml wody ( ja mieszam z mlekiem 1:1 aby było 300 ml płynu)
  • 1 łyżeczka cukru 
  • 15 g drożdży świeżych (lub 2 łyżeczki suszonych)
  • 500 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki soli 
  • 2 łyżki oliwy z oliwek (używam oleju rzepakowego tłoczonego na zimno)
  • do podsypywania semolina (można zastąpić mąką pszenną)
Do miski wlać płyn w temperaturze pokojowej, dołożyć drożdże, cukier i 2 łyżki mąki. Wymieszać i odstawić, aż drożdże się uaktywnią. Następnie wlewamy oliwę (olej), mieszamy i dokładamy powoli mąkę i sól, nie przerywając mieszania. Kiedy wszystkie składniki będą w misce wyrabiamy ciasto, aż będzie elastyczne i gładkie. Podsypujemy mąką, przykrywamy lnianą ściereczką i odstawiamy do podwojenia objętości w ciepłe miejsce.
Kiedy ciasto wyrośnie, wyrabiamy ponownie, dzielimy na małe kawałki i rolujemy z nich paluchy. Powinny być długości blachy i nie grubsze od naszego palca. Nasze grissini, powinny być tej samej długości i grubości, aby mogły się równo upiec. Następnie wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni C i pieczemy około 20 minut, aż się ładnie zarumienią.
Grissini można przed pieczeniem posypać makiem, czarnuszką lub sezamem urozmaicając nasze przekąski.
Gotowe studzimy na kratce.
Moja rada:
Jeżeli nie lubicie mocno wysuszonego grissini, sugeruję wypiekanie z połowy porcji, przez noc potrafią wyschnąć. I tak są doskonałe. Myślę, że znikną w mgnieniu oka.

Polecam gri

ssini nie tylko dla dzieci. Zabierzcie je na piknik, śniadanie, przygotujcie na majówkę i grillowanie. Sezon już wkrótce się rozpocznie i warto mieć kilka przepisów na garden party, nie tylko kiełbasę :) 
Ściskam Ilona ♥

poniedziałek, 9 marca 2015

Granola czekoladowa

granola czekoladowa, granola, musli, śniadanie, przekąska, kuchnia ilony, granola przepis
Musiało to nastąpić. Połączenie dwóch moich miłości, czekolady i granoli od której ostatnio jestem uzależniona. To niesamowite jak jedno pięknie brzmiące słowo granola i jej rzeczywista postać może występować w tylu wersjach. Granola jest słowem angielskim, ale swoje korzenie ma w słonecznej Italii (mam chyba obsesję, haha). Nie będę się rozpisywała, podzielę się przepisem.
Jednym ze składników jest karob - melasa z drzewa świętojańskiego. To cudowne dobro z firmy Bakra-zdrowie płynące z natury i jak sama nazwa wskazuje jest to składnik bardzo bogaty we wszelakie dobra o których już wkrótce powiem więcej. 


Granola czekoladowa
  • 3 szklanki płatków owsianych (nie błyskawicznych)
  • 1/2 szklanki rodzynek
  • 150 gram czekolady gorzkiej (70%)
  • 1/2 szklanki orzechów ziemnych (niesolonych) 
  • 3 łyżki masła
  • 2 łyżki kakao
  • 1 szklanka musu z wiśni ( lub dżem)
  • 1/2 szklanki karobu melasy z chleba świętojańskiego Bakra
  • 1 łyżka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki soli himalajskiej (drobnej)
Do miski wrzucamy płatki, posiekane orzeszki ziemne, kakao, mus wiśniowy oraz 50 g drobno posiekanej czekolady . Pozostałe 100g rozpuszczamy z masłem, następnie mieszamy z melasą. Całość wlewamy do płatków, posypujemy cynamonem, solą i dokładnie mieszamy, aby płatki całe były oblepione musem i czekoladą. 
Blachę wykładamy papierem do pieczenia usypujemy płatki i wstawiamy na około 50 minut do piekarnika nagrzanego do 150 stopni. W połowie pieczenia mieszamy, że się nie przypaliły.
Do gotowej granoli dokładamy rodzynki, mieszamy i odstawiamy do ostygnięcia.
Wystudzoną granolę przekładamy do słoika i szczelnie zamykamy. 

Cudowne połączenie, prawda :) Bardzo jestem ciekawa, czy też robicie granolę w domu. Naprawdę warto, a skoro przekonałam do niej moją siostrę, znaczy, że taka domowa jak najsmaczniejsza i najprostsza na świecie. Na blogu są też inne przepisy na to pyszne śniadanie, np. granola ze śliwką i daktylami.
Cieszcie się jej smakiem razem ze mną na śniadanie.
Ściskam 
Ilona ♥

sobota, 28 lutego 2015

Granola śliwkowo daktylowa


granola śliwkowo daktylowa, granola, musli, śniadanie, przekąska, kuchnia ilony, granola przepis

A u mnie kolejny smak pysznej domowej granoli. Uwielbiam ją, a szczególnie mnie cieszy, że swoją miłością zaraziłam moją siostrę, synka oraz męża. Sami teraz rozumiecie, że tego smakołyku w mojej kuchni nie może zabraknąć. Szykuję różne smaki, granolę czekoladową, granolę na bogato, często też robię granolę zwaną "przegląd szafek", oznacza to nic innego jak wrzucanie resztek ziaren, orzechów czy owoców suszonych jakie pozostały i do niczego nie pasują. Za mało by dodać samodzielnie, ale raz tworzą porcję odpowiednią do granoli :) 
W komponowaniu tej pysznej mieszanki mamy dowolność, ale ja dzisiaj podzielę się przepisem na granolę śliwkowo daktylową.



Granola śliwkowo daktylowa
Potrzebne będą:

  • 3 szklanki płatków owsianych (niebłyskawicznych)
  • 1 szklanka śliwek wędzonych
  • 1 szklanka suszonych daktyli
  • 1/3 szklanki rodzynek
  • 1/4 szklanki nasion sezamu
  • 1/4 szklanki melasy z karobu
  • 3 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
  • 3-4 łyżki syropu klonowego
  • 1 łyżeczka mielonego kardamonu
  • 3/4 szklanki musu jabłkowego
  • szczypta soli
Do miski wrzucamy płatki owsiane dokładamy nasiona sezamu, melasę z karobu, kardamon, sól, syrop klonowy oraz mus jabłkowy. Delikatni i dokładnie mieszamy aby mokre składniki i przyprawa dokładnie obtoczyły płatki. Następnie wykładamy na blachę z papierem do pieczenia i wstawimy na około 50 minut do piekarnika nagrzanego do 150 stopni C. 
W połowie pieczenia warto przemieszać płatki, żeby się nie przypaliły.
Gotowe płatki odkładamy do ostygnięcia. W tym czasie śliwki i daktyle siekamy na kawałki i dokładamy do upieczonej granoli wraz z rodzynkami. Mieszamy i wystudzoną wkładamy do słoika szczelnie zamykając.

Pyszne śniadanie gotowe.
Polecam szykowanie własnej granoli, ponieważ jest smaczna, pożywna a do tego można z nij wyczarować fantastyczne ciasta, batony lub desery.
Ściskam 
Ilona ♥

czwartek, 19 lutego 2015

Domowe maki sushi

 sushi maki domowe, sushi, kuchnia japońska, kuchnia fusion, kuchnia ilony,



Dzisiaj odrobina mądrości. Uprzedzam, że post będzie dość długi, ale myślę, że zainteresuje Wszystkich amatorów sushi, takich jak ja.
Pamiętacie moje warsztaty Sushi? To nie był mój pierwszy kontakt z tym cudownym daniem. Jak to koleżanka Ewa mawia, sushimy już od jakiegoś czasu :) To prawda. 
Dawno temu kupiłam sobie małą książeczkę o wdzięcznym tytule "SUSHI, ponad 100 wspaniałych przepisów" i choć jakąś wiedzę na ten temat posiadałam, to właśnie z niej nauczyłam się robić doskonały ryż, potem wiedzę wzbogaciłam o mądrość SUSHI Mastera na warsztatach, a potem poszłam na łatwiznę i wynalazłam przyprawę idealną, gotową i smaczną.
Ale spoko, przepis z mojej mądrej książeczki znajdziecie pod hasłem RYŻ NA SUSHI i już czeka na blogu.. 

Na początek jednak, postanowiłam przytoczyć fragment dotyczący samego sushi. Jak słyszę tekst "nie lubię bo surowych ryb nie jadam" to mnie wykręca. Lepiej brzmiałoby "nie znam, więc nie lubię" - to drugi z moich ulubionych tekstów.
więc

"Sushi to coś więcej niż surowa ryba połączona z ryżem. Choć samo słowo sushi oznacza po prostu ryż z dodatkiem octu, jest to jeden z najbardziej eleganckich i stylowych elementów japońskiej sztuki kulinarnej" 

Teraz już każdy, może błysnąć wiedzą, jak usłyszy tekst "surowa ryba, bleeee".

Japońscy mistrzowie uczą się latami, przygotowania tego cudownego dania. Forma podawania, idealnie wyważony smak, dobrane dodatki - tego mogę jedynie zazdrościć, bo nie sądzę, abym jako domorosły sushi Master, dorównała im choć do pięt. Ale mnie to nie zniechęca, moje jest doskonałe, domowe i znika w kilka chwil ze stołu. Zawsze chciałam zrobić mega japońską ucztę (kto mnie zna, wie, że lubię takie spotkania) i kiedyś się zmobilizuję! I z pewnością napiszę o tym :)


Dzisiaj pokażę jak przygotować najbardziej popularny rodzaj, czyli klasyczne maki sushi. Wyglądają fantastycznie, a tak niewiele potrzeba by je zrobić. Na początek odrobina przydatnej wiedzy.
  • Maki sushi, to zwinięty w płatki nori ryż z dodatkami, krojony w niewielkie kawałki.
  • Sushi jemy pałeczkami lub rękami NIE GRYZIEMY wkładamy do buzi na raz, dlatego kawałki nie powinny być  zbyt duże.
  • Sushi kroimy wilgotnym i bardzo ostrym nożem, po każdym użyciu przecieramy wilgotną ściereczką, co ułatwia późniejsze krojenie.
  • Podczas robienia sushi warto mieć miseczkę wody z odrobinką octu do moczenia palców, gdyby ryż za bardzo się kleił.
  • Do zwijania niezbędna jest bambusowa mata, którą można kuć w wielu marketach. Przed użyciem można owinąć folią spożywczą, co ułatwia późniejsze mycie maty.
  • Jeżeli używamy 1-2 składniki, płatki nori przecinamy na pół i kładziemy na macie dłuższym bokiem do siebie. płatek służy jedynie do zwinięcia ryżu i nie powinno być go w środku (efekt ślimaka). Jeżeli macie więcej niż 3 składniki, nie ma potrzeby przecinania płatów. (chyba, że pozostanie ci większa ich ilość jak u mnie, kładziemy pałatki krótszym bokiem, jak pokazałam na zdjęciu.
Myślę, że teraz śmiało można zabrać się za zwijanie. Powodzenia. Dzisiejsza wersja jest z kilku składników, jeżeli boicie się pakować tyle do środka, zacznijcie od 1-2, będzie znacznie łatwiej. 




Maki sushi 
w dzisiejszym przepisie celowo nie podaję ilości składników, ponieważ każdy nakłada i wykonuje według własnych upodobań
Potrzebne będą:
  • ryż na sushi
  • płaty nori
  • pasta wasabi
  • serek philadelphia
  • mango
  • świeży ogórek
  • wędzony łosoś
  • awokado
  • sos sojowy
Płatki nori kładziemy na bambusowej macie gładką stroną do dołu. Zwilżonymi (nie mokrymi!) rękami nakładamy porcję ryżu. Na końcach pozostawiamy pasek wolny (patrz zdjęcie). Na ryż nakładamy palcem bardzo cienki pasek wasabi (uwaga bardzo ostre) oraz pasek serka philadelphia. Następnie układamy równolegle paski awokado, mango, ogórka oraz łososia. 
Pozostawiony pasek nori na przeciwnym boku delikatnie zwilżamy wodą i rozpoczynamy zwijanie maki sushi. Matę podnosimy i zawijamy płaty z ryżem delikatnie ugniatając i nadając mu kształt walca. 
Gotowy rulon układamy na desce łączeniem do dołu i ostrym, wilgotnym nożem, jednym ruchem kroimy na kawałki. 
Podajemy z japońskim sosem sojowym, pastą wasabi oraz (jeżeli ktoś lubi) marynowanym imbirem - osobiście nie cierpię. 

Myślę, że to nie takie trudne. Oczywiście dodatki wedle upodobań, to jeden z moich ulubionych zestawów. Jak tylko zaserwuję rodzince kolejny zestaw japońskiej kuchni, podzielę się z Wami przepisem, a jeżeli będziecie chcieli to przedstawię Was takim ciekawostkom jak chirashi sushi, sashimi czy temaki sushi. Fajnie brzmi, prawda :) a jak smakuje. 
Także piszcie kochani co chcielibyście wypróbować podczas kolejnej wyprawy kulinarnej.
wow, ale to zabrzmiało
Ściskam
Ilona ♥
Ps, Kto przeczytał cały post, haha :)

źródło wiedzy: książka "Sushi, ponad 100 wspaniałych przepisów" 




poniedziałek, 16 lutego 2015

Ryż na sushi

ryż do sushi, domowe sushi, ryż, ryż na sushi, kuchnia ilony, przepisy, kuchnia japońska,



Moja przygoda z sushi trwa od lat, ale dopiero od warsztatów zaczęłam przykładać dużo większą uwagę do ryżu. Niegdyś gotowałam normalnie, w lekko osolonej wodzie i tyle. Grzech przyznać, ale jak nie miałam specjalnego ryżu to i torebkę zdarzyło się rozciąć. Cóż, nigdy nie mówiłam, ze jestem doskonała, haha.
Ale odkąd poznałam tajemnicę ryżu, zakochałam się i nie wyobrażam sobie innego. Ma w sobie coś, co przenosi na inny poziom (jeżeli wiecie co mam na myśli). Dzisiaj podzielę się właśnie tym przepisem.


Ryż na sushi
Potrzebne będą:
  • 300 g ryżu na sushi
  • 350 ml wody
  • 2 łyżki octu ryżowego
  • 1 łyżka cukru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 kawałek alg kombu (opcjonalnie)
Ryż na sushi dokładnie myjemy pod bieżącą, zimną wodą. Odsączamy i wrzucamy do garnka. Dokładamy nacięte kombu, zalewamy wodą i stawiamy pod przykryciem na dużym ogniu, szybko doprowadzając wodę do wrzenia. Usuwamy kombu, szybko zamykając przykrywką garnek. Zmniejszamy ogień i gotujemy ryż 10 minut. Następnie zdejmujemy z ognia i odstawiamy ryż na 15 minut. Po wyjęciu kombu z garnka, nie wolno ani na chwilę zdejmować pokrywki.
Po czasie, gorący ryż przekładamy do dużej i płytkiej miski, równomiernie polewamy wcześniej przygotowaną mieszanką octu, cukru i soli. Trzymając w jednej ręce drewnianą łyżkę, energicznymi pociągnięciami łączymy ryż z przyprawą, drugą ręką powinno się wachlować ryż, aby jak najszybciej ostygł (ja pomijam tą czynność). Ryżu nie należy mieszać, ponieważ można uszkodzić ziarenka. 
Ryż powinien być błyszczący i mieć temperaturę pokojową. Po przygotowaniu, przykrywamy go wilgotną ściereczką i wykorzystujemy tego samego dnia. Nie należy wstawiać do lodówki.

Moja rada:
Na rynku dostępne są przyprawy w płynie do sushi. Jest to gotowa mieszanka, którą z powodzeniem można użyć. Warto jednak zachować proporcje podane na opakowaniu przez producenta. 

Troszeczkę zabawy jest z tym ryżem, ale uwierzcie mi warto poświęcić kilka chwil. 
Czekajcie na post z przepisem na sushi. 
Ściskam 
Ilona ♥

źródło: książka "Sushi, ponad 100 wspaniałych przepisów" 



wtorek, 3 lutego 2015

Gofry owsiane

gofry owsiane, owsianka, przepis na gofry, zdrowe gofry,


Ooooo Wy wstrętne kopaczki w tyłek, do Was mówię. Przez to wszystko moja kuchnia zaczyna zmieniać swoje oblicze. Choć nigdy nie jadłam byle czego, to z powodu wymagań, a nie dla zdrowia i innych dziwnych przekonań dietetycznych. Wybredna jestem i  tyle. Lubię smaczną kuchnię i zawsze będę podkreślała, że czasami warto dla zdrowia psychicznego zjeść frytki, hamburgera lub pizzę. Tylko w najlepszym wydaniu! Na szczęście, znam doskonałe miejsca na każdą moją zachciankę i powiem Wam, że mogę długo czekać, więcej zapłacić, ale jestem w pełni usatysfakcjonowana.
Codzienność moja, jest zdrowsza. Sałatki, minimalna ilość tłuszczu i to też zdrowszego, granola, jogurty i takie tam... Za to owsianka, nie przemawia do mnie. Wiem, że to danie ma wiele wartości, mądrości i takie tam, musiałam coś wymyślić. I zrobiłam to. Gofry :) do tego owoce i kapka jogurtu greckiego i posiłek doskonały. Ps. Śmiało go nazywam owsianką w wersji de lux ;)


Gofry owsiane 
Potrzebne będą:
  • 2 szklanki otrębów owsianych 
  • 1 szklanka kefiru domowego*
  • szczypta soli himalajskiej
  • 1 jajko od szczęśliwej kurki
  • 2 łyżki melasy z karobu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżka oliwy z pestek winogron
Otręby przy pomocy blendera miksujemy na mąkę*. Dokładamy pozostałe składniki i wszystko mieszamy. Gofrownicę nagrzewamy, wlewamy porcję masy owsiankowej i zapiekamy do uzyskania złotego koloru..
Gotowe gofry podajemy z tym na co właśnie mamy ochotę.

Moja rada:
* Mąka z otrębów nie musi być zmielona na pył. Małe drobinki w niczym nie będą przeszkadzały.
* Jeżeli nie macie domowego kefiru z grzybków tybetańskich, może być kupny, byle bez zbędnych dodatków.

Takie gofry z pewnością uzupełnią wszelakie ubytki niezbędnego dobra w naszym organizmie. A do tego można zjadać bez większych wyrzutów sumienia. Co powiecie na taką propozycję? 
Mam nadzieję, że wypróbujecie owsianki DE LUX i podzielicie się opinią.
Ps. Moje dziecko je uwielbia, więc wpisuję te gofry na listę Kuchni Malucha.
Ściskam
Ilona ♥



sobota, 10 stycznia 2015

Pasztet inspirowany foie gras

foie gras, pasztet z wątróbek, smarowidło, pasztet domowy


Czy masz kulinarne grzechy, do których nie przyznajesz się głośno, bo wstyd, bo ludzie na stosie Cię spalą. Bo nie chcesz swojego idealnego wizerunku popsuć, bo chcesz świecić przykładem, więc tej skazy nie może światło dzienne ujrzeć?? Długo zastanawiałam się nad tym, czy napisać, chyba rok... ale co tam raz kozie śmierć. Kochani mam na imię Ilona i kocham foie gras.
To chyba najbardziej popularny smak Francji oraz jedna z bardziej kontrowersyjnych potraw. Uwielbiam.
Jest niewiele dań, które budzą tak skrajne emocje jak foie gras. Otłuszczona wątróbka gęsia jest rarytasem od starożytności, tyle, że w tamtym okresie karmiono je figami, do czego zainspirowała ich sama natura. Skrzydlaci emigranci zajadali się na maksa przed odlotem, chomikując w ten sposób pożywienie przed długaśną podróżą. I tak oto tłuściutka gąska, ze swoją wątróbką tułała się po świecie.
We Francji, bo tam jest ono najsłynniejsze, foie gras uzyskało miano gastronomicznego dobra kraju.

Jest wiele materiałów na ten temat, można sobie poczytać. 
Moje oryginalne, francuskie, dostałam w prezencie od francuskich przyjaciół i się zakochałam. Zaczęłam szukać, czytać i tak oto podłapałam wyrzuty sumienia, ale ten smak....
Szukałam dalej i znalazłam kilka przepisów, na nasze polskie, bez okrucieństwa i smaczne (choć do oryginału sporo mu brakuje).

Przyznam, że jako pasztet jest wręcz idealny, zajadałam łyżeczką jeszcze ciepłe jak dzikus, ale cały czas zastanawiam się, czy nazwałabym go foie gras... chyba nie do końca?? Jak wypróbujecie, a musicie koniecznie, napiszcie co o tym sądzicie. Bardzo jestem ciekawa...
Trochę się rozpisałam, więc czas na przepis.

Pasztet inspirowany foie gras
Potrzebne będą:
  • 1/2 kg kurzych wątróbek
  • 10 łyżek masła
  • 2 duże drobno posiekane cebule
  • 1 ząbek czosnku
  • około 100 ml śmietany kremówki
  • 1 łyżeczka soli himalajskiej 
  • 1/2 łyżeczki pieprzu świeżo mielonego
Na małej patelni podsmażamy cebulę na 2-3 łyżkach masła, tak aby była szklista. Następnie zalewamy ją śmietaną kremówką, dokładamy zmiażdżony czosnek i dusimy kilka minut pod przykryciem od czasu do czasu mieszając lub poruszając patelnią. Kiedy cebula wchłonie większość śmietany odstawiamy na bok aby ostygła, wcześniej dokładając pozostałe masło.
Oczyszczone wątróbki wrzucić do blendera, dołożyć wystudzony sos cebulowy, sól, pieprz i zmiksować na gładką masę.
Piekarnik nagrzewamy do 150 stopni C. Masę przelewamy do małych foremek na wysokość około 4 cm ustawić na blasze zalanej wodą, przykryć folią aluminiową i piec w kąpieli wodnej około 50-60 minut. Odstawiamy do wystudzenia, podajemy w temperaturze pokojowej.
Moja rada:
W oryginale podany czas pieczenia to 30 minut. Ja sprawdzałam patyczkiem i piekłam około 50 minut.

To prawdziwy rarytas. Musicie sprawdzić przepis. Polecam i życzę miłego dnia.
Ten pasztecik doskonały z powodzeniem można podać w czasie świąt lub jako przekąskę na grzance podczas karnawałowego przyjęcia. U mnie  schodzi w tempie ekspresowym. A moje dziecię... Pasztet z powodzeniem mogę dodać jako kolejną pozycję w Kuchni Malucha. Mój syn jest tego dowodem.
Ściskam 
Ilona ♥





piątek, 26 września 2014

Chipsy jarmużowe

chipsy jarmużowe, chipsy, przekąska warzywa,


Dzisiaj poczęstuję Was wpisem z magazynu Pasje i Smaki. 
Nasze maleństwa z dnia na dzień rosną. Obserwują, uczą się coraz więcej, naśladują nas i powielają nasze przyzwyczajenia. Kiedy czytamy bajkę lub oglądamy film lubimy mieć pod ręką przekąski.
Bardzo proszę.
Moja dzisiejsza propozycja jest bardzo smaczna i zdrowa.
Jarmuż pieczony z powodzeniem zastąpi tłuste chipsy i właśnie tym możemy poczęstować pociechę.


Chipsy jarmużowe
Potrzebne będą:
  • świeży jarmuż
  • sól himalajska
  • oliwa z oliwek
Jarmuż myjemy i osuszamy. Duże liście tniemy na kawałki i układamy na blasze. Całość solimy do smaku i odrobinę skrapiamy oliwą.
Następnie wkładamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na około 10 min.
Zielenina musi być chrupiąca.


Musicie wypróbować, moja rodzinka się zachwyciła. Mam nadzieję, że również polubicie zdrowe przekąski.
Ściskam
Ilona ♥


piątek, 6 czerwca 2014

Homar + film




Jest takie miejsce w Wielkiej  Brytanii, gdzie z wierzy kościelnej, dzwonnik podróżnych wypatruje…
Plaża przy kościele w Wembury w hrabstwie Devon, kryje mnóstwo niespodzianek. Choć kamienista, relaks i świetna zabawa gwarantowana. Kiedy zawitamy podczas odpływu warto wybrać się na spacer z wiaderkiem po wielkich kamieniach. Kilka godzin wcześniej, wodą przykryte, kryją skarby przez fale pozostawione. Zabawa w poszukiwaczy złota jest świetna nie tylko dla najmłodszych. Po kilku minutach zapominamy ile mamy lat i równie dobrze się bawimy.
Jeżeli jesteśmy dobrymi pływakami podwodnymi, warto zaopatrzyć się w piankę, odpowiedni sprzęt i zanurkować w poszukiwaniu skorupiaków, które zawitają na naszych stołach podczas kolacji, po aktywnie spędzonym dniu.
W takich miejscach, jak wybrzeże w Wembury, plażowanie nabiera nowego znaczenia. Koniec ze smażeniem się na ręczniku, czas na przygodę.


To fragment z magazynu Pasje i Smaki. Jedna z wycieczek, które zostały przygotowane z myślą o Was. Wpadliśmy na pomysł, żeby pokazać ciekawe miejsca i  lokalne smakołyki. Tym samym powiększył się zespół KUCHNI ILONY oraz powstał nowy cykl PODRÓŻE KULINARNE. Będziemy pokazywali zdjęcia oraz filmy, które połączą wspólną miłość całej grupy.
Dzisiaj coś NOWEGO, coś czego jeszcze nie było. Nagraliśmy dla Was film pod wodą, o tym jak Tomasz polował na homara. Koniecznie subskrybujcie mój kanał KUCHNIA ILONY TV, żeby nie przegapić kolejnego filmu, również pod wodą. Zapraszam też do polubienia profilu na FACEBOOKU.


Dzisiaj przepis bardzo prosty i właśnie dlatego idealny. Cały proces... plażowanie, łowienie, gotowanie, skubanie. Jedzenie pozostawiliśmy dla siebie.





homar
Skorupiak zaliczany do owoców morza. Miłośnik wód słonych. Posiada mięso w każdej części swojego ciała. Mięso jest bardzo delikatne, niskokaloryczne i bogate w białko, kwas foliowy oraz witaminy.

Przygotowanie homara:
W dużym garnku doprowadzamy wodę do wrzenia (bez soli). Wkładamy uśpionego homara i gotujemy około 10-12 minut. Mięso długo gotowane staje się twarde i niesmaczne.
Gotowego skorupiaka rozłupujemy za pomocą odpowiednich narzędzi. Idealnie smakuje bez dodatków. Aby podkreślić jego smak, można delikatnie podsmażyć na masełku, należy jednak pamiętać, aby proces gotowania skrócić do około 5 minut.

Na zdjęciu poniżej, na łyżeczce, widzicie "zielonkawe coś", co nie do końca mięso przypomina. Jednakże jest to nazywane ciemnym mięsem skorupiaków. Koneserzy uznają je za kwintesencję smaku homara. Faktycznie muszę przyznać, że odważyłam się i ciemne mięso, jest bardziej skondensowane w smaku. Warto zrobić ten krok i spróbować cały bukiet z oferty skorupiaka. 

Koniecznie napiszcie, czy również lubicie podwodne dary. Ja zdecydowanie jestem ich fanką.
Zaglądajcie, już wkrótce przedstawię Wam kraba.
Tymczasem ściskam 
Ilona 




poniedziałek, 12 maja 2014

Włoska sałatka z grejpfruta



O tym, że jestem zakochana we wszystkim co włoskie wiedzą wszyscy i moim celem jest właśnie ten kraj. Nie wiem czy uda mi się realizacja owych marzeń, ale z całą pewnością pojadę tam, żeby poznać kraj kulturowo jak i kulinarnie. Oooo! Tak właśnie sobie postanowiłam. Maleńką namiastkę Italii serwuję sobie w telewizyjnych porcjach. Spisuję ambitnie przepisy z różnych stron tego kraju, własnie po to, by podczas podróży zweryfikować ich smak, polskiej wersji dania.
Dzisiaj sałatka, którą przyznam byłam zaskoczona, ale kiedy zjadłam skradła moje serce. To jest właśnie to.



Włoska sałatka z grejpfruta
Potrzebne będą:
  • 2 różowe grejpfruty
  •  1 czerwona cebula
  • 1/4 szklanki czarnych oliwek
  • kilka listków świeżej bazylii
  • ocet balsamiczny
  • oliwa z pierwszego tłoczenia
  • sól, pieprz świeżo mielony

Grejpfruty kroimy w plastry lub dzielimy na cząstki, usuwając gorzką błonkę. Rozkładamy na talerzu. Czerwoną cebulę kroimy w cienkie krążki i rozkładamy na owocach. Całość posypujemy przeciętymi na pół oliwkami oraz posiekanymi listkami bazylii.
Sałatkę skrapiamy octem balsamicznym oraz oliwą z pierwszego tłoczenia.
Doprawiamy solą i pieprzem. 

Czy też jesteście zaskoczeni składnikami? Musicie wypróbować tą sałatkę, jest obłędna. Miłego dnia życzę.
Ściskam Ilona 

czwartek, 24 kwietnia 2014

Faszerowane pieczarki



Wieczór sprzyja uzupełnianiu przepisów, więc warto to zrobić. Cały dzień piękne słońce i szkoda mi było chwil. Dzieciaki szalały na placu zabaw jaki zorganizowaliśmy im w ogrodzie, ja biegałam z aparatem, to do sernika, to do skoczków trampolinowych lub piaskownicy. Śmichu przy tym pełno. Potem kawa wspomniany sernik i ... nastał wieczór. 
Teraz mam masę zdjęć i tylko pozostało uzupełniać tekst. Poza tym chciałabym podzielić się z Wami przepisami z magazynu. 
Dzisiaj faszerowane pieczarki, przekąska, danie, które w mojej rodzinie jest na każdym spotkaniu. Osobiście, uwielbiam.


Faszerowane pieczarki
Potrzebne będą:
  • 6 dużych pieczarek
  • 2 duże, czerwone cebule
  • 1 ząbek czosnku
  • pęczek pietruszki
  • 1 jajo od szczęśliwej kurki
  • sól, pieprz, majeranek
  • ziołowa bułka tarta
  • oliwa + masło 
Cebulę kroimy w kostkę i smażymy do miękkości. Pieczarki czyścimy i odcinamy nóżki. Kroimy je w kostkę i dokładamy do smażącej się cebulki. Gotowe przekładamy do miseczki, wyciskamy ząbek czosnku, dokładamy posiekaną natkę pietruszki, doprawiamy i mieszamy z jajem. Gotową masą faszerujemy pieczarki, panierujemy w bułce tartej i smażymy na oliwie z masłem, aż się zarumienią.

Jutro zaczynam bieganie po ciekawych i kreatywnych dla mnie miejscach. Na instagramie (KLIK) możecie podglądać mój dzień. Strzelam fotki jak opętana, wraz z moim bobasem wybraliśmy się podróż poszukując nowych smaków.
Ściskam Was i zaglądajcie do mnie.
Ilona 


piątek, 11 kwietnia 2014

Jaja faszerowane pastą pieczarkową




Piątek rozpoczyna w moim domu gorący okres. Urodzinowa impreza mojej Mamy, roczek mojego synka, pakowanie połowy domu, święta i wyjazd. Dzieje się dużo i przyznam szczerze, że nawet lubię taką krzątaninę. Nie zapomniałam również o przepisach dla Was. Są nie tylko wielkanocne, ale również wiosenne. 
Dzisiaj kolejna porcja. jaja faszerowane pastą pieczarkową idą w parze z faszerowanymi pieczarkami, na przepis zapraszam już wkrótce. Są smaczne i bardzo proste do przygotowania. 
Zapraszam.


Jaja faszerowane pastą pieczarkową
Potrzebne będą:
  • 6 jaj
  • 10 dużych pieczarek
  • 1 mała cebulka
  • pęczek pietruszki
  • majonez
  • sól i pieprz
  • olej do smażenia
Jaja gotujemy na twardo. Pieczarki i cebulę czyścimy i kroimy w drobną kosteczkę. Podsmażamy na odrobinie oleju. Gotowe przekładamy do miseczki.
Ugotowane jaja, obieramy ze skorupki, przekrajamy na pół i wyciągamy żółtko, które dokładamy do pieczarek.
Do miseczki z pieczarkami, cebulką i żółtkiem dokładamy około 2 łyżki majonezu, drobno posiekaną pietruszkę, doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy dokładnie do uzyskania pasty.
Przekrojone i wydrążone jajka wypełniamy pastą.
Gotowe jajka możemy przyozdobić natką bądź kleksem z majonezu.

Jaja faszerowane robię bardzo często, Wielkanoc nie jest jedynym dniem. Uważam, że świetnie komponują się na tle innych potraw przy różnych okazja, ale również poza nimi.
Wypróbujcie różne farsze. Polecam.
Ściskam Ilona